Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Uwaga, maturzyści LO w Pińczowie – rocznik 1976!

0 komentarzy

Czas jak Nida płynie

11 grudnia 2023 | Tomasz Jaklewicz, TJ | Wyświetleń: 1 142

Fragmenty książki Tomasza Jaklewicza – Czas jak Nida płynie – Pińczów w stanie wojennym.

 

Po wprowadzeniu stanu wojennego władze PRL bardzo nasiliły walkę z bimbrownictwem. Wprowadzono też zakaz handlu napojami zawierającymi alkohol o stężeniu powyżej 4,5 proc. przed godziną 13. Mimo to pijaństwo upowszechniło się do niebotycznych rozmiarów. W jednym z anonimów na kierownika zakładu produkcyjnego  podawano: Po  libacji jest tak pijany, że przewraca się na podłogę i na czworakach wypełza z zakładu do samochodu. Takie zachowania były jedynie kontynuacją starych powojennych, tradycji pińczowskich w tej dziedzinie. Jeden z pierwszych sekretarzy Komitetu Powiatowego PZPR w Pińczowie, jeszcze w początkach władzy ludowej, w ramach samokrytyki  przyznał: ?pijany chodziłem po Pińczowie a potem jeszcze piłem kilka dni z rzędu.

  Na Komendę Powiatową Milicji Obywatelskiej w Pińczowie trafiała aparatura i  beczki z hektolitrami skonfiskowanego po wsiach zacieru, który rzekomo miano poddawać laboratoryjnej analizie. W kotłowni komendy niektórzy funkcjonariusze zamiast wylewać skonfiskowany zacier do kanalizacji, pędzili z niego bimber, ochoczo, szklankami pijąc zdrowie komendanta, mającego gabinet piętro wyżej.

W powiecie pińczowskim MO utrwaliła sobie fatalną opinię już na początku stanu wojennego. Ówczesny komendant MO w Pińczowie, w pierwszych dniach, zasadził się w Chrobrzu w pobliżu punktu skupu żywca i rolnikom odwożącym tam trzodę, masowo wystawiał mandaty za brak wymaganych przepustek. Nawet dla ówczesnych władz było to zbyt bezmyślne działanie, by nadgorliwego komendanta odpowiednio nie usadzić. Głupota milicjanta była tym bardziej porażająca, że jako komendant musiał wiedzieć doskonale, że niektórzy mieszkańcy Chrobrza, a już na pewno pobliskich Wojsławic,  mają w Warszawie na wysokich stanowiskach wielu rodaków, z którymi związani byli ludowo-okupacyjną przeszłością.

Komendant mimo to pozostał na stanowisku i usiłował się zrehabilitować przed zwierzchnikami wyjątkową pryncypialnością.

W początkach stanu wojennego 17 grudnia 1981 roku starszy sierżant Jacek Kasprzyk, po obejrzeniu dziennika telewizyjnego w Komendzie Miejskiej MO w Pińczowie, z informacją o wydarzeniach w kopalni Wujek, w obecności innych funkcjonariuszy stwierdził, że znów kłamliwa propaganda oczernia górników i demonstracyjnie wyszedł z dyżurki.

  Incydent ten m.in. wspomniany jest w Arcanach 40-42 z 2001 roku oraz w publikacji Bogusława Kapki i Grzegorza Majchrzaka Stan wojenny w dokumentach władz PRL (1980-1993), wydanej w 2001 roku przez Instytut Pamięci Narodowej. Autorzy przytoczyli treść dokumentu: tzw. Notatki dla Sztabu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych dotycząca starszego sierżanta Kasprzyka z Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Pińczowie na temat odczytywanych w Dzienniku Telewizyjnym komentarzy wydarzeń w kopalni Wujek.

>Warszawa, dnia 18 grudnia 1981 roku

Do informacji Sztabu

W dniu 17 grudnia 1981 roku starszy sierżant Kasprzyk – inspektor techniki kryminalistycznej Komendy Miejskiej MO w Pińczowie (KW MO – Kielce) – słuchając Dziennika Telewizyjnego, w którym odczytywano komentarz na temat wydarzeń w kopalni Wujek, w obecności grupy funkcjonariuszy ROMO oświadczył, że znowu odzywa się kłamliwa propaganda i demonstracyjnie opuścił pomieszczenie.

Wezwany w dniu 18 grudnia 1981 roku na rozmowę zgłosił się w cywilnym ubraniu i w uzasadnieniu swego stanowiska zaprezentował poglądy wygłaszane przez liderów Solidarności.

Starszy sierżant Kasprzyk decyzją komendanta wojewódzkiego został odsunięty od wykonywania zadań służbowych.

