Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Po pracy zakładali robocze ubrania i wracali do szkoły. Zakończył się projekt Fundacji PGE

1 komentarz

Poseł niepokojąco niezależny

6 lutego 2004 | , | Wyświetleń: 924

Zbigniew Nowak właśnie skończył 40 lat. W sejmie jest żółtodziobem, ale zdążył namieszać jak stary wyjadacz. Jedni uważają go za nawiedzonego, inni za nadaktywnego. Jeszcze inni za psychola, który daje sobą sterować. Jedni boją się Nowaka, inni próbują go ośmieszyć.


Z wykształcenia jest elektromechanikiem po zawodówce. Startował do Sejmu z okręgu kieleckiego jako kandydat Samoobrony. – Wtedy nie miałem za złe Lepperowi tego, co robi – uzasadnia swój wybór. Wcześniej nie działał w innej partii. Był jednak znany na Ponidziu ze swych batalii. Otrzymał 6,5 tys. głosów. Ale z Samoobroną pożegnał się szybko, kilka dni po ślubowaniu: – Lepper chciał, żeby w ciemno podpisywać dokumenty. Zatrzęsło nim jeszcze mocniej,kiedy przewodniczący Lepper oskarżał z trybuny o korupcję, ale niczego nie umiał udowodnić. Nowak nie uznaje takich metod: – Jak coś wiem, to idę wprost do prokuratora. Odeszli z klubu parlamentarnego wspólnie z detektywem Krzysztofem Rutkowskim. Od tego dnia Nowak jest posłem niezależnym.


Mam prawicowe poglądy, ale to, co oglądam w wykonaniu opozycji, nie pozwala mi wstąpić do któregokolwiek z klubów – wyjaśnia. – Zresztą i tak by mnie nie chcieli. Wiedzą, że nie odpuszczę nawet koledze.


W 1981 r. pracował jako spawacz w Stoczni Komuny Paryskiej. Należał do Solidarności. W 1983 r. wypłynął na Operację Żagiel i poprosił o azyl polityczny w Niemczech. Azyl dostał. Wrócił do kraju po 7 latach, założył w Łodzi firmę Nova International, zajmującą się dystrybucją przypraw i dodatków do żywności. Kilka lat później to właśnie on wpadł na trop Kazimierza Grabka i doprowdził do ujawnienia w prasie afery żelatynowej. Złożył do prokuratury warszawskiej doniesienie o przestępstwie, przekroczeniu uprawnień przez dyrektora departamentu weterynarii Henryka Maciołka. To Maciołek wydał dokument pozwalający rządowi wprowadzić zakaz importu żelatyny.


Kiedy w Łodzi wpadł na trop skorumpowanych celników, nagrał ich na magnetofon i doprowadził do aresztowania 7 osób. W ten sam sposób dopadł skorumpowanych celników w Gdyni.


Pewnie nigdy nie zostałby posłem, gdyby nie kupił upadłej mleczarni w Pińczowie. Wydał mnóstwo pieniędzy. Ale kiedy przymierzał się do inwestycji, okazało się, że wpadł po uszy: część działek nie miała uregulowanych spraw własności, co zataiła przed nim syndyk masy upadłościowej, córka szefa rady adwokackiej w Kielcach, też adwokat. W ten sposób zaczęły się boje Nowaka z kielecką palestrą, prokuraturą i sądami. Kiedy złożył do prokuratury zawiadomienie, że został oszukany przez syndyka, sprawę umorzono. W rewanżu wytoczono przeciwko Nowakowi 19 zarzutów, m.in. o fałszywe oskarżenia córki dziekana adwokatów. W prokuraturze powołano nawet bigłego psychiatrę, który stwierdził, że Nowak pisząc zawiadomienie o oszustwie syndyka miał ograniczoną poczytalność w stopniu znacznym. Nowak słał wnioski o wyłączenie kieleckiej prokuratury rejonowej jako stronniczej. Odpowiadano mu, że nie ma ku temu podstaw. W proteście głodował 50dni przed ministerstwem w Warszawie.


Zabrał się też do porządków w Pińczowie: zorganizował referendum przeciwko władzom, którym zarzucał skorumpowanie, ustawianie przetargów i sitwowe układy.


Wszedłem w konflikt z władzą, kiedy okazało się, że ja nie daję – powiada. Drukował gazetkę, w której dobierał się do skóry lokalnym dygnitarzom SLD: lubi nadmienić że był też dziennikarzem.


Żółte papiery


Zdobył lokalną popularność i został posłem. Wtedy szybko rozniosło się, że toczy się przeciwko niemu postępowanie karne w prokuraturze. Potem było jeszcze gorzej: kiedy nowak zaczął analizować, jak to możliwe, że we wszystkich atrakcyjnych przetargach w Kielcach i okolicy wygrywają firmy posła Henryka Długosza, wówczas szefa wojewódzkiej rady SLD, z akt prokuratury kieleckiej wyciekła jego opinia psychiatryczna. Poseł Długosz ujawnił ją na konferencji prasowej w swoim biurze poselskim w Kielcach i opatrzył komentarzem, że Nowak powinien się raczej zająć swoim zdrowiem oraz porównał go do Le Pena. Nowak skierował sprawę do prokuratury, uznając, że został przez Długosza pomówiony. Sprawę umorzono, bo prokurator uznał, że Długosz „wypowiadał się o Nowaku nie jako o funkcjonariuszu publicznym, lecz osobie prywatnej”


Z Nowaka próbowano zrobić wariata i pijaka. Kiedy Bogdan Gasiński z Klewek chwalił się, że przyniósł do Sejmu bombę, Nowak powiadomił policję. Gasiński uciekając przed patrolem stłukł szybę. Poseł Długosz rozpowiadał w Sejmie, że to Nowak po pijanemu wszczął awanturę.


