Serwis Internetowy Miasta Pińczów

5. Festiwal Filmowy Natura Kina w Pińczowie

0 komentarzy

Talony od… komornika

30 grudnia 2004 | , | Wyświetleń: 795

Nie dali nam talonów na święta, bo poszłyśmy do komornika po nasze zaległe podwyżki… Zdradziły nas nasze związki zawodowe, bo to ich decyzja – tak zaczynał się rozpaczliwy telefon do redakcji „Echa Dnia”. Telefon, który zadzwonił w przeddzień Wigilii.


Szpital Powiatowy w Pińczowie. To tutaj zdarzyła się ta przygnębiająca historia. Kilkanaście pielęgniarek, które wcześniej złożyły do komornika prawomocne wyroki w sprawie niewypłaconych podwyżek, słynnych 203 złotych, w dniu wydawania talonów świątecznych dowiedziało się, że nie dostaną, tak jak prawie wszystkie siostry, po 280 złotych, lecz bony warte 30 złotych. Powód? Po interwencji u komornika poprawił im się status materialny. W domyśle – zdaniem pielęgniarek – mają więc za co zrobić swoim rodzinom święta. Decyzję taką podjęła dyrekcja szpitala, za zgodą i wiedzą związków zawodowych.
Zdesperowane kobiety próbowały dowiedzieć się o co chodzi. Ale, jak twierdzą, nikt nie chciał z nimi rozmawiać. Dyrekcja była zajęta, koleżanki, przywódczynie związków, również.

Szukając wyjaśnienia
– Udało nam się w końcu dotrzeć do uchwały ustalającej zasady podziału funduszu socjalnego, przeznaczonego na święta – opowiadały przed Wigilią zdesperowane kobiety. – Pod dokumentem podpisali się trzy szefowe trzech działających w naszym szpitalu związków zawodowych i dyrektor. Czy na tym polega rola związku, by trzymać stronę pracodawcy? – pytały rozgoryczone.
– Kiedy wreszcie udało nam się dostać do dyrektora, ten, zamiast o talonach, mówił nam o trudnej sytuacji finansowej szpitala. Lepsze były nasze koleżanki ze związków, które wprost stwierdziły do nas, że to kara za narażenie szpitala na straty – opowiadały kobiety. – Jaka kara? Co ma wspólnego fundusz socjalny z kondycją finansową szpitala? To są nasze pieniądze, potrącane z naszych pensji, więc o jakim narażeniu mowa? Nasze „przywódczynie” zdradziły nas. Czujemy się tak, jakby nas okradziono. Takich związków zawodowych nie ma chyba w całej Polsce!

Finanse, finanse…
Szpital Powiatowy w Pińczowie. Większych długów jako takich nie ma. Ale swojej załodze winien jest kolosalną kwotę – 7,5 miliona złotych zaległych podwyżek.
– 203 złote to nie do końca prawda – mówi Roman Szczygieł, dyrektor szpitala. – Ustawodawca bowiem, po strajku pielęgniarek w 2000 roku, ustalił, że w 2001 roku dostaną one 203 złote podwyżki, w roku następnym dojdzie im kolejne 110 złotych, a rok później następne 96 złotych. Do tego dochodzą oczywiście ZUS i podatek, który ja, jako ich pracodawca, powinienem odprowadzić od tej kwoty do kasy państwa – tłumaczy dyrektor.
Okazuje się, że pracownicy szpitala, podając swojego pracodawcę do sądu, uzyskali wyroki zgodne z zapisem ustawy. W praktyce oznacza to, że na przykład pielęgniarki mają w tej chwili do odebrania po około 10 tysięcy złotych zaległych wyrównań. Co prawda szpital w grudniu 2003 roku podniósł im pensje, ale tylko o 140 złotych. Wart podkreślenia jest fakt, że przyznane wówczas podwyżki nie były jednakowe dla wszystkich pracowników placówki. Lekarze na przykład dostali więcej pieniędzy. – Bez dobrej kadry medycznej nie mamy się co starać o bycie konkurencyjną placówką. Co innego przyciągnie do nas lekarzy specjalistów, jeśli nie odpowiednie pobory? – wyjaśnia dyrektor Szczygieł.
Efekt takiego sposobu przedstawienia problemu jest taki, że pielęgniarka z około 30-letnim stażem pracy dostaje „na rękę” średnio 750 złotych wszystkiego, z dodatkiem stażowym, nadgodzinami i dodatkami specjalnymi. To pobory netto. W przeliczeniu na brutto pielęgniarki zarabiają średnio 1350 złotych. Tymczasem średnia szpitala wynosi 1600 złotych.

