Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Nabór do sekcji piłki ręcznej chłopców i dziewcząt

1 komentarz

Dni Ponidzia – relacja

29 czerwca 2001 | , | Wyświetleń: 320

Niestety jak już jest ostatnio tradycją tego największego święta regionu są ulewne deszcze. Ale nie przerwały one dobrej atmosfery jaka panowała w ostatni weekend wokół pińczowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.


Impreza rozpoczęła się już od piątku przy kapliczce św. Jana przy Dworcu Głównym. Ten dzień minął pod znakiem duchownego przeżycia. Inaugurację dokonała główna organizatorka i zarazem Dyrektor Pińczowskiego Samorządowego Centrum Kultury w Pińczowie pani Bożena Szymczyk. Dobrej zabawy życzył również Burmistrz Miasta i Gminy Pińczów – Andrzej Handlarski. Później prowadzona była msza św. przez księży z różnych parafii, a zgromadzeni wierni uczestniczyli w niej w nie codziennej scenerii. Śpiewała też młodzież z Franciszkańskiego Ruchu Apostolskiego i Pińczowski zespół śpiewaczy.


Drugi dzień w stolicy Ponidzia przebiegł już po drugiej stronie zalewu w amfiteatrze. Niestety nie rozpoczął się on paradą wokół rynku mających przybyć na „I Zlot Harleyowców”, najwidoczniej wystraszonych zimną i kapryśną aurą. Choć niewielka ilość tych motocykli przybyła – by jednak według programu zacząć ten sobotni dzień festynu – to jednak zagorzałych i zarazem przemokniętych gapiów było wiele więcej niż samej zapowiadanej atrakcji. Pół godziny później pod deszczem na pińczowskim MOSiRze prezentowały się wszystkie zespoły działające na terenie powiatu. Jedynie ten deszcz nie przeszkodził starszej młodzieży, kiedy to od wieczora przy „muszli” dominowały zespoły muzyki rock i regge.


Młodzież bawiła się do drugiej w nocy tańcząc przy muzyce „Bass Unplugged”, „6.5-kilo”, „North Art”, „Mastema” i „die(in)”. Mnie osobiście najbardziej podobało się granie właśnie tego ostatniego. Może nie jestem krytykiem muzycznym, ale to co pokazali było duża dawką energi, muzyki i dobrej zabawy. Potrafili naprawdę rozgrzać publikę i ich granie było czymś więcej niż tylko zwykłym ostrym graniem. A jako ostatni zagrali „Ramadan”, którzy musieli parę razy bisować przed końcem.


W niedziele nie zapowiadało się na poprawę pogody a nawet wręcz przeciwnie. Tym czasem stało się coś czego nikt by nie przypuszczał. Na godzinę przed początkiem niedzielnych koncertów deszcz ustąpił i zaczęły śpiewać ptaki znane nam pińczowskie słowiki. Następnie pojawiło się upragnione słońce. Dla mieszkańców Ponidzia był to wystarczający argument na przybycie do Pińczowa. Festiwalowa niedziela miała rozpocząć się od występu czeskiego zespołu, lecz parę minut po piętnastej nawet nie było widać Czechów. Organizatorzy myśleli nad załataniem trzygodzinnej dziury, postanawiając przyspieszyć cały ostatniodniowy program. I tak też było. Aż w czasie gdy dobiegał końca występ jednego z zespołów pojawił się Czesi, którzy tłumaczyli się zagubieniem w okolicy Śląska. Pierwsi wystąpili artyści scen krakowskich z piosenkami biesiadnymi. Kolejnym zespołem to lubelski „Juno”, którzy w swym programie mieli znane z telewizji i wesel, polskie pieśni biesiadne, lwowskie ballady, cygańskie piosenki i gorące latynoamerykańskie rytmy. Jako przedostatni przed wypełnioną po brzegi publicznością wystąpił czeski zespół „Klasik”. A na koniec jako niedzielny gwóźdź programu wyszedł zespół potrafiący rozkręcić najbardziej smutną widownię, którym były „Pińczowskie Dinozaury”. Tak znakomicie rozbawionej publiki dawno tu nie było. Ludzie wraz z „Dinozaurami” tańczyli i śpiewali do godziny pierwszej po północy.


„Dniom” towarzyszyły imprezy sportowe, kulturalne, konkursy, prezentacje twórczości regionalnej. Odbyły się jak co roku Pińczowskie Zmagania z Ortografią, czy Okazjonalny Turniej Szachowy. Jak i Ludowy Klub Jeździecki z Pińczowa proponował krótkie przejażdżki konne pod opieka instruktorów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com