Będzie śledztwo w sprawie dziwnej transakcji Radia Kolor?
Poseł Zbigniew Nowak napisał zawiadomienie do prokuratury w sprawie opisywanej przez „Gazetę” transakcji warszawskiej rozgłośni: w miesiąc po odnowieniu koncesji zapłaciła 100 tys. dolarów nieznanej cypryjskiej spółce za rzekome analizy
List, który jest „zawiadomieniem o uzasadnionym popełnieniu przestępstw działania na szkodę spółki oraz przyjmowania korzyści majątkowej w związku z pełnieniem funkcji publicznej”, napisał poseł Zbigniew Nowak (niezależny), parlamentarzysta znany z obfitej korespondencji z organami ścigania. To po jego doniesieniu wszczęto śledztwo w sprawie łapówki za ustawę o grach losowych. Prokuratura nie stwierdziła przestępstwa, ale przy okazji wyszły na jaw powiązania posła SLD Jerzego Jaskierni z właścicielami automatów do gry – Maciejem Skórką i Arno van Dorstem.
O dziwnej transakcji Radia Kolor „Gazeta” pisała już w kwietniu 2003 r. Miesiąc po odnowieniu koncesji przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji firma zapłaciła 100 tys. dol. zarejestrowanej na Cyprze spółce Aldgrove Trading za rzekome analizy rynku. „Gazeta” dowiedziała się jednak z bardzo wiarygodnego źródła, że transakcja w rzeczywistości była tylko przykrywką, a cypryjska spółka posłużyła do przekazania pieniędzy.
Według cypryjskiego rejestru handlowego w zarządzie Aldgrove Trading zasiadali mieszkający w Polsce Rosjanie – Dmitrij Smietanicz i Borys Lebowicz oraz Gruzin Giwi Kiguradze. Smietanicz, który w Polsce pracował w przedstawicielstwie szwajcarskiej firmy Lebgok (filii rosyjskiego koncernu metalurgicznego LGOK), nie chciał z nami rozmawiać. Lebowicz – właściciel restauracji „Kaukaz” w Warszawie – powiedział nam, że w ogóle nie słyszał o Aldgrove Trading. – Smietanicza poznałem w 1988 r., kiedy obaj przyjechaliśmy do Polski. Nie wiem dlaczego moje nazwisko znalazło się w tej cypryjskiej spółce – mówił zdziwiony i przestraszony Rosjanin. Kiguradzego nie udało nam się odnaleźć. Dowiedzieliśmy się tylko, że prawdopodobnie mieszka w Moskwie.
Aldgrove Trading zajmowała się właściwie wszystkim. Jej przedmiot działalności był bardzo długi, wymieniał m.in. budowę statków, handel bronią. Firma nie miała nic wspólnego tylko z… mediami.
Współwłaściciele Radia Kolor – Paweł Obrębski i amerykański fundusz inwestycyjny Advent – tłumaczyli, że analizy były im potrzebne i że wykonał je zagraniczny analityk, który poprosił o przelanie pieniędzy na konto tej spółki.
Trzeci udziałowiec radia Alina Strześniewska nie daje im wiary. Advent i Obrębski nie chcieli jej udostępnić rzekomych analiz, więc zaskarżyła ich do sądu.
W kwietniu 2003 r. całą historię opisaliśmy w tekście „100 tys. w kolorze zielonym”. Nasz informator opowiedział ją też w stołecznej prokuraturze okręgowej. Nieoficjalnie prokuratorzy mówili, że sprawa na milę pachnie przestępstwem. Jednak śledztwa nie wszczęto.
– Rozmawiałem z przełożonymi i uznaliśmy, że śledztwo może po prostu niczego nie wyjaśnić – tłumaczył nam prokurator, do którego zgłosił się informator „Gazety”. – Trzeba by zwrócić się o pomoc prawną na Cypr, to kosztuje, a nie wiadomo, czy oni będą współpracować. Poza tym nie mamy oficjalnego zawiadomienia.
Bezradność prokuratury opisaliśmy w zeszły poniedziałek. Tego samego dnia zadzwonił do nas poseł Nowak. – Przeczytałem artykuł i stwierdziłem, że sam napiszę zawiadomienie, skoro nikt tego jeszcze nie zrobił – mówi poseł.
Wczoraj jego zawiadomienie dotarło do warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej. Jej rzecznik Zbigniew Jaskólski, powiedział, że jeszcze nie wiadomo, która prokuratura zajmie się sprawą



