Ranny pies konał. Straż odesłała do urzędniczki, a urzędniczka do…
Dlaczego świadka zdarzenia zarzuca się odpowiedzialnością za szukanie pomocy dla konającego przy drodze psa? – pyta pani Monika, która w sobotę znalazła rannego w wypadku psa.
„W sobotę 25 maja około godziny 15:40 przejeżdżając przez miejscowość Skrzypiów w gminie Pińczów, byłam świadkiem potrącenia bezdomnego psa przez samochód. Sprawca oczywiście nie zatrzymał się. Jestem osobą, która nie potrafi przejść obojętnie obok cierpienia, więc postanowiłam poszukać dla niego pomocy, gdyż stan, w jakim znajdował się, był mało zadowalający (wysztywnienie nóg, krwawienie z pyska i nosa) i nie pozwalał na zostawienie go na ulicy.
Pierwszym krokiem, jaki wykonałam, było zatelefonowanie pod numer alarmowy 112. Dość szybko uzyskałam połączenie ze Strażą Pożarną w Pińczowie. Funkcjonariusza dyżurującego poinformowałam o zaistniałej sytuacji. W ramach informacji zwrotnej otrzymałam od niego numer telefonu, pod który miałam dzwonić – jak się okazało później do urzędniczki, która w tym dniu przebywała w Krakowie. Otrzymałam od niej kolejny numer telefonu, który okazał się kontaktem do powiatowego lekarza weterynarii z Kazimierzy Wielkiej, który poinformował mnie, że nie zajmuje się tego typu sprawami. W zaistniałej sytuacji wykonałam kolejne połączenie z numerem 112 i poinformowałam funkcjonariusza, że nadal nie wiem, gdzie skutecznie szukać pomocy dla konającego psa. Zostałam przekierowana, około pół godziny po zdarzeniu, do dyżurującego funkcjonariusza policji, który podał mi kolejne numery telefonów, pod którymi mam szukać pomocy dla poszkodowanego psa. Niestety, moje wysiłki nie przyniosły rezultatów – nikt pod podanymi numerami telefonów nie zgłaszał się.
Jestem osobą, która łatwo się nie poddaje się, więc poprosiłam dyżurującego funkcjonariusza policji o pomoc w przetransportowaniu psa do najbliższego gabinetu weterynaryjnego. Powiedziałam także, że poniosę koszty udzielenia mu pomocy, skoro w zaistniałej sytuacji gmina oraz działające na jej terenie jednostki okazały się w tym temacie takie nieudolne. Na szczęście patrol przyjechał na miejsce i funkcjonariusze pomogli w przetransportowaniu psa do najbliższego gabinetu weterynaryjnego. Jestem im za to niezmiernie wdzięczna.
Niestety, w gabinecie nie było weterynarza, a z jego zastępcą nie można było się skontaktować. Widząc spokojne zachowanie psa w radiowozie, postanowiłam, iż zabiorę go moim własnym samochodem do Kielc do dyżurującej przychodni dla psów. Policjanci zgodzili się na takie rozwiązanie – ponieważ szukanie weterynarza przez dyżurującego funkcjonariusza policji było nadal bezowocne. W międzyczasie pytałam funkcjonariuszy, czy w okolicy nie ma schroniska dla bezdomnych zwierząt, które, z wiedzy jaką posiadam, zajmuje się tego typu zdarzeniami. Funkcjonariusze odpowiedzi przecząco i przyznali, że nie mają opracowanych procedur na tego typu sytuacje.
Prawie dwie i pół godziny po zdarzeniu pies otrzymał pomoc w kieleckim gabinecie weterynaryjnym. Niestety, obrażenia wewnętrzne, jakie doznał, zmusiły mnie, mimo walki o niego, do podjęcia w poniedziałek po południu decyzji o eutanazji, aby nie przedłużać jego cierpień.
Wypadki komunikacyjne się zdarzają. Na to nie mamy wielkiego wpływu. Pozostaje pytanie, dlaczego gmina Pińczów nie ma opracowanych procedur na tego typu sytuacje. Dlaczego świadka zdarzenia zarzuca się odpowiedzialnością za szukanie pomocy dla konającego przy drodze psa? Dlaczego ostatecznie świadek zdarzenia rozwiązuje problemy gminy, za które są odpowiedzialni, pokuszę się o stwierdzenie, nieudolni urzędnicy? Czy firma PLAMA Jan Michalski, 32-222 Racławice 91, wskazana w Uchwale nr XXI/185/12 Rady Miejskiej w Pińczowie z dnia 30 marca 2012 r., rzeczywiście wykonuje powierzone zadania prowadzenia schroniska dla zwierząt domowych z terenu gminy Pińczów, czy może to jest fikcja? Czy Pani weterynarz, która ma podpisaną umowę z gminą na interwencje w tego typu sytuacjach – informacje uzyskanie drogą telefoniczną z UM Pińczów od Naczelnika Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Mieniem mgr Stanisława Ryznara – rzeczywiście wykonuje powierzone zadania, czy może to jest fikcja?
W moim odczuciu jest to wielka fikcja. Może i umowy zostały podpisane, aczkolwiek ich realizacja stoi pod wielkim znakiem zapytania, skoro pomoc poszkodowanemu bezdomnemu psu z terenu gminy Pińczów udzielono w Kielcach i tylko dzięki mojemu zaangażowaniu w sprawę. Pytania, które pojawiają się w mojej głowie, brzmią: „Jaki byłby finał sprawy, jeżeli moje działania ograniczyłabym do zgłoszenia zdarzenie pod numer alarmowy 112 i pojechała dalej?” Co by było, gdybym sama nie walczyła o tego psa?”. Mam nieodparte wrażenie, że konałby w mękach na poboczu drogi, ponieważ urzędnicy nie potrafią należycie wykonywać obowiązków.
Wiem, że czasu nie da się cofnąć. Niestety. Mam nadzieję, że uda się zmusić urzędników gminy Pińczów do wypracowania skutecznych procedur na tego typu sytuacje, abym ja lub inny świadek tego typu sytuacji nie musiał wykonywać obowiązków należących do tej gminy”.




