Czas jak Nida płynie – część III
Po Wielkiej Wojnie w Pińczowie (fragmenty niepublikowanej książki Tomasza Jaklewicza Czas jak Nida płynie.
Cz. III Pamiątki po Marszałku Piłsudskim na Ponidziu
Z okresu pobytu Komendanta Piłsudskiego nad Nidą, cudem przetrwał autentyczny portret Marszałka autorstwa któregoś z braci Młodzianowskich, legionistów, później znanych malarzy Polski międzywojennej. Komendant kwaterował w tym czasie w Turze Dolnym, w domu pod numerem 41.
Rysunek przedstawiający Piłsudskiego, wydaje się wzorowany na zdjęciu fotograficznym, odnalazł regionalista-historyk Andrzej Grygiel u jednego z gospodarzy w Pawłowicach, w roku 2004.
Pradziad gospodarza oddał Piłsudskiemu ważne usługi wywiadowcze dotyczące garnizonu rosyjskiego w Pińczowie. Marszałek kilka dni kwaterował w jego domostwie, zostawił mu swój portret na pamiątkę.
W Turze Dolnym, znajdowała się kwatera 1 pułku piechoty, dowodzonym przez majora Rydza-Śmigłego oraz punkt opatrunkowy batalionu, którym kierował lekarz Felicjan Składkowski.
Marszałek Piłsudski przebywał w samym Pińczowie co najmniej dwukrotnie.
Z całą pewnością przebywał w budynku mieszczącym siedzibę władz w pobliżu stacji kolejowej, przy ówczesnej ulicy Magistrackiej, dziś ulicy 3 Maja 22. Miał spotkać się z oficerem austriackim Janem Nowakiem, łącznikiem z Józefem Rybakiem kierownikiem H.K. Stalle, inaczej placówki wywiadu austriackiego w Krakowie. Do spotkania nie doszło, gdyż Jan Nowak wyjechał wcześniej z miasta. W archiwaliach zachowało się pismo Józefa Piłsudskiego do ppłk. Jana Nowaka, gdy Piłsudski 21 stycznia 1914 roku pojawił się w mieście: Wczoraj w Pińczowie zostawiłem krótki list do Pana u Naczelnika powiatu pińczowskiego(?).
Inna wzmianka w Pismach zbiorowych Piłsudskiego mówi kolejnej styczności z Pińczowem: aż do Góry pod Pińczowem przypuszczałem, że idziemy ku Krakowowi.
Z innych pamiątek tych czasów, do niedawna jeszcze na wzgórzach koło Skowronna, z dobrym wykrywaczem metali poszukiwacze, znajdywali łuski karabinowe, czasem większe, od pocisków moździerzowych, metalowe guziki wojskowe, połamane rosyjskie bagnety itp.
Praktyczny lud podpińczowski notorycznie gnębiony na różne sposoby przez wojska różnych armii, mimo to potrafił i podczas Wielkiej Wojny zatroszczyć się o jakieś z niej korzyści, co pamiętnikarz opisał: Dziś żandarmerya, która przez dwa tygodnie poszukiwała po domach wszystkich wiosek, ukrytych przez ludzi różnych przedmiotów po wojakach przeszłorocznych, gdy była tutaj pozycya nad Nidą, odjechała do innych gmin, pozabierali nie tylko całemi funtami kawy, herbaty, ubrań, kulek karabinowych, sztyków i szabel i tym podobnych rzeczy wiele furmanek.
Lud podpińczowski umiał także pokojowo wykorzystać zarówno krwawe narzędzia wojny, jak i zdawałoby się nieużyteczne pradawne cywilne zabytki.
Tymczasem dr Józef Żurowski Państwowy Konserwator Zabytków prehistorycznych w Krakowie, pisał w 1923 roku przy okazji odkrycia w Książnicach Wielkich pradawnej osady, o ponidziańskich tubylcach: Ile to razy przy kopaniu studni, dołów na ziemiaki, rowów i przy innych ziemnych robotach, napotykane bywają rozmaite zabytki jak garnki, kości, lub wyroby z kamienia, jeśli jednak w garnku nie znajdzie się pieniędzy, to bęc nim o ziemię! Nie przeczuwa nie jeden, że niszczy rzecz materjalnie mało wartościową ale dla nauki bardzo ważną.
Dr Żurowski nieco zapędził się w odsądzaniu od czci i wiary naszych przodków. Jeszcze niedawno wyszedł na jaw przypadek, że prosty tubylec znad Nidy używał kamiennej siekierki liczącej kilka tysiący lat, z epoki neolitu, jako gładzika do narzędzi.
