Porażka wymiaru sprawiedliwości
Poseł Zbigniew Nowak chce ponownego zbadania jednej z największych afer gospodarczych lat 90. w województwie świętokrzyskim – sprawy Milk-Polu. Deklaruje, że nie cofnie się przed zgłoszeniem wniosku o wotum nieufności wobec minister sprawiedliwości, jeśli sprawa nie zostanie wyjaśniona
Poseł Nowak wczoraj wysłał interpelację do minister sprawiedliwości Barbary Piwnik. – Jeżeli nie będę usatysfakcjonowany odpowiedzią, zacznę zbierać podpisy o wotum nieufności wobec pani minister. Miarka się przebrała – mówi. O co mu chodzi?
Wymiar sprawiedliwości nie zdołał rozwiązać do końca jednej z największych afer gospodarczych lat 90. w województwie świętokrzyskim. W 1990 r. podczas prywatyzacji spółdzielni mleczarskiej w Pińczowie powstała tam spółka Milk-Pol. Prezes Leszek W. chciał unowocześniać produkcję, zatrudniać ludzi. Aby to było możliwe, potrzebował nowoczesnych maszyn. Spółka podpisała umowę na ich zakup za 5,5 mln dolarów. Pieniądze uzyskała dzięki kredytom, m.in. z PKO BP i BGŻ. Maszyny nigdy do Pińczowa nie dotarły, zamiast nowych miejsc pracy pracownicy mleczarni trafili na bezrobocie, a banki nigdy nie odzyskały swoich pieniędzy.
Sprawą zajęła się najpierw Prokuratura Rejonowa w Pińczowie, potem Prokuratura Okręgowa w Kielcach. Ta ostatnia w 1995 roku zarzuciła Leszkowi W., że podpisał umowę na zakup maszyn za 2,5 mln dol. wiedząc, że nie może być ona zrealizowana. Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Pińczowie. Większość świadków, sam oskarżony, prokuratorzy i adwokaci mieszkają w Pińczowie i okolicach, kilku w Warszawie. Sąd podjął decyzję o przeniesieniu sprawy do Warszawy. Przydzielony do niej został sędzia asesor z rocznym stażem. Mijały lata, a warszawski sąd nawet nie wyznaczył terminu rozprawy. Kielecki Prokurator Okręgowy wysłał do niego trzy monity. W końcu pierwszy termin został wyznaczony po pięciu latach od wniesienie aktu oskarżenia, do przedawnienia sprawy pozostał wówczas rok. W ciągu roku sąd przesłuchał świadków, wyznaczył 11 terminów rozpraw (do niektórych w ogóle nie doszło), ale nie udało się zakończyć sprawy. W lipcu 2001 roku sąd ją umorzył z powodu przedawnienia.
Oskarżony Leszek W. żyje spokojnie w Pińczowie, prowadzi aptekę. Nic mu nie grozi. – Od przedawnienia nie ma odwołania, zaskarżenia. Wymiar sprawiedliwości jest coraz bardziej sparaliżowany, taka jest prawda – mówi Bogdan Karp, prokurator okręgowy w Kielcach. Uważa, że przeniesienie sprawy podyktowane było tzw. ekonomiką sądową.
Sprawą zajmuje się ponownie kielecka delegatura NIK, która przez prawie dziesięć lat dopytywała się najpierw prokuratorów, potem sądów, o skutki ich działania. – Po raz kolejny analizujemy tę sprawę – mówi Tadeusz Poddębniak, dyrektor kieleckiej NIK. Obiecuje oświadczenie w tej sprawie w piątek.



