Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Po pracy zakładali robocze ubrania i wracali do szkoły. Zakończył się projekt Fundacji PGE

1 komentarz

Psy, ćmy i ludzie – wspomnienia po „Janku”

31 lipca 2003 | , | Wyświetleń: 1 929

W poprzednią niedzielę odbył się koncert poświęcony pamięci Jana Góreckiego. Równo pięć lat temu Jan Górecki zniknął na zawsze z pejzażu Pińczowa, ale nie z pamięci przyjaciół.




Nam udało się znaleźć pewien dokument z rozmów z przyjaciółmi pana Jana, które przeprowadziła Teresa Krąż (Echo Dnia) w drugą rocznicę jego śmierci. Podczas tych rozmów jak się okazało zaobserwowała, jakim naprawdę był człowiekiem pan Jan i jako jakiego człowieka odbierali go najbliżsi przyjaciele.




Zapraszamy więc i Was do zapoznania się z tymi wspomnieniami, bo naprawdę warto.




Teresa Znojek (z Janem Góreckim łączyła ją działalność w PTTK, ochrona zabytków i ponad 50 lat przyjaźni):


– Nikt, tak jak Jasiu nie potrafił oprowadzać wycieczek po Pińczowie. Ciągał ludzi po starych uliczkach i opowiadał, opowiadał, opowiadał. Wciskaliśmy mu szczególnie grupy Żydów, którzy przyjeżdżali do Pińczowa szukać korzeni. Pamiętam, że jednego z nich zmyliła śniada cera Jasia i jego ormiański nos. Pewnie dlatego zapytał: Panie Górecki, czy mogę do pana mówić w jidisz? – Mówić pan możesz, ale czy ja pana zrozumiem?




Nikt nie zamykał drzwi




Teresa Znojek:


– Rodzina Góreckich przywędrowała do Pińczowa z kresów wschodnich. Matka Jasia była Ormianką. Była piękną kobietą. Jasiu odziedziczył po niej śniadą cerę i migdałowe oczy. Z powodzeniem mógł udawać Araba, Żyda lub Włocha. Ojciec zginął w Katyniu, ale do końca wojny żadne z Góreckich o tym nie wiedziało. Jasia poznałam w 1945 roku. Od razu zaprzyjaźniliśmy się i tak już pozostało.




Stefan i Czesław Olechowie (synowie profesora Daniela Olecha, wieloletniego nauczyciela pińczowskiego liceum):


– Góreccy, Pochoreccy i Olechowie to była jedna rodzina. Mieszkaliśmy na tym samym podwórku. Nikt nie zamykał drzwi. Jeśli do kogoś przyjeżdżali goście, a w domu nie było nic do jedzenia, to biegło się na drugą stronę podwórka, jak do siebie. Cały czas trzymaliśmy się razem. Kiedy dorośliśmy, nasze drogi nieco się rozeszły. My wyjechaliśmy z Pińczowa, on tutaj pozostał. Zawsze jednak był naszym przyjacielem.




Anna Piasecka (świętokrzyski wojewódzki konserwator zabytków):


– Już podczas mojej pierwszej wizyty w Pińczowie zauważyłam, że Jan Górecki dla Olechów, bliskiej rodziny mojego męża, był bardziej członkiem rodziny, niż sąsiadem. Jaś posiadał rzadka cechę tolerancji w stosunku do innych ludzi.




Uparty i zgoła nie święty




Ryszard Zięzio (były kierownik Muzeum Regionalnego w Pińczowie, obecnie dyrektor Muzeum Zabawkarstwa w Kielcach):


– Był najgorszym pracownikiem, jakiego kiedykolwiek miałem. Kłócił się, był uparty jak muł. Nie nadawał się do „normalnej” pracy. Pracował wtedy, kiedy chciał… Ale zostawił po sobie więcej, niż niejeden najlepszy pracownik, zatrudniony na „cały etat”. Był absolutnie prostolinijny. Nigdy nie plotkował poza czyimiś plecami. Nie tolerował niekompetentnych urzędników. W Pińczowie nikt nie umiał się z nimi wykłócać, tak jak Górecki. Ludzie przychodzili do niego, żeby wstawił się za nimi w gminie. Pewnie wierzyli, że skoro Jasiu zna wszystkich, wszystko może…




Jerzy Znojek (kierownik Muzeum Regionalnego w Pińczowie):


