Jak policjanci prowokatora puścili
Zatrzymany z bronią w ręku prowokator umknął we wtorek policjantom z restauracji „U Sowy” koło budynku Sejmu. Policji zostawił tylko plastikowy pistolet.
Prowokatorem okazał się Bogdan Gasiński, hodowca bydła z Klewek, który zasłynął jesienią 2001 roku, kiedy ogłosił, że w Klewkach Talibowie hodują wąglika. Teraz postanowił udowodnić, że po Sejmie i Warszawie można swobodnie chodzić z nielegalną bronią. Poinformował o tym wysyłając SMS-y do posła niezależnego (wcześniej w Samoobronie) Zbigniewa Nowaka.
– Przez cały dzień posyłał mi SMS-y, że ma broń i idzie do Sejmu. Najpierw zawiadomiłem straż marszałkowską, potem policję i zadzwoniłem do Gasińskiego na komórkę. Umówiłem się z nim w restauracji „U Sowy” – relacjonuje poseł Nowak.
Kiedy przed restauracją zjawił się dwuosobowy patrol, Gasiński zaczął uciekać. Poseł Nowak próbował go zatrzymać, w szarpaninie stłukli szybę. W końcu policji udało się uspokoić Gasińskiego. Funkcjonariusze znaleźli przy nim pistolet, ale plastikowy. Kiedy policjanci zajęli się spisywaniem danych Gasińskiego, ten obrócił się na pięcie i wyszedł.
– Do drzwi szedł spokojnym krokiem, ale na ulicy już uciekał. Ja nie wiem, kto w tej policji pracuje? Jak oni go spisywali, Gasiński zwyczajnie poszedł – mówi Dariusz Kalinowski, właściciel restauracji.
– To kompromitacja. Usłyszałem rozmowę między policjantami: „No jakżeś go puścił?”. A drugi: „To ty go miałeś pilnować!”. Nie dziwię się, że ludzie nie chcą wzywać policji – komentuje sprawę poseł Nowak.
Według policji, nic strasznego się nie stało. – Bogdan G. zostawił policji swoje dokumenty. Czy uciekł? Wszystkie okoliczności tej sprawy właśnie wyjaśniamy – powiedział Andrzej Browarek z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.




