Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Po pracy zakładali robocze ubrania i wracali do szkoły. Zakończył się projekt Fundacji PGE

1 komentarz

Nocą leczą bez leków i lekarza

27 września 2006 | , | Wyświetleń: 792

Właśnie mija dwuletni okres, na który Narodowy Fundusz Zdrowia podpisał umowy na leczenie przewlekle i śmiertelnie chorych. Jak na razie w całym województwie mamy tylko jeden oddział medycyny paliatywnej, w Świętokrzyskim Centrum Onkologii, i jedno hospicjum stacjonarne, w Sandomierzu. Według lekarzy to zdecydowanie za mało.

Przeżywamy koszmar, szczególnie nocą, bo wtedy właśnie jest tu najwięcej problemów, a personelu brakuje – mówi Józef Mazur ze szpitala w Pińczowie. Tam działa zakład opiekuńczo-leczniczy na 28 łóżek, ale szpital przyjmuje do ZOL nawet 35 chorych, dostawiając łóżka. – Przysyłają nam pacjentów ze wszystkich oddziałów i mówią: „Zajmijcie się”. Ja się muszę kłócić z moimi kolegami lekarzami, że nie przyjmę takiego chorego, ale z drugiej strony, co oni mają robić. Trzymać ich u siebie? To jest straszne! – mówi.

Dr Mazur wylicza, czego mu brakuje. W ZOL-ach nie ma szafek na leki narkotyczne uśmierzające ból. Pacjenci onkologiczni muszą je dostawać ukradkiem z innych oddziałów. W nocy w ogóle nie ma lekarza, bo standardy NFZ przewidują tylko jeden etat na ZOL na 35 łóżek, a przecież jedna osoba nie może pracować całą dobę. W nocy jest tylko pielęgniarka i salowa. – Można sobie wyobrazić, co przeżywają one i pacjenci – mówi.

Dyrektor szpitala w Pińczowie Roman Szczygieł przyznaje, że na południu województwa brakuje hospicjum. – Na razie sprawę uśmierzania bólu załatwia nam oddział wewnętrzny. Ale rzeczywiście te hospicja powinny istnieć… Teraz zastępujemy je oddziałami – mówi.

Dr Mazur nie widzi nadziei na poprawę. – W woj. świętokrzyskim opieki hospicyjnej praktycznie nie ma. Odsyłamy pacjentów do Mysłowic na Śląsku, Krakowa, jak rodziny mogą coś załatwić. Ostatnio nie miałem sumienia przyjąć 18-letniej dziewczyny z nowotworem i przerzutami. Nie mógłbym jej zapewnić odpowiedniej opieki na ZOL-u. Zabrała ją rodzina, nie wiem gdzie – mówi.

Przyjmowanie pacjentów paliatywnych do zakładów opiekuńczo-leczniczych jest niedopuszczalne – przyznaje Beata Ryń, rzeczniczka świętokrzyskiego oddziału NFZ. Co jednak mają robić lekarze z innych oddziałów z takimi pacjentami, skoro oddziałów paliatywnych brakuje? – Cóż, możemy podpisywać więcej umów, jeśli ktoś się zgłosi. Środki na to są – mówi Beata Ryń.

Zdaniem Marka Jodłowskiego, przewodniczącego Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej, sytuacja pogarsza się od kilku lat, bo NFZ zaczął rozliczać oddziały wewnętrzne z procedur, a nie z czasu pobytu pacjenta. – Do tej pory taki pacjent leżał do końca. Albo zabierała go rodzina, albo, niestety, do śmierci. Teraz oddziałom wewnętrznym takie leczenie się nie opłaca, a łóżek paliatywnych, hospicyjnych jest za mało – podkreśla przewodniczący Jodłowski.

Widzi jednak światełko w tunelu. – Kiedy wejdzie w życie planowana krajowa sieć szpitali, te placówki, które się w niej nie znajdą, będą musiały się przekształcać. Pewnie otworzą u siebie też oddziały paliatywne – mówi.

Dla nieuleczalnie chorych

W naszym województwie jest 15 zakładów opiekuńczo-leczniczych (w tym trzy dla pacjentów w stanie apalicznym, czyli nieprzytomnych: w Bilczy, w Kielcach przy ul. Wesołej i w Końskich). Z prawdziwego zdarzenia oddział medycyny paliatywnej jest tylko w Świętokrzyskim Centrum Onkologii. Hospicjum stacjonarne działa w szpitalu w Sandomierzu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com