Prowadzone jest obecnie postępowanie dyscyplinarne i po jego zakończeniu sprawa zostanie skierowana na drogę sądową.<

Jacka Kasprzyka za te słowa prawdy spotkały długoletnie, bardzo dotkliwe prześladowania w pracy i poza nią. Już na samym początku przesłuchujący go ubek powiedział: Ty, to może przeżyjesz, ale czy twoja córka, to już nie wiadomo?. Nie został zwolniony z pracy, ale karnie przeniesiony do Warszawy, gdzie patrolował najbardziej zakazane części miasta z intencją przełożonych by prędzej czy później przytrafiła mu się jakaś zła przygoda, następnie trafił do Kazimierzy Wielkiej gdzie usiłowano również wszelkimi sposobami spowodować by sam zrezygnował z pracy. Ojcem Jacka Kasprzyka był Stanisław Kasprzyk.

(?) W styczniu 2018 roku bezpowrotnie zostało zniszczone przebogate archiwum znanego pińczowskiego fotografa Stanisława Kasprzyka, mieszkańca Nowego Światu w Pińczowie. Od co najmniej 1953 roku fotografował miasto, mieszkańców, ważne uroczystości, rodzinne, oficjalne, lokalne osobliwości, nadzwyczajne wydarzenia. Cała epoka gomułkowska i gierkowska w Pińczowie, utrwalona na zdjęciach. Nikt się nie zainteresował, gdy jego zbiory zdjęć Pińczowa, kliszy fotograficznych, stare aparaty, stare szklane klisze trafiły na śmietnik, wyrzucone tam przez ekipę przejmującą mieszkanie. Po kilku wilgotnych, deszczowych dniach, gdy wiadomość się rozeszła, nie było co ratować?

(…)Wiadomo było powszechnie, że funkcjonariusze pełniący służbę w SB byli formalnie funkcjonariuszami MO.

W latach 1989-1991, na polecenie ówczesnego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka zaczęto niszczyć akta osobowe, kartoteki czynnych,  jak i byłych osobowych źródeł informacji i inne dokumenty SB.

Na początku lat dziewięćdziesiątych pińczowska SB paliła bardzo dużo swoich akt w kotłowni komendy powiatowej. Czyszczono wszystko, łącznie z dokumentacją finansową. Jednakże zapomniano, że wszystkie dokumenty zostały mikrofilmowane, ocalało także przynajmniej dwa samochody ciężarowe akt, których nie zdążono spalić.

(?) Należy wspomnieć także, czym było ORMO. W 1946 utworzono tzw. Ochotnicze Rezerwy Milicji Obywatelskiej. Członkowie tej formacji zajmowali się zwalczaniem podziemia niepodległościowego, ochroną przeprowadzanej kolektywizacji rolnictwa, walce z bimbrownictwem, a także przeprowadzaniem  kontroli na drogach i w zakładach pracy.

W Pińczowie ORMO niczym nie ustępowało formacji milicyjnej. By nie wdawać się w długie uzasadnienia ponownie przytoczę fragment informacji starosty pińczowskiego 1947 roku: ?funkcjonariusze ORMO przez nieuwagę i lekkomyślność, postrzelili niektórych  śmiertelnie, miejscowych obywateli.

 Początkowo ORMO było nadzorowane przez MO, potem zostało podporządkowane  kierownictwu  PZPR.

O poziomie intelektualnym, moralnym, wykształceniu, a tym samym sprawności – używając żargonowego języka – operacyjnej członków tej organizacji, świadczy pismo pewnego pińczowskiego działacza PZPR, który chciał, by służbę w ORMO zaliczono mu do stażu partyjnego – (pisownia oryginalna):

Towarzysze jestem Komędantem ORMO od samego założenia co dostałem 2 odznaczenia i nagrodę pieniężno. Jestem członek Prezydium, Zostałem wybrany na członka do Komitetu Gmminnego w Pińczowie, Jestem Prezesem Opieki Społecznej, Jestem członek z Bowidu. Jestem Przewodniczący Spółki Wodnej. […] Towarzysze dostałem Grafik jako Komędant Ormo rozłożyć wartę z członkuw Ormo na cały tydzień i Święta poto żeby był spokui w środowisku i musiałem dopilnować po całych nocach i nie szacowałem tego i chcem pokazać Komisyi żeja się udzielam społecznie.

            SB używało ormowców do zbierania informacji o kolegach z pracy, sąsiadach, ale także do zbierania informacji  o prywatnym życiu lokalnych prominentów PZPR, szefów firm, o ich stanie majątkowym, skłonnościach, życiu rodzinnym i towarzyskim itd. Bardzo znane było wtedy powiedzenie, że tam, gdzie rozmawia czworo ludzi, jeden na pewno jest ormowcem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com