Kowale pińczowscy, słynęli z umiejętności przerabiania luf działowych na doskonałe brzytwy, a bagnetów wojskowych na wyśmienite noże rzeźnickie. Bardziej wyrafinowani rzemieślnicy potrafili przerobić duże mosiężne łuski działowe nawet na takie naczynie jak wygodny nocnik. Użytkował taki przez całe swoje życie mój wuj, przedwojenny burmistrz Pińczowa Marian Wilczyński.
Praktyczne wykorzystanie zbrodniczych wojennych wynalazków, ma u nas wiekową tradycję; stalowe i żeliwne korpusy łusek jeszcze gdzie niegdzie do dziś służą w przydomowych warsztacikach jako podręczne kowadełka, a puszki po maskach przeciwgazowych są użyteczne jako zasobniki na gwoździe, czy smar. Trafiało się, że długie, czworokątne rosyjskie bagnety, równie łatwo wchodzące ziemię jak w ciało żołnierza, używano pod Pińczowem jako szpile do palikowania spokojniejszych krów na pastwisku. Przerdzewiałe hełmy to doskonałe naczynia do czerpania zboża z sąsieka.
Nie sposób nie zauważyć, że spadkiem po obu wojnach była niebywała ilość broni palnej, którą zapobiegliwi mieszkańcy przezornie zachowali na czarną godzinę. Szczątkowo korzystali z niej liczni na Ponidziu kłusownicy, którzy z czasem utracili ją na rzecz, jak nie policji przedwojennej, to milicji ludowej. Jednakże do dziś w spokoju nie tknięte zębem czasu w ukrytych miejscach spoczywają dobrze zabezpieczone bogate zbiory militariów i wszelakiego oporządzenia wojskowego łącznie z zimowym umundurowaniem SS, czekając na wykorzystanie. Oby nigdy do tego nie doszło.
Na marginesie warto dodać, że we wsiach położonych nieco bliżej Morawicy zachowało się do dziś kilka krzyży wykonanych z luf czołgowych niemieckich Panter i rosyjskich T-34, oraz innych elementów wojskowego sprzętu – pamiątek po bitwie pod wsią Radomice, w pobliżu której w styczniu 1945 roku miała miejsce duża bitwa pancerna, zginęło w niej blisko trzydzieści tysięcy osób. W latach dziewięćdziesiątych na radomickim cmentarzu stanął krzyż o który zabiegali biorący udział w walkach niemieccy żołnierze. We wsi Zbrzy koło Morawicy fragmenty ogrodzenia przy przydrożnej figurce wykonane są z drążków skrętnych do Tygrysa. Trafiają się jeszcze tam dawne budynki gospodarcze gdzie do wzmacniania nadproży wykorzystano stare gąsienice czołgowe.
Podobne pamiątki były bliżej Pinczowa. Andrzej Grygiel historyk i regionalista z Pińczowa, na początku marca 1999 roku kupił od gospodarza z podpińczowskiej wsi ponad trzymetrową lufę – część haubicy Wespe. Gospodarz, lufy czołgowej używał jako rury kanalizacyjnej odprowadzającej gnojówkę ze stajni, nie wiedział, że w lufie znajdował się niewypał. Według różnych źródeł wyprodukowano jedynie od 158 do 600 takich haubic. „Wespe” stanowiły wyposażenie elitarnych jednostek niemieckiej armii.
W latach siedemdziesiątych pokazywano w Turze Dolnym, oczywiście tylko zaufanym, gdyż władza ludowa Komendanta nie kochała, głaz który służył Piłsudskiemu jako podstawa przy wsiadaniu na słynną kasztankę. Niestety nie był to oryginalny głaz, gdyż autentyczny zaginął już przed drugą wojną, prawdopodobnie został połupany na budowę lokalnej drogi.
Dopytującym na tym terenie, o ślady Marszałka, wiele starszych babć i dziadków w odpowiedzi, snuło opowieści o swych z kolei, dziadkach, kuzynach i wujkach, u których Marszałek kwaterował i którym pozostawił na pamiątkę jak nie portret, to książkę, medal, a w ostateczności wskazywali na gospodarstwo gdzie ocalało łóżko na którym Marszałek spędził noc, bądź krzesło na którym Marszałek siadywał na ganeczku przy szklance herbaty z rumem. Dziś już mało kto o tym pamięta.
