Prokuratura wyjaśnia, czy psychiatrzy wydawali lewe zaświadczenia
Kolejni lekarze podejrzewani o wystawianie fałszywych zaświadczeń lekarskich. Tym razem dzięki opinii od dwóch znanych psychiatrów nie mógł być sądzony pińczowski biznesmen oskarżony o milionowe oszustwa. Teraz lekarzami zainteresował się prokurator.
Jerzy M. to znany pińczowski przedsiębiorca. Przez lata prowadził firmę budowlaną Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowo-Usługowe Elmon sc. Był jego prezesem i udziałowcem. Ale pod koniec lat 90. interes szedł coraz gorzej. Spółka Elmon przestała płacić dostawcom. – Są nam winni ponad 52 tysiące złotych bez odsetek. W 2000 roku Elmon odebrał moje wyroby, miały być eksportowane do Estonii, do dzisiaj nie dostałem za nie ani grosza – mówi Józef Gondek, właściciel firmy Tarsmak spod Tarnowa.
Na liście wierzycieli Elmonu, jaką sporządziła Prokuratura Rejonowa w Pińczowie, jest ponad 40 podmiotów. W sumie, zdaniem prokuratury, szefowie Elmonu wyłudzili towary wartości 1,2 mln zł. Ale to nie jedyny zarzut. Według prokuratury, właściciele spółki, wiedząc, że nie mogą spłacić długów, zaczęli uszczuplać jej majątek. Pozbyli się m.in. dwóch samochodów osobowych (honda i seat), domów, działek i innych nieruchomości. Na przykład Jerzy M. (wraz z żoną) najpierw aktem notarialnym podarował dom swojej córce. Córka była jednak nieletnia. Wtedy sprzedał cenną nieruchomość za… 64 zł znajomemu małżeństwu. Inną działkę z domem sprzedał teściom. Kolejną działkę podarował rodzicom.
Takich podejrzanych aktów darowizn i sprzedaży, najczęściej zawieranych u notariusza w Olkuszu, jest w akcie oskarżenia osiem.
Sprawa trafiła do sądu, a biznesmen do prywatnego gabinetu psychiatry Leszka A., który pracował też w szpitalu w Olkuszu. Dwukrotnie podpisał zaświadczenia, że Jerzy M. nie może uczestniczyć w rozprawie. Kiedy pińczowski sąd zaczął dociekać, czy rzeczywiście schorzenie oskarżonego nie pozwala na stawienie się przed obliczem Temidy, stan Jerzego M. tak się pogorszył, że trafił do olkuskiego szpitala na oddział dr A. Tym razem zaświadczenia o pobycie w szpitalu podpisała ordynator oddziału Ewa M.
Zupełnie inne opinie wydał za to biegły z Morawicy, powołany przez pińczowski sąd – dwukrotnie stwierdził on, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby Jerzy M. był sądzony.
Skąd te rozbieżności w opiniach lekarzy? Dr M. nie chciała odpowiedzieć na nasze pytania. – Jestem na urlopie za granicą, nie będę na ten temat rozmawiała – stwierdziła i wyłączyła telefon komórkowy.
Również na urlopie jest dr A. Mężczyzna, który odebrał jego telefon w domu, obiecał, że przekaże nasze pytania i adres emailowy. Przez pięć dni nie doczekaliśmy się odpowiedzi.
Dr A. obecnie pracuje w śląskim oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia w wydziale kontroli. Tymczasem sprawą zainteresował się poseł niezależny Zbigniew Nowak i złożył doniesienie do prokuratury. W ubiegłym tygodniu otrzymał pismo, że Prokuratura Rejonowa w Staszowie wszczęła śledztwo w sprawie „poświadczenia nieprawdy przez lekarzy w Żorach i Olkuszu w okresie 2003 roku w zaświadczeniu dotyczącym stanu zdrowia psychicznego Jerzego M.”
– Dla mnie jest to kolejny przypadek lekarzy psychiatrów, który budzi wątpliwości, że pomagają sprawcom w unikaniu odpowiedzialności za popełnione przestępstwa – mówi poseł Nowak.
Czy pińczowski sąd doprowadzi wreszcie do wyroku w tej sprawie?
– Zrobiliśmy naprawdę dużo, aby wyjaśnić, czy oskarżony może stanąć przed sądem czy nie. Najlepszy dowód, że ostatecznie zostało to potwierdzone i wyznaczyliśmy kolejny termin rozprawy – mówi sędzia Anna Siemińska, wiceprezes Sądu Rejonowego w Pińczowie.
Jerzego M., mimo choroby, można często spotkać na ulicach Pińczowa. Jeździ samochodem, robi zakupy. Następna rozprawa ma się odbyć 4 października.