– Górecki przyciągał ludzi, jak magnes. Prze muzeum przewijał się tłum ludzi. Tutaj przychodziło się podyskutować, pożartować, tutaj rodziły się najlepsze pomysły. Jasiu zjawiał się u nas co rano. Siadał w swoim ulubionym fotelu, a kiedy już „odsapnął” mówił do pań, pracujących w muzeum: „A teraz moje dziewice możecie mi podać kawę”. Był niezwykle słownym człowiekiem. Gdy raz komuś coś obiecał, zawsze dotrzymywał słowa. Do niego zgłaszali się Żydzi z całego świata, żeby odszukał im stare dokumenty, metryki. Tylko Górecki wiedział, kto z kim był spowinowacony. Dla niego nie było rzeczy niemożliwych.




Cały Jasiu




Ryszard Zięzio:


– Cały Pińczów śmiał się, gdy Jasiu, w latach sześćdziesiątych zemścił się na władzy za przymusowe zabranie mu domu, w którym mieszkał od „przed wojny”. Zanim ostatecznie się wyprowadził, narysował na ścianie goły, wypięty tyłek i podpisał: „A teraz możecie mnie pocałować w d…”. Robotnicy, którzy rozbierali dom, zostawili ją nie ruszoną, bo łączyła się z sąsiednim domem. „Władza” wezwała Góreckiego, by wytłumaczył się z obrazy moralności. Górecki wytłumaczył, że on nie zmuszał nikogo, by właśnie tę ścianę rozbierać na końcu. Przecież można ją było rozebrać najpierw.




Obydwaj z Jasiem przeszliśmy do historii za sprawą baby i krowy. Było ta: wypadł mus i trzeba było po nocy szukać dla jałowicy narzeczonego. A w kraju w tym czasie panował stan wojenny. Na załatwianie przepustki nie było czasu. Kobiecina zabrała bydlę i ruszyła w noc. W drodze powrotnej obydwie zatrzymał patrol milicji. Żadna z nich nie miała przepustki, więc milicjanci zamknęli babę, a krowę zarekwirowali. Jasiu pierwszy się o tym dowiedział i przybiegł do mnie po pomoc. Ja, wówczas naczelnik gminy, tylko zwróciłem nadgorliwemu komendantowi uwagę, że tak się nie godzi. Korzystając z okazji niniejszym stwierdzam, że moja zasługa jest mniejsza, niż Jasiowa.




Bracia Olechowie:


– Jasiu słynął z dowcipnych powiedzonek. Kiedyś podczas swoich urodzin stwierdził: „Mnie na życiu nie zależy, mogę żyć i dwieście lat!”.




Teresa Znojek:


– Nie dbał o siebie. Ciągle cos go gnało. Kiedy wyruszał w kolejna wędrówkę, pamiętał tylko o swoim plecaku i aparacie fotograficznym. Niczego więcej nie potrzebował. Myślę, że miał kompleksy na punkcie swojego wyglądu. Być może dlatego ukrywał się za rubasznym sposobem bycia i pieprznymi dowcipami. Chociaż nie mogę sobie wyobrazić Jasia ubranego w garnitur, krawat, z równo przystrzyżonymi włosami. Był, jaki był.




Delegacje na tamten świat




Ryszard Zięzio:


– Jasiu dorabiał sobie wypisywaniem klepsydr., bo potrafił pięknie kaligrafować. „Interesantów” przyjmował w domu. Częściej niż mężczyźni przychodziły do niego kobiety, bo tak już jest, że „słaba płeć” żyje dłużej. Więc Jasiu sadzał te starowinki na krześle, częstował herbatą, żeby ulżyć w żałobie. Dopiero kiedy wdowa trochę się uspokoiła, pytał: „To jak szanowne zwłoki się nazywają?”.




Teresa Znojek:


– Najchętniej wypisywał klepsydry w muzeum. Rozkładał te swoje piórka, redisówki i „na stojąco” zabierał się do pracy. Mówił, że wypisuje delegacje na tamten świat. Kiedyś powiedziałam mu, że chcę, żeby kiedyś i dla mnie wykaligrafował moją delegację. Powiedział, żebym nie żartowała, bo nie wiadomo, które pierwsze z nas odejdzie.




Konfitury i nalewki




Anna Piasecka:


– Był człowiekiem niezwykle gościnnym. Do dziś wspominam jego konfitury z gruszek z orzechami włoskimi, które sam przyrządzał i jego słynne nalewki.