Na pewno Piłsudski kwaterował ze swym sztabem w Grudzynach. W tej miejscowości 19 marca obchodzono imieniny Komendanta. Otrzymał w prezencie od oficerów złoty zegarek z wygrawerowanym napisem: Kochanemu Komendantowi, korpus oficerski. Od żołnierzy dostał album, przechowywany później w Muzeum Belwederskim.
Porucznik Nałęcz Korzeniowski roznosił kubki z wódką i kanapkami opisywał oficer Pierwszej Brygady Tadeusz Alf Tarczyński. Wacław Jędrzejewicz wspominał, że wśród gości znalazł się nawet Ignacy Daszyński, późniejszy pierwszy premier niepodległej Polski, z którym właśnie wtedy Piłsudski wypił bruderszaft. Daszyński dokładnie opisał całe wydarzenie w swych pamiętnikach.
Natomiast w samym Pińczowie wśród starych gulonów przetrwała historia o żołnierzu austriackim, Czechu, płatniku pułkowym, który zgubił się w czasie ataku na pozycje rosyjskie w Skowronnie. Schronienie i ukrycie znalazł w Pińczowie u rodziny odwiecznych gulonów pińczowskich. Jakoś dziwnie krótko u nich pożył. Gulońska rodzina natomiast jakoś dziwnie szybko się wzbogaciła, zakupując folwark pod Pińczowem. Mimo, że od zniknięcia nieszczęsnego żołnierza matka rodu zaczęła wyróżniać się nadzwyczajną pobożnością, rodzinę prześladowały nagłe zgony, nieszczęścia za nieszczęściem. Widać kara za jakiś zły uczynek. Tak sobie gwarzyli ongiś wieczorami starzy pińczowianie o swoich sąsiadach.
Również w latach siedemdziesiątych ubocznym skutkiem epokowego wyzwania rzuconego przez władzę ludową prawom przyrody – regulacji biegu Nidy, poprzez wpuszczenie jej w proste koryto oraz próby budowy wielkiego zalewu pod Skowronnem – było odnalezienie w wyschniętym bagnie nadnidziańskim dobrze zachowanych zwłok żołnierza z I wojny światowej. Mniej więcej w tym samym czasie odnaleziono w ogrodzie Nadleśnictwa Pińczów, kilkanaście szkieletów, ofiar zapału śledczego oficerów UB. Potomkowie śledczych jak i sami żyjący bojownicy o dobro ludu, korzystając z sensacji związanej z odkryciem zwłok żołnierza z czasów Wielkiej Wojny, rozpuścili więc w miasto legendę, że zwłoki znalezione na terenie ogrodu Nadleśnictwa Pińczów, są to także szczątki żołnierzy z I wojny światowej.
Z innych pamiątek tamtych czasów pozostał mały cmentarzyk wojenny w Motkowicach, z grobami 34 żołnierzy austro-węgierskich oraz 4 rosyjskich, poległych w czasie I Wojny Światowej. Inne cmentarze znajdują się na szlaku frontu wschodniego I Wojny Światowej w Wodzisławiu, Działoszycach, Skalbmierzu, Kazimierzy Wielkiej, Opatowach, Ksanach, Czarkowach, Chrobrzu, Chmielniku i w innych miejscowościach.
Pozostały także groby na cmentarzu wojskowym w Pińczowie, na których wypisane nazwiska poległych żołnierzy austriackich i rosyjskich, w dużej części mają dziwnie polskie brzmienie. To pamiątka gdy Polacy z różnych zaborów, wcieleni do obcych armii, strzelali do siebie.
W ścianie zaś pińczowskiej dzwonnicy, przy kościele św. Jana Ewangelisty, widnieje wmurowana zabytkowa płyta z brązu, z popiersiem Marszałka Piłsudskiego, dar Stanisława Jaklewicza, mojego ojca. Szkoda wielka, że płyta jest całkowicie zaniedbana urągając tym samym pamięci Marszałka.
Na placu przed urzędem miejskim obok obelisku Konstytucji Majowej, rośnie dorodny dąb, który ma swoja historyczną nazwę – Dąb im. Marszałka Piłsudskiego. Drzewo zasadzili mieszkańcy miasta 19 marca 1929 roku, bo w tym dniu (wtorek) przypadały imieniny Józefa.
(Przyp. redakcji.: W owym czasie, w całej Polsce trwała akcja sadzenia Dębów Pamięci Józefa Piłsudskiego, tak, jak wiele lat później była akcja sadzenia Dębów Pamięci Jana Pawła II.)



