Była pracownica skarży byłego posła
Cztery lata współpracy Zbigniewa Nowaka i Anny Trzciny znalazły finał w sądzie. Poszło o zaległe pobory. W nie najlepszej atmosferze kończy się współpraca byłego posła Zbigniewa Nowaka z byłą pracownicą jego pińczowskiego Biura Poselskiego, Anną Trzciną. Wszystko wskazuje na to, iż stronom w rozstaniu będzie musiał pomóc sąd.
Anna Trzcina domaga się, by poseł wypłacił jej zaległe pobory. Tej treści pozew już złożyła w pińczowskim Sądzie Pracy. Spór dotyczy wypłaty wynagrodzenia za ostatni miesiąc jej pracy, osiemnaście dni października 2005 roku, do dnia wygaśnięcia mandatu posła licząc, a także wypłaty ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy oraz wypłaty trzynastej pensji. Według wyliczeń byłej pracownicy, jest tego łącznie około 2,2 tysiąca złotych.
Zbigniew Nowak twierdzi, że Anna Trzcina w ostatnich miesiącach i tygodniach działalności Biura co najmniej nie wywiązywała się ze swoich obowiązków. Dodaje także, iż przez cały czas zatrudnienia notorycznie spóźniała się do pracy.
Wszystko było dobrze, dopóki studiowała i potrzebowała mojej zgody na wyjazdy na zajęcia. Wówczas nie miałem powodów do narzekań na jej pracę. W tym roku, kiedy rozpocząłem głodówkę i później, kiedy zorientowała się, że mogę nie wejść do Parlamentu, bardzo opuściła się w wykonywaniu obowiązków. Poza tym urządziła w Biurze Poselskim bazę swojego stowarzyszenia, w którym działa. Nigdy nie przychodziła do pracy na 8 godzin. Prawie zawsze zamiast o 8. była w Biurze przed godziną 9. – wyjaśnia były parlamentarzysta.
Racje stron
– Zarzuty, które stawia mi poseł Nowak są absurdalne – twierdzi tymczasem jego była pracownica. – Jeden z nich, to na przykład pytanie, co pani Janina Kosiń robiła przez cały sierpień 2005 roku w biurze (Janina Kosiń, pierwsza dyrektor biura posła Nowaka; parlamentarzysta rozstał się z nią na początku kadencji – przyp. red.). A to nieprawda, bo pani Janina przyszła do mnie tylko raz, na nie więcej niż pół godziny. Na takich samych zasadach, jak korzystali z mojej pomocy inni interesanci – wyjaśnia Anna Trzcina. – Zarzut ten nie ma związku z moim, należnym wynagrodzeniem. Dlatego zwróciłam się do sądu o pomoc w wyjaśnieniu tej przykrej dla mnie sytuacji – mówi. – Odkąd upomniałam się o zaległe pobory, faktycznie przestaliśmy rozmawiać ze sobą. Wymiana informacji pomiędzy mną a posłem Nowakiem sprowadza się do wymiany SMS-ów – dodaje była pracownica biura poselskiego.
Były poseł inaczej tłumaczy problem. Jego zdaniem, to przez zaniedbanie się w pracy Anny Trzciny, Kancelaria Sejmu przesłała do Pińczowa mniej pieniędzy, niż powinna. Zdaniem Zbigniewa Nowaka, to do Anny Trzciny należał obowiązek wyjaśnienia nieporozumienia. Ta jednak nie uczyniła tego. Stąd braki finansowe w kasie biura. – Jestem w trakcie rozliczania się z Kancelarią Sejmu z działalności mojego pińczowskiego biura. Według mnie, przed końcem kadencji powinna to zrobić pani Trzcina. Tak się jednak nie stało. Rozliczę biuro, wtedy będę wiedział, ile komu jestem winien – mówi Nowak.
– Zarzuty, które stawia mi były poseł, jak na przykład, dlaczego nie opróżniłam jego biurka z dokumentów, są według mnie niedorzeczne – uważa tymczasem jego była pracownica. – Zbigniew Nowak „tworzy” je, by usprawiedliwić swoje zachowanie. Nie pozostawia mi innej możliwości, jak tylko proces w sądzie. Chciałam odejść z pracy już w czerwcu, ale poseł Nowak nie zgodził się na to. Dlaczego tak zdecydował, skoro pracowałam źle? Dlaczego nie zdecydował się na wyminę kadry? – pyta Anna Trzcina.
– Miałem rozwiązać z nią umowę w trakcie trwania kampanii wyborczej? Po co? Żeby poszła z tym do prasy? Nie dałem się nikomu zastraszyć w trakcie trwania mojej kadencji. Nie dam się też zastraszyć moim byłym pracownikom – ripostuje były poseł.
– Nie zgadzam się z takim traktowaniem mnie – podkreśla Anna Trzcina. – Jak się ma wstrzymanie mojej pensji do faktu obrony przed wyzyskiwaniem pracowników PZU? Jak się ma cała ta historia do prawa pracy? – pyta. – Niech sąd rozstrzygnie, czy poseł Nowak naruszył moje prawa pracownika – dodaje.
Biuro jak kancelaria prawna
Przez całą minioną, czteroletnią kadencję z pomocy Biura Poselskiego posła Zbigniewa Nowaka skorzystały setki ludzi. Zarówno z najbliższych okolic Pińczowa, jak i z wielu odległych miejsc kraju. Ich obsługą, redagowaniem pism, pilotowaniem załatwiania skarg, bo takie zdarzały się najczęściej, zajmowała się właśnie Anna Trzcina. W jednej ze swoich wypowiedzi, wówczas jeszcze poseł Zbigniew Nowak, nazwał swoje pińczowskie Biuro „bezpłatną kancelarią prawną, jedyną, prowadzoną w regionie”. Anna Trzcina, była pracownica Biura Poselskiego posła Zbigniewa Nowaka, jest absolwentką prawa.




Jedna odpowiedź do “Była pracownica skarży byłego posła”
Tylko, że pani Anna niczego sama nie tworzyła tylko pisała pod dyktando. Do dziś mam w kompie kopie dokumentów jakie sporządziła prowadząc w biurze stowarzyszenie. Druga sprawa jest to że po pani ani został rachunek telefoniczny na 2 tys zł.