Targowiska do poprawy
Buski Sanepid skontrolował wszystkie trzy pińczowskie place targowe. Na każdym z nich dopatrzył się szeregu uchybień, które nakazał usunąć. Termin realizacji pierwszych zarządzeń upływa 30 lipca 2003 roku.
Fatalne warunki sanitarne to nie tylko problem opisywanej przez nas wielokrotnie targowicy przy ulicy Republiki Pińczowskiej. Fatalne warunki to także plac przy ulicy Legionistów, gdzie odbywa się handel mięsem i największy w mieście bazar – przy ulicy Armii Ludowej (dawniej Topolowej – przyp. red.), gdzie również sprzedawana jest żywność.
Co na placach?
„Stoiska ze środkami spożywczymi usytuowane są na terenie nieutwardzonym, wysypanym żużlem, co tworzy powierzchnię pylącą, (…) stwarzającą zagrożenie zanieczyszczenia (owoców i warzyw)” – czytamy w uzasadnieniu potrzeby przebudowy targowicy przy ulicy Republiki Pińczowskiej.
– Zgodnie z przepisami, handel żywnością powinien odbywać się na placach o łatwo zmywalnej nawierzchni. Taka nawierzchnia to asfalt, bądź kostka brukowa. Coś, co po zakończeniu sprzedaży można spłukać wodą – mówi Krzysztof Wołoszyn, dyrektor Oddziału Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej w Busku Zdroju. Stąd nakaz utwardzenia bazaru i termin realizacji zarządzenia – koniec października 2003 roku.
Następne spostrzeżenie buskich kontrolerów, to kontenery na śmieci: na wszystkich trzech placach, ustawione były na nieutwardzonym gruncie. I zalecenie: do końca lipca 2003 roku utwardzić nawierzchnię, gdzie stoją pojemniki. Wczoraj, kiedy oglądaliśmy plac przy Republiki Pińczowskiej, zauważyliśmy, że kontenery już stoją na betonowych wylewkach.
Żaden z bazarów nie ma bieżącej wody, zimnej i ciepłej. Nie ma też kanalizacji. A to oznacza suche „wygódki” i brak możliwości umycia rąk! Stąd kolejne zarządzenie Sanepidu: budowa odpowiednich toalet dla sprzedawców, oraz odpowiednich odprowadzeń nieczystości. Zarządzenie mówi, że targowisko przy ulicy Republiki Pińczowskiej ma mieć podłączoną wodę do końca lipca 2003 roku. Na placach przy ulicy Legionistów i Armii Ludowej woda ma popłynąć do końca grudnia 2003 roku.
– Władze Pińczowa proponowały wykonanie niektórych inwestycji dopiero w 2004 roku. Daliśmy im czas do końca 2003 roku. Na razie czekamy do sierpnia. Wtedy moi ludzie sprawdzą, co zostało zrobione. Zobaczymy, co wykaże kontrola – tłumaczy dyrektor Wołoszyn.
Wywołaliśmy kontrolę…
Gmina Pińczów zarabia na kupcach znaczne pieniądze. Dla przykładu: dochód z opłat targowych, zaplanowany na ten rok, to 143 tysiące złotych. Podobnie kwoty samorząd zarabiał w latach poprzednich. Mimo to, inwestycje w place zdarzały się nader rzadko.
Dla przykładu: jeszcze dwa lata temu plac przy ulicy Republiki Pińczowskiej nie miał oświetlenia! Zimą sprzedawcy handlowali przy światłach samochodów, bądź przy latarkach ręcznych! Dalej. Do dzisiaj kupcy sami muszą sobie rozstawiać stoiska, gdyż na bazarze przy ulicy Republiki Pińczowskiej miasto, od czasu zmiany ustrojowej, zdołało ustawić zaledwie pięć stałych zadaszeń. Równie niewiele stałych stoisk znajduje się na największym placu – przy ulicy Armii Ludowej. Tutaj także sprzedawcy wożą ze sobą „miejsca pracy”.
Okazuje się, że kontrola Sanepidu, spowodowana została naszymi publikacjami o warunkach, w jakich w Pińczowie handluje się żywnością. Gdyby nie kontrola, w tym roku, na wszystkich trzech placach targowych, nie działo by się nic! W każdym razie w tegorocznym budżecie gminy Pińczów nie było żadnych pieniędzy, przeznaczonych na modernizację targowisk.
Z kolei administrator placów, a jest nim Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, do niedawna nie czuło się zobowiązane, by inwestować własne pieniądze w majątek gminy. Mimo, że zarabia na tym majątku tyle samo co gmina, jeśli nie więcej! Mimo, że jedynym udziałowcem w firmie jest gmina Pińczów!






