Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Dni Ponidzia 2026

2 komentarze

Artur Gotz i jego „Obiekty seksualne”

12 lutego 2011 | , | Wyświetleń: 860

12 lutego miasto Pińczów, dzięki inicjatywie PSCK, gościło Artura Gotza, młodego, zdolnego, utalentowanego aktora i piosenkarza, który kilka lat temu przebojem wdarł się na polską scenę artystyczną. Mimo młodego wieku ma na swoim koncie spory już dorobek zarówno muzyczny, jak i aktorski… (więcej na temat Artura Gotza na stronie www.arturgotz.pl)


W murach Spółdzielni Mieszkaniowej przy ul. 3 Maja nielicznie zgromadzeni goście przez blisko godzinę mieli okazję podziwiania niepowtarzalnego występu artysty, który w ramach promocji swojej płyty wystąpił w recitalu piosenki kabaretowej i aktorskiej „Obiekt seksualny”. Deszczowa i chłodna aura za oknem widać zniechęciła wiele osób do przyjścia na dzisiejszy walentynkowy koncert, ale ci odważniejsi na pewno nie żałowali swojej decyzji, ponieważ koncert był bardzo dobry.



Marcin Biały: Co Pan czuje po koncercie i jak się Panu występowało przy niestety skromnie dziś zgromadzonej pińczowskiej publiczności?
Artur Gotz: Nie ma reguły. Występ to występ. Czy na widowni jest pięćset czy pięćdziesiąt osób, to się występuje i każdego widza, słuchacza traktuje tak samo. W momencie kiedy przyjdzie mniej ludzi… hmm, przecież ci ludzie nie są winni temu, że tak się stało. Ja absolutnie nie mam nic przeciwko temu. Razem z resztą artystów wychodzimy i gramy dla tych, co przybyli. To czysto zawodowe podejście. A dla pińczowskiej publiczności występowało mi się dziś bardzo przyjemnie (uśmiech).


MB: Na scenie występuje Pan już od jedenastego roku życia. Dość wcześnie. To zamiłowanie do sztuki, teatru aktorstwa miał Pan od dziecka, czy może ktoś to w Panu zaszczepił?
AG: To prawda. Zadebiutowałem na scenie Domu Kultury w Olkuszu mając 11 lat, a tradycje chodzenia do teatru były u mnie od zawsze. Moja babcia była wielką fanką Teatru Słowackiego w Krakowie. Razem z nią babcią i mamą dość często chodziliśmy do teatrów. Z czasem tak się w to wciągnąłem, że zacząłem sam występować, by przekonać się jak to jest po drugiej stronie. Na początku były to występy z okazji rodzinnych świąt, tzw. występy „u cioci na imieninach”, a później już bardziej poważnie. Mając 15 lat, zacząłem występy w Teatrze The Imagination w Londynie, dzięki temu zdarzało się, że miałem w szkole, ze względu na wyjazd, wcześniejsze wakacje i wolny czerwiec (uśmiech)…


MB: …przepraszam, że przerwę, ale nasunęło mi się właśnie pytanie, jak to było ze szkołą i czy udawało się Panu to wszystko ze sobą pogodzić?
AG: Pogodzić było ciężko, ale musiałem próbować. Chodziłem wtedy do szkoły w Olkuszu i jeździłem na występy do Krakowa i Katowic. W czerwcu na wyjazd do Londynu szkoła mnie zwalniała, pomimo iż zdarzały się zagrożenia z różnych przedmiotów. Całe szczęście się udało i pasja zwyciężyła. Już wtedy wiedziałem, że chcę to w życiu robić.


MB: Czy przytrafiły się Panu podczas tej drogi jakieś przeciwności, które w jakimś stopniu utrudniły Pana dążenie do celu?
AG: Przeciwności większych nie miałem, jakoś wszystko szło gładko. Czasem zdarzyło się, że napotkałem jakąś kłodę pod nogami, ale ja kochałem występować i wiedziałem, że będę to robił mimo wszystko. Aktorstwo jest dla mnie pracą, ale przede wszystkim zabawą.


MB: Sporo Pan podróżuje, praktycznie po całym świecie. Był Pan m.in. w Berlinie, Brukseli, na Cyprze, w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Czechach… Marzył Pan o takiej międzynarodowej karierze?
AG: Kariera międzynarodowa to zbyt duże słowa. Bez względu na to, czy występuję w Pińczowie, czy w Stanach Zjednoczonych każdy występ jest dla mnie szczególny, bo każdy jest jakby sprawdzianem mojej pracy i odpowiedzią na pytanie, czy publiczność zaakceptuje to co robię i kocham.


