Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Wojniak w ratuszu, Dziadek w radzie. Przed radnymi ważna sesja i debata o stanie powiatu.

0 komentarzy

Chcieli rozmawiać, ale…

27 maja 2004 | , | Wyświetleń: 866

Wyszło, że schowaliśmy głowy w piasek – twierdzi pracodawca ofiar

Tadeusz Wojdas, współwłaściciel firmy BUDWOJ z Pińczowa, w której zatrudnieni byli dwaj mężczyźni, ofiary katastrofy budowlanej w Łodzi, odwiedził wczoraj naszą redakcję. Opisał, co zastał po przybyciu na miejsce tragedii, poinformował, jakiej pomocy udzielono rodzinom ofiar. W poniedziałek w firmie nie chciano z nami rozmawiać.

Jechałem do Zamościa, gdy zadzwonił telefon z informacją o wydarzeniach w Łodzi. Natychmiast zawróciłem. O godz. 19 byłem na miejscu. Zobaczyłem skutki tego, co się stało. Rozmawiałem z naszym kierownikiem budowy. W tym czasie znajdował się kilkadziesiąt metrów od miejsca tragedii. Zdał mi relację również człowiek, który zauważył walącą się ścianę i krzyknął do ludzi znajdujących się w wykopie. Pracuje w naszej firmie. Mieszka w Łodzi, to był jego pierwszy dzień w pracy. Podsumowaliśmy wszystkie okoliczności i wyciągnęliśmy wnioski. Nie możemy się nimi jednak na razie dzielić. Budowa jest zamknięta, pracują tam niezależne komisje i my nie możemy wyprzedzać wyniku ich badań własnymi przypuszczeniami – mówi Tadeusz Wojdas.


Przyznał on również, że słyszał o wstrzymaniu budowy w marcu. – Szczegółowe pytania należałoby kierować nie do mnie. Co prawda jest tam nasz kierownik budowy, ale on też ma swoich przełożonych, których poleceń musi słuchać. Posiadam tylko takie informacje jak pan – podkreśla.


W poniedziałek sekretarka firmy BUDWOJ poinformowała nas, że prezes nie udziela w tej sprawie żadnych informacji. – W chwili, gdy pan przyszedł, akurat była u nas rodzina jednego z zabitych i nie mogliśmy pana przyjąć. Niepotrzebnie sekretarka powiedziała, że nie udzielamy informacji. Wyszło tak, że my chowamy teraz głowę w piasek, a wcale tak nie jest – zapewnia Tadeusz Wojdas.


Jak twierdzi, firma zadeklarowała się pokryć wszelkie koszty pogrzebu. Wypłaciła już rodzinom po 2 tysiące złotych. – To jest kwota na pokrycie opłat typy organista, ksiądz, trumna. Jeśli to nie wystarczy, dopłacimy. Zamówiliśmy już katakumby i zapłaciliśmy za nie. Jesteśmy ubezpieczeni podwójnie, rodziny dostaną odszkodowania. Daliśmy również samochód, którym rodziny pojechały wraz z naszym człowiekiem, który zna dobrze Łódź, by załatwić wszelkie formalności – dodaje Tadeusz Wojdas. – Odwiedziliśmy w niedzielę wdowy. Tego spotkania nie da się opisać – dusi łzy.
Dziś o godz. 14 i 17 w kościele w Kijach odbędą się pogrzeby ofiar.


/PAP/ – Z naruszeniem przepisów


Rażące naruszenie przepisów bhp stwierdził powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Łodzi na terenie powstającego w mieście centrum rozrywkowo-handlowego „Manufaktura”. W wyniku katastrofy budowlanej śmierć poniosły tam w sobotę dwie osoby.


Pod koniec tygodnia zakończymy postępowanie wyjaśniające przyczyny tej katastrofy. Na razie jest za wcześnie, by mówić o szczegółach, ale doszło tam do rażącego naruszenia przepisów bhp – powiedziała wczoraj powiatowy inspektor Urszula Krysztoforska. Nie chciała ujawnić żadnych szczegółów postępowania. Łódzka prokuratura, która prowadzi śledztwo w sprawie nieumyślnego sprowadzenia katastrofy budowlanej, powołała zespół biegłych z Politechniki Łódzkiej. Mają oni wyjaśnić przyczyny katastrofy i zbadać sposób zabezpieczenia ściany, która runęła.


/Dziennik Łódzki, jusz/ – Dlaczego runęła ściana


Przyczyną sobotniej katastrofy budowlanej na terenie łódzkiej „Manufaktury”, w której śmierć poniosło dwóch robotników, było podkopanie ściany, pozbawionej fundamentów. Takie są wstępne ustalenia powiatowego inspektora nadzoru budowlanego.


W dzienniku budowy inspektorzy nie znaleźli wczoraj odpowiedzi na pytanie, dlaczego – mimo sygnalizowania w marcu niebezpieczeństwa przez kierownika tego odcinka robót – ekipy budowlane kontynuowały przerwane na krótko prace.


Krzysztof Kozioł, rzecznik „Budimeksu”, generalnego wykonawcy budowy centrum rozrywkowo-handlowego, również nie potrafił wyjaśnić tej kwestii. – Pozostawmy sprawę do wyjaśnienia prokuraturze i nadzorowi budowlanemu – stwierdził.


Z ustaleń inspektorów wynika, że tuż przy pozbawionej fundamentów ścianie, która runęła, powstał podkop. Na dodatek w pobliżu pracowała betoniarka i dźwig, co mogło wywołać drgania. W tej strefie pracowało siedmiu robotników firmy „Budwoj” z Pińczowa, podwykonawcy robót. Zginęli dwaj, którzy znaleźli się w bezpośrednim sąsiedztwie szczytu ściany.


Dziś w powiecie pińczowskim (woj. świętokrzyskie) odbędą się pogrzeby ofiar katastrofy: 29-letniego Leszka Brejdaka i 34-letniego Krzysztofa Furmana. Każdy z nich zostawił żonę i dwoje dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com