Joanna Pohorecka (wnuczka profesora Olecha):


– Kiedy byłam starsza, opiekowałam się panem Jankiem, gdy zaczynał pić. Pilnowałam go, by nie zrobił sobie krzywdy. Potrafił nawet ze dwa lata nie brać alkoholu do ust, a potem przychodził taki moment, kiedy dopadała go chandra i zatracał się w nim. Myślę, że zaczynał pić, kiedy czuł się bardzo samotny. Kiedy już swoje odcierpiał, wracał do nas potulny i skruszony. Z naszego domu widać było okna jego mieszkania. Miał wielu „przyjaciół”, których my nazywaliśmy „ćmy”. Przychodzili do niego wieczorami na jego słynne nalewki. – Ćmy znowu przyszły – mówiliśmy, gdy widzieliśmy, że u pana Janka znowu są goście. Kiedy przychodził do nas, zawsze siadał na tym samym miejscu. Do dzisiaj na kilimie, którym nakryta była kanapa w domu moich rodziców, pozostał ślad jego głowy.




Wanda Górecka (bratowa Jana Góreckiego):


– Jaś kochał zwierzęta, zwłaszcza psy. Ze wszystkich psów, jakie miał, najbardziej kochał Kalego. Do dziś mam jego portret, który oczywiście zrobił Jasiu. Wywiązał mu ręcznik na głowie i dopiero sfotografował. Te oczy, ta mina… To nie Kali, to po prostu twarz smutnej kobiety, w chustce na głowie. Był przedobrym człowiekiem. Nie wiem, dlaczego nigdy się nie ożenił. Była gdzieś jakaś jego sympatia, ale podobno wyjechała za granicę.




Ryszard Zięzio:


– Myślę, że wśród tysięcy przyjaciół czuł się najbardziej samotnym człowiekiem na świecie.




Koncert bez Janka




Anna Piasecka:


– Pamiętam wspólny przejazd ciuchcią do Umianowic, na dwa miesiące przed jego śmiercią. Być może już wtedy nie czuł się najlepiej, by wyraźnie się zmienił, nie tryskał humorem. Nawet powiedziałam do mojego męża: – Coś Janek nam spoważniał.




Teresa Znojek:


– Zachorował tak nagle, albo my nie zauważyliśmy, że Jaś jest chory. Nigdy nie chodził do lekarza, nigdy się nie skarżył. Nikt nie przypuszczał, że tak szybko odejdzie, że tym razem się nie pozbiera. Jeszcze w sobotę był w muzeum. Rozmawialiśmy o koncercie, który miał się odbyć za parę dni. Tymczasem we wtorek Jasiu już nie żył. Zamiast na koncert, poszliśmy na pogrzeb. Bratowa i jego najbliższa rodzina uparli się, żeby nie odwoływać występów. Do muzeum przyszły tłumy, wszyscy prosto z cmentarza. Nie potrafię powiedzieć, co czuliśmy, gdy w krużgankach klasztoru rozbrzmiewała muzyka, a Jasia już z nami nie było. Dzisiaj trzeci raz, bez Jasia, wysłuchamy letniego koncertu w muzeum.




Anna Chojancka (malarka):


– Gdy tuż przed pierwszą rocznicą śmierci Jana Góreckiego, po raz pierwszy zobaczyłam jego zdjęcie, pomyślałam, że był cudownym człowiekiem. Więc namalowałam jego portret.




Jan Górecki (1923 – 1999, fotografik, dokumentalista, społeczny opiekun pińczowskich zabytków. Przez 30 lat związany był z Muzeum Regionalnym w Pińczowie. Z jego inicjatywy powstało „Lapidarium”, „schronisko zabytkowych nagrobków, ocalałych na cmentarzu parafialnym. Zabiegał o odnowienie zabytkowej synagogi, wyszukiwał dokumenty, dotyczące historii Pińczowa, fotografował każdy napotkany ślad przeszłości Pińczowa. W pamięci pińczowian i wielu przyjaciół, rozsianych po całym świecie, pozostał jako człowiek niezwykły, pełen pasji, humoru i przyjaźni dla ludzi, wielki miłośnik zwierząt. (Na podstawie antologii „Sławne i znane postacie w dziejach Pińczowa”)




Redakcja pinczow.com dziękuje autorce rozmów (Teresa Krąż – Echo Dnia) za zgodę na ich udostępnienie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com