MB: Robi Pan bardzo wiele rzeczy i to w różnych dziedzinach sztuki. Występuje i gra Pan w teatrze, kabarecie, filmach, serialach, śpiewa Pan, tańczy… Proszę powiedzieć, jak to jest możliwe? Artysta i człowiek skupia się na tym, aby dopracować swoją jedną osobowość i w niej się kreować, a Pan ma ich wiele. Nie przeszkadza to Panu?
AG: Nie przeszkadza, ale zgadza się i jest to spowodowane chyba tym, że się szybko nudzę, mam takie ADHD sceniczne (uśmiech). Nie pozwala mi to robić tylko jednej rzeczy. Poza tym wielu artystów tak robi. Uważam, że aktor powinien być wszechstronny. Przed wojną w Polsce było tak, iż każdy aktor śpiewał np. Dymsza, Ordonka (Maria Anna Tyszkiewicz przyp. mb.). Nie było podziału na aktorów śpiewających i nieśpiewających. Po prostu aktor, który nie śpiewał, nie istniał. W dzisiejszych czasach jest praktycznie tak samo.


MB: Kto jest Pana największym artystycznym autorytetem?
AG: Jest ich wielu, ale wielki autorytet to niewątpliwie pani Stanisława Celińska, którą bardzo cenię i mam przyjemność wspólnie grać w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Robi tak dużo różnych rzeczy, gra w wielu teatrach i sztukach o tak różnej estetyce i tematyce, śpiewa piosenki… jest strasznie wszechstronna. To niesamowita postać, genialna aktorka i osobowość. Bez wątpienia pani Stasia Celińska to artystka, która jest dla mnie wzorem.


MB: W związku ze zbliżającymi się Walentynkami zadam teraz Panu trochę bardziej osobiste pytanie. Czy jest Pan z kimś związany, w kimś zakochany?
AG: Tak, jestem zakochany w bardzo pięknej i miłej kobiecie. Jest bardzo sympatyczna, wyrozumiała i całe szczęście daje mi pozwolenie na moje wojaże (uśmiech).


MB: Czyli te wszystkie samotne pińczowskie kobiety przybyłe dzisiaj na koncert mogą się czuć zawiedzione?
AG: Na dzień dzisiejszy tak, ale w przyszłości nic nie wiadomo (uśmiech).


MB: Rozumiem (uśmiech). A jakie są Pana marzenia?
AG: Marzenia? Hmm, takie czysto zawodowe. Występować, grać dobre spektakle. Pracować z dobrymi reżyserami, bo to jest bardzo ważne. Niestety wielu aktorów w pewnym momencie rezygnuje lub nie ma propozycji. Ja chciałbym nie mieć zastoju, cały czas występować na scenie i obcować z ludźmi.


MB: Przejrzałem Pana terminarz i kiedy tak Pana słucham, dochodzę do wniosku, że jest Pan bardzo zapracowanym człowiekiem. Wczoraj Jelenia Góra, dzisiaj Pińczów, w poniedziałek Środa Śląska, następnie Kraków… Znajduje Pan czas na odpoczynek?
AG: Na odpoczynek oczywiście, że znajduję czas, bo bez tego człowiek by się wykończył i oszalał (uśmiech), ale rzeczywiście trochę tych wyjazdów jest. W Jeleniej Górze brałem udział w spektaklu „Piaskownica” reżyserii Adama Biernackiego. W Środzie Śląskiej w ramach promocji mojej płyty wystąpię w recitalu piosenki kabaretowej i aktorskiej „Obiekt seksualny”, czyli to samo co dzisiaj u was w Pińczowie, a później m.in. Kraków i występ dla Radia Kraków w audycji Agnieszki Chrzanowskiej „Radiowy Teatr Piosenki”.


MB: Czego można Panu życzyć na przyszłość?
AG: Przede wszystkim jak największej ilości występów i publiczności, która nie będzie we mnie rzucała pomidorami (uśmiech).


MB: Po dzisiejszym świetnym występie mogę Pana uspokoić, że żadne pomidory Panu nie grożą. Życzę więc Panu jak najwięcej występów dla jak największej publiczności oraz samych sukcesów w życiu zarówno zawodowym, jak i osobistym. Dziękuję serdecznie za sympatyczną rozmowę.
AG: Również bardzo dziękuję.


 






 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com