Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Krzysztof „Cynio” Kordel wicemistrzem świata!

1 komentarz

Bieda czy… moda?

23 kwietnia 2003 | , | Wyświetleń: 865

Dlaczego lokatorzy zalegają z czynszem – rozmowa z Wiesławą Osiecką, prezes pińczowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej




Do kasy Spółdzielni Mieszkaniowej w Pińczowie miesięcznie powinno wpływać około 700 tysięcy złotych z tytułu czynszów. Tymczasem wpływa o 60 – 70 tysięcy złotych mniej. Rachunek ten jest co prawda płynny, jednakże na koniec 2002 roku zadłużenie lokatorów wobec spółdzielni przekroczyło 250 tysięcy złotych.




Zważywszy, że 75 procent tej kwoty to należności za zimną i ciepłą wodę, za wywóz śmieci, ogrzewanie itp, wychodzi na to, że sporą grupę lokatorów kredytują sąsiedzi. Bowiem, spółdzielnia, jako odbiorca mediów, nie rozlicza każdego swojego członka indywidualnie, lecz płaci rachunki zbiorcze. Na przykład dla „Wodociągów” za wodę i ścieki, które zużył dany kwartał miasta.




Z danych liczbowych spółdzielni wynika, iż dłużników stale przybywa. To skutek szerzącej się biedy, ale nie tylko. Wśród lokatorów zalegających z czynszem są też i tacy, którzy nie płacą rachunków, bo nie czują „noża na gardle”. Nie zapłacony rachunek za prąd? Miesiąc, dwa później elektrownia odłączy światło. Nie zapłacony telefon? Operator wyłączy go. Trzy, czy cztery nie zapłacone czynsze? Nie jest dobrze, ale nic takiego się nie dzieje! Do eksmisji z mieszkania droga daleka. Czy aby na pewno? Rozmawiamy z Wiesławą Osiecką, prezes pińczowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.




Jak to jest z tymi zaległościami w czynszach?




To bardzo delikatna materia. Z jednej strony nie chciałabym zniechęcić, czy obrazić tych naszych członków, którzy zawsze skrupulatnie regulują należności. Z drugiej strony mamy do czynienia ze zjawiskiem, iż ludzie „oduczają się” – użyję tutaj niezbyt fortunnego słowa, ale ono najtrafniej oddaje sens, tego, co chcę powiedzieć – dyscypliny płacenia rachunków. Kilka dni poślizgu, kilka tygodni. Potem robi się z tego kilka miesięcy… Są chwile, kiedy myślę sobie, że spóźnianie się z opłatami w tej chwili należy do dobrego tonu.




A bieda? Czy to nie ubożenie społeczeństwa winne jest takiej sytuacji?




Owszem tak, ale mamy takich lokatorów, którzy tracą prawo do dodatku mieszkaniowego, bo… nie miał kto w porę złożyć dokumentów w Miejsko Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej! Zgodzi się pani, że to nie jest bieda, tylko niefrasobliwość! „Państwo” daje pieniądze, wcale nie takie małe. Po odliczeniu dodatku, pozostaje do dopłacenia z domowego budżetu kilkanaście, czy kilkadziesiąt złotych. Kto dziś znajdzie pełnowartościowe mieszkanie za takie pieniądze? Jest też druga grupa, która mogłaby, ale z sobie tylko znanego powodu nie płaci czynszu w terminie. Nie jest moją intencją zaglądać do cudzych portfeli, ale skoro kogoś stać na płacenie za szereg udogodnień, takich jak telefony, czy wyjazdy na wakacje, a nie stać na czynsz, to nie mogę udawać, że wszystko jest w porządku!




No tak, ale ci lokatorzy prędzej czy później te pieniądze wpłacą!




Owszem. Ale spółdzielnia na tym traci! Przychodzi koniec miesiąca i ja, jako odbiorca mediów, mam do zapłacenia rachunki. Za ciepłą i zimną wodę, za odbiór ścieków, za wywóz śmieci. Bieżące wydatki muszę pokrywać z innych funduszy, jak chociażby z funduszu remontowego. Jeśli komuś się wydaje, że nie zapłacony czynsz, to nic takiego, jest w błędzie!




Czy spółdzielnia ma lokatorów, którym grozi eksmisja z mieszkania?




Oczywiście! To też kolejny problem naszych czasów. W tej chwili eksmisja na bruk to niezwykła rzadkość. Zresztą jestem przeciwniczką takich rozwiązań. Uważam, że ludziom, którym w danym momencie się nie wiedzie, należy pomóc. Ale pomaganie okazuje się, wcale nie jest proste. Ostatnio z naszej strony padła propozycja, by przeznaczyć piętro pawilonu na Osiedlu Grodzisko na pokoje socjalne. Budynek stoi pusty. My go ogrzewamy…




Okazuje się, że sam pokój do spania nie wystarczy, by być uznanym za lokal socjalny. Pomieszczenie takie musi spełniać określone wymogi: mieć własny węzeł sanitarny, dostęp do kuchni, a raczej przewodu kominowego. Pomysł upadł, gdyż my, jako spółdzielnia nie możemy wydawać pieniędzy naszych członków na realizację zadań, które ustawowo przypisane są gminom. Ostatnio zwróciliśmy się do gminy o wskazanie sześciu lokali socjalnych dla naszych dłużników i czekamy.




My w swoich zasobach nie mamy już żadnych rezerwowych wózkowni, czy suszarni, które dałoby się przerobić na mieszkania. Wszystko, co tylko nadawało się do przeróbki już dawno zamieniliśmy na lokale o obniżonym standardzie! Utrata mieszkania nie jest więc abstrakcją. Odnoszę tylko wrażenie, że ludzie nie do końca zdają sobie sprawę, że bez prądu, telefonu, mogą się obejść. Bez dachu nad głową natomiast nie!




Dziękuję za rozmowę.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com