Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Po pracy zakładali robocze ubrania i wracali do szkoły. Zakończył się projekt Fundacji PGE

1 komentarz

Czy naprawdę nic nie robię?

1 kwietnia 2005 | , | Wyświetleń: 676

O zarzutach Komisji Rewizyjnej, o krytyce ze strony niektórych radnych, o dyskusyjnych decyzjach, o szansach i zagrożeniach dla gminy rozmawiamy z burmistrzem Pińczowa, Łukaszem Łaganowskim



* Były już przewodniczący Komisji Rewizyjnej Leszek Połetek bardzo krytycznie ocenił pracę pińczowskiego Urzędu Miejskiego. A jak pan ocenia sprawność swoich ludzi?
– Na ogół jestem z nich zadowolony. Na pewno w trakcie tych dwóch lat, odkąd zostałem burmistrzem, pojawiały się problemy. Ale starałem się załatwiać je na bieżąco. Jeśli chodzi o sprawność pracy urzędu, robię wszystko, by podnosiła się. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy pierwsze szkolenia, które dotyczyły spraw związanych z tak zwaną współpracą poziomą, między samymi ludźmi. Myślę, że dały dużo. W tym roku także chciałbym je kontynuować. Postawiłem też na dokształcanie pracowników, według potrzeb poszczególnych wydziałów.
* Mówi pan o „teorii”, ja natomiast chciałabym usłyszeć, dlaczego do wypełniania wniosków o pieniądze unijne Urząd Miejski wynajął firmę?
– Stało się tak dlatego, że Wydział Rozwoju, który zajmuje się wypełnianiem wniosków, a w którym pracują tylko trzy osoby, w tym czasie pilotował bardzo ważną dla nas rzecz – budowę wodociągu w Bogucicach za pieniądze z SAPARDU.
* Ale budowa wodociągu w Bogucicach ruszyła latem, a wnioski o dotacje na halę sportową i baseny wypełniane były w październiku ubiegłego roku. Co zatem jeszcze w Bogucicach robił Wydział Promocji?
– Chodziło o to, żeby tego wszystkiego pilnować. Za dużo mieliśmy do stracenia, jeśli coś by się stało z SAPARDEM dla Bogucic. Tak jak już mówiłem, rozmawiamy o ogromnym wodociągu. Proszę pamiętać, że liczy on aż czternaście kilometrów długości.
* To Wydział Rozwoju jest od pilotowania projektów na etapie ich budowy, a nie Wydział Infrastruktury Technicznej?
– Skoro Wydział Rozwoju prowadził przygotowanie wniosku, to i jemu powierzyliśmy nadzór nad realizacją projektu. Poza pracami budowlanymi były wszelkiego rodzaju ustalenia, które ciągle się pojawiały.
* Może zapytam inaczej. Sześćdziesiąt tysięcy złotych to roczna pensja naczelnika wydziału w pana urzędzie. Czy nie za drogo kosztowało urząd wypełnienie trzech wniosków?
– Zastanawialiśmy się nad tym. Burmistrz Jan Bębenek i Wydział Inwestycyjny przekonali mnie, że to jest właściwe działanie. Efekt? Nasze dwa wnioski, przygotowane przez wynajętą firmę, przeszły wszystkie sprawdziany formalne i uzyskały dość wysokie oceny.
* Wracając do protokołu Komisji Rewizyjnej. Wynika z niego, iż na narysowanie hali sportowej projektanci mieli pięć dni. Jak pan ocenia ten fakt?
– Na to pytanie odpowie pani burmistrz Jan Bębenek, bo to on się tym zajmował.
* Nie sprawdzał pan sam, o co chodziło z tymi pięcioma dniami? W końcu od sesji minęły już prawie dwa tygodnie.
– To znaczy dopytywałem, ale wiem, że zależy pani na ścisłych informacjach. Burmistrz Bębenek był przewodniczącym komisji przetargowej i to on zna całą dokumentację i przebieg przetargu. Natomiast co do materiałów źródłowych – owszem, jest protokół Komisji Rewizyjnej, ale nie ma w nim żadnych wniosków. A samego protokołu się nie głosuje. Jest pismo do przewodniczącego Rady Miejskiej Henryka Szmita, z żądaniem, to jest może za mocne słowo, ale nic innego nie przychodzi mi w tej chwili do głowy, wyjaśnienia czterech punktów spornych, gdzie część komisji uważała, że coś było nie tak. Myślę, że przedstawiając ocenę prawną zarzutów Komisji Rewizyjnej przewodniczący udzielił radzie satysfakcjonującej odpowiedzi. Jeśli nie satysfakcjonuje ona kogoś, uważam, że jak każdy mieszkaniec tej gminy, ma prawo zgłosić ten fakt do prokuratury.