Posłanka Danuta Hojarska złożyła przeciw Nowakowi doniesienie do komisji etyki poselskiej, a ta uznała, że jego wypowiedź dla „Polityki” (przytoczona w artykule „Lex Hojarska”, oceniająca postawę posłanki Samoobrony) była niewłaściwa.


Poseł Andrzej Pęczak musiał się z powodu zarzutów Nowaka tłumaczyć w prokuraturze.


Zarzuty, jakie w Kielcach wytoczono przeciw Nowakowi, oceniała prokuratura okręgowa w Tarnobrzegu. Tutaj ustalono nieodwołalnie, że w sporze z syndykiem to Nowak miał rację i nie było żadnej merytorycznej podstawy, żeby posła oskarżyć. Utrzymał się tylko jeden zarzut przeciw niemu, o bezpodstawne oskarżenie policjantów o przyjęcie łapówki. Ostatecznie o ewentualnej winie Nowaka wypowie się sąd.


Prokuratura w Kielcach nie przeprosiła posła za bezprzedmiotowe badanie psychiatryczne ani za, że z akt zgineła opinia psychiatry, która wciąż krąży po Wiejskiej i wykorzystywana jest przeciw niemu.


Zbyt dużo widzę


Nowak ani myślał spocząć, złożył do prokuraury kilkadzieśąt wniosków o łamaniu ustawy antykorupcyjnej przez samorządowców, o łamaniu prawa w sądzie Wrocław Krzyki, o naruszniu ustawy o pracownikach samorządowych w kieleckim Ratuszu, o prywatyzacji Zakładów Gipsowych, o aferze prywatyzacyjnej w pińczowskim Milk Polu, o pobiciu policjanta przez Grzegorz M., syna kieleckiego adwokata. Co ważniejsze – zazwyczaj się nie mylił, NIK i prokuratura potwierdzały jego zarzuty i podejrzenia.


Nie dawał też odpocząć kolejnym ministrom sprawiedliwości: zgłosił 25 interpelacji. Każda z nich to był celny strzał. Dzięki Nowakowi wyszła np. na jaw wielka afera zagubionych akt w prokuraturach i sądach. Prokuratura w Nowym Sączu oskarżyła winnych naruszenia prawa przy prywatyzacji zakładów gipsowych Doliny Nidy na pięć minut przed przedawnienim. – Dziękuję panu posłowi za zainteresowanie i troskę – odpowiadała na jedną interpelacji minister Barbara Piwnik.


Kiedy dowiedział się, że w kieleckiej prokuraturze zanosi się na wielką aferę, że są nagrania prominentnych działaczy SLD wskazujące na ich kontakty z lokalną mafią, dał cynk dziennikarce z internetowego portalu „Rzeczpospolitej”. Tak zaczeła się słynna afera starachowicka. O tym, że w sprawę zamieszany jest kielecki baron SLD poseł Henryk Długosz, sygnalizował Nowak w Sejmie i w prokuraturze. (..) Wiem , że na taśmach jest coś więcej. Całe Kielce mówią, że się nadział świętokrzyski układ. (..) Zadaję panu premierowi, panu ministrowi i posłowi Długoszowi pytanie: czy to prawda, że Henryk Długosz uzyskał jako pierwszy dostęp do zdradzonej tajemnicy państwowej, a następnie przekazał ją posłowi Jagielle – pytał z sejmowej trybuny Nowak 10 lipca 2003 r.


Dopiero później dziennikarze i prokuratura zainteresowali się osobą posła Długosza. Okazało się, że Nowak się nie mylił: Długoszowi przedstawiono zarzuty.


Kiedy po tekści w „Rzeczpospolitej” złożył doniesienie do prokuratury o ujawnieniu tajemnicy śledztwa przez dziennikarkę Annę Marszałek, nikt nie rozumiał, w co pogrywa. – Pani Marszałek utrudniała śledztwo. Nie działała w dobrej wierze, sama mi powiedziała, że przede wszystkim chciała być pierwsza. Tymczasem swoim tekstem zrobiła to co Jagiełło: ostrzegał innych. Publikacja była potrzebna, ale mogła trochę zaczekać – wyjaśnia Nowak motywy swego działania. Prokuratura najpierw mu odmówiła, ale w końcu wszczeła postępowanie.


Przy okazji afery wokół ustawy o jednorękich bandytach znów z Nowaka próbowano zrobić niezrównoważonego pieniacza. – Psy szczekają, karawana jedzie dalej – komentuje sytuację ze spokojem. Ma kontrakt zawarty z wyborcami na tę kadencję i zamierza się z niego wywiązać.


Artykuł pochodzi z Polityki nr. 2437 (05/2004). Autorem jest Jagienka Wilczak.


Zobacz zapis chata Polityki w portalu Onet ze Zbigniewem Nowakiem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com