Dojrzeć do decyzji
– Przecież nie poszłyśmy do komornika tak z dnia na dzień – tłumaczą się pielęgniarki. – Zwlekałyśmy z tą decyzją kilka lat. To sytuacja finansowa naszych rodzin zmusiła nas do podjęcia takiej decyzji. A dokładniej długi i debety na kontach, które musimy spłacić natychmiast, by jakoś przetrwać – wyjaśniają.
– A gdzie reszta załogi? – pytają tymczasem przywódczynie związkowe. – Reszta też mogłaby pójść do komornika i co wtedy? Szpital zbankrutuje i gdzie znajdziemy pracę? – mówią. Według ich wyjaśnień, mizerne talony nie miały być dla nikogo karą. – Rozmawiałyśmy z dyrekcją o zasadach podziału funduszu socjalnego. Socjalnego. O kwotach nie było mowy. Dostałyśmy z biura projekt uchwały. Myśmy się tylko pod nią podpisały – mówią.
Złożenie „tylko” podpisów nie zmienia faktu, iż dzięki nim kilkanaście kobiet dostało na święta tyle dodatkowych pieniędzy, ile dostało. – Czujemy się okradzione. Okradzione przez nasze związki zawodowe, które teoretycznie powinny nas bronić. Bez ich zgody dyrekcja szpitala nie mogłaby podzielić pieniędzy tak, jak podzieliła – mówią z płaczem rozgoryczone siostry. – Czyżby szefowe związków nie wiedziały ile zarabiamy? Zarabiamy tyle samo, co one…
– Mamy obiecane od dyrekcji, że pod koniec stycznia 2005 roku rozpoczniemy negocjacje w sprawie wypłaty zaległych podwyżek. Ale mimo naszych próśb kilkanaście osób wyłamało się z tej umowy – tłumaczą szefowe związków.

Gdzie fakty?
Styczeń jako kluczowy miesiąc… Na razie pracownicy szpitala przekazują sobie różne wieści, skąd dyrekcja placówki weźmie pieniądze na wypłatę zaległych poborów. Raz mówi się o kredycie. Ratunkiem podobno miał też być budynek przychodni przy ulicy Grodziskowej, sprzedany Urzędowi Skarbowemu. Problem w tym, że to nie szpital sprzedawał przychodnię, ale starostwo. Bo to powiat, zgodnie z ustawą o samorządzie, był właścicielem budynku. Do jego też kasy trafiły pieniądze z transakcji. I znów, zgodnie z tą samą ustawą, powiat nie ma prawa dawać podległej sobie służbie zdrowia pieniędzy na pensje. Te bowiem mogą być wypłacane wyłącznie ze środków przekazywanych placówce przez Fundusz Zdrowia. Wątpliwe jednak wydaje się, by przeciętny pracownik szpitala znał te zależności.





Na razie skarga
Konflikt, który dopiero zaistniał – wszak talony dzielone były tuż przed świętami – nabiera rumieńców. Na razie potraktowane według odrębnych zasad pielęgniarki wystosowały oficjalną skargę na swoje związki do „regionu”. „Jesteśmy zbulwersowane działaniem związków, które wraz z dyrektorem szpitala pozbawiły nas pieniędzy przez nas wypracowanych” – napisały w piśmie.
To przykre zdarzenie w całość wydaje się spinać kilka elementów: strach przed utratą pracy, trudna sytuacja finansowa szpitala i nieznajomość faktów. Do tematu wrócimy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com