* Ale faktem jest, że policja interesuje się Urzędem Miejskim od dłuższego czasu?
– Interesuje się od samego początku mojej kadencji burmistrza. Po prostu są to działania standardowe. Tak samo, jak miałem czteromiesięczną kontrolę Regionalnej Izby Obrachunkowej. Każdy obywatel ma prawo zgłaszać swoje uwagi. Rolą policji jest je sprawdzać. Przypuszczam, że kontrole będę mieć do końca kadencji. Proszę pamiętać, że wygrałem wybory ponad pięciuset głosami. Ale ci, którzy głosowali na mojego poprzednika, byli przeciwni mojej kandydaturze. I trzeba się z tym liczyć. Takie są prawa demokracji.
* Jak to było z utrudnianiem dostępu do dokumentów, o którym podczas sesji mówił przewodniczący Połetek?
– Z całym szacunkiem, jeśli ktoś przychodzi na kontrolę, to wcześniej mówi nam, co mamy przygotować.
* Nie znaliście tematu kontroli?
– Nie chciałem o tym mówić podczas sesji, żeby nie wywoływać niepotrzebnych emocji wśród radnych. Ale mnie o kontroli zawiadomił przewodniczący Rady Miejskiej, nie przewodniczący Komisji Rewizyjnej, radny Leszek Połetek. Już samo to o czymś świadczy… Myślę, że całkiem inaczej by wyglądała kontrola, gdybym na dzień lub dwa wcześniej wiedział, co komisja chce badać. Pismo przewodniczącego Szmita mówiło tylko, że będzie kontrola. Sam zwróciłem się do niego, by uściślił, czego będzie ona dotyczyła. Tak to wygląda.
* Jak pan ocenia protokół pokontrolny Komisji Rewizyjnej?
– Co ja uważam, że powinno być inaczej zrobione? Po pierwsze protokół powinien być zakończony wnioskami. Bo to wnioski są głosowane przez radę, nie protokół. A takich wniosków w protokole nie ma.
* Nie było wniosku pana Połetka o podejrzeniu złamania ustawy o zamówieniach publicznych?
– Było pismo do przewodniczącego rady. Co mnie dziwi, przy takich wnioskach przewodniczącego Połetka, jakie zgłaszał podczas sesji, w protokole nie ma żadnego z nich! Dlaczego, skoro potrafił wyartykułować tyle zarzutów, jego protokół nie zakończył się żadnym wnioskiem? Po drugie. Jest pismo do pana przewodniczącego, w którym Połetek pewne rzeczy ceduje na niego. I trzecia rzecz, która mnie najbardziej zbulwersowała, wypowiedź radnej Marii Wojtaś. Wyjaśniając, dlaczego nie złożyła podpisu pod protokołem, stwierdziła, iż nie zrobiła tego, gdyż w protokole pojawiły się elementy, których nie było podczas kontroli. Uważam, że gdyby protokół był pisany w Biurze Rady, gdyby był czytany z brudnopisu, gdyby później było drugie czytanie „na czysto”, taka sytuacja nie miałaby miejsca.
* Ale w tym momencie mówimy o jakości pracy komisji. Bo ja rozumiem, że przewodniczący Połetek dołączył do protokołu dokumenty, które fizycznie istnieją? Tyle tylko, że cała komisja ich nie widziała?
– Ja myślę, że nie można tutaj mówić o jakości pracy, tam, gdzie wpisuje się rzeczy, których na komisji nie było. Proszę pamiętać, że protokoły Komisji Rewizyjnej to są dokumenty, bardzo zresztą ważne.
* Procedury pisania protokołu przedkłada pan nad informacje, które ten protokół zawiera?
– Nie, mówimy o tym samym. O jakości informacji. W protokole pojawiły się elementy, o których w ogóle nie mówiono na Komisji Rewizyjnej. I to zostało przez grupę radnych przegłosowane.
* Czy w związku z wystąpieniem przewodniczącego Połetka „posypią się głowy” w Urzędzie Miejskim w Pińczowie?
– Żebyśmy mówili o konkretach, pan radny Połetek musiałby te konkrety podać. Przewodniczący powiedział, że nic nie robię. Dlatego na najbliższej sesji zamierzam przedstawić Radzie Miejskiej, co zrobiłem przez dwa lata.
* A właśnie, dlaczego odstąpił pan od zwyczaju przedstawiania radzie, czym się pan zajmował w przerwach między sesjami?
– Powiem tak: to przewodniczący rady ustala porządek obrad. Nie widzę przeszkód, by do tego zwyczaju wrócić. Wracając do protokołu… Żeby mówić o konkretach, muszę odnosić się do konkretów. Natomiast, z całym szacunkiem, w tym wystąpieniu konkretów nie było.
* Który atak na pana osobę zabolał pana najbardziej?
– Postrzegam to w innych kategoriach, niekoniecznie w kategoriach „bólu”. Bardziej mi jest przykro, że później pewne wypowiedzi są w taki, a nie inny sposób komentowane. Ale są to pewne koszta bycia burmistrzem. Na pewno nad każdym zarzutem zastanawiam się, analizuję go, staram się wyciągnąć jakieś wnioski. Jednakże chciałbym, by druga strona była do takich rozmów przygotowana. Operowanie ogólnikami, które można każdemu w większym czy mniejszym stopniu przypisać? Na przykład ogólnik, że burmistrz nic nie robi… W tej chwili rozmawiam z panią, czy nic nie robię?
* Jak pan widzi swoją dalszą współpracę z samorządem?
– Tak jak do tej pory. Większość radnych widzi sens tego, co robi Urząd Miejski. Bardzo często mam ich tutaj u siebie jako gości. Wskazują na pewne rzeczy, które można dodatkowo zrobić. Czy inaczej: są w wielu przypadkach inicjatorami pewnych działań, za co jestem im wdzięczny. Poza tym nie widzę większego konfliktu pomiędzy mną a radą. Pomijam tu ataki na mnie ze strony poszczególnych radnych.
* Panie burmistrzu, czy obiekty sportowe zapewnią rozwój Pińczowowi?
– Mamy na terenie Pińczowa Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. W tej chwili trwają w nim prace renowacyjne. Uznaliśmy, że to, co jest robione, nie ściągnie aż tak wielu turystów, na ile byśmy liczyli. Analizując sytuację doszliśmy do przekonania, że zespół basenów otwartych spowoduje, iż do Pińczowa będzie przyjeżdżało dużo więcej turystów niż dotąd.
* Ile nowych stanowisk pracy powstanie w związku z tymi obiektami sportowymi?
– Ale strategia nasza jest całkiem inna! Inwestycje te mają rozbudzić w mieście pewne działania. Na pewno w nowych obiektach będzie parę nowych miejsc pracy. Ale proszę pamiętać, że chodzi o to, żeby turystę, oprócz przyciągnięcia do Pińczowa, w tym Pińczowie przynajmniej przez weekend przytrzymać.
* Nawiążę zatem do wystąpienia radnego Połetka, który zarzucił panu, iż deklarował pan obniżenie kosztów utrzymania Urzędu Miejskiego. Tymczasem przyjął pan do pracy mnóstwo nowych osób. Trzy obiekty sportowe to kolejne etaty.
– Owszem, jest bardzo dużo nowych osób na terenie urzędu, ale praktycznie to są stażyści i pracownicy interwencyjni. Jeśli chodzi o etaty dla nowych obiektów, pewnie powstanie kilka, do ich obsługi. Ale jeśli inwestycje te pobudzą rozwój miasta? Zakładamy, że przypływ turystów spowoduje, iż przybędzie miejsc pracy.
* Co pan zrobił do tej pory dla pińczowskich wsi?
– Dość dużą ilość remontów dróg. Pięć wodociągów.
* To były stare projekty czy pańskie?
– Mówmy o wykonaniu. Żeby woda popłynęła, trzeba było ten wodociąg zbudować. Za mojej kadencji opracowana została dokumentacja wodociągu Bogucice.
* W związku z remontowaniem dróg zadam panu takie pytanie: w tym roku po raz trzeci zapraszał pan gości można powiedzieć z całego świata na obchody rocznicy bitwy pod Grochowiskami. Nie jest panu głupio jechać taką drogą, jaką się tam jedzie?
– Jest mi głupio, przy czym chciałbym podkreślić, że od dwóch lat robię wszystko, by drogę tę wyremontować. Za dwa tygodnie będę w Warszawie, będę starał się zdobyć pieniądze na ten cel. Tym bardziej że nie wymaga on jakichś wielkich nakładów. Potrzebny jest tylko nowy asfalt. Wracając do pytania, co jeszcze zrobiłem dla wsi. Proszę pamiętać, w jakim stanie zastałem straże pożarne.
* Zbliża się kampania wyborcza?
– Oj nie! Inwestujemy w straże pożarne, bo obojętnie, co by się na ten temat mówiło, uważam, że ta forma organizacji jest potrzebna. Przykładem tego niech będzie miniona Wielka Sobota i gaszenie palących się traw. Sama Państwowa Straż Pożarna na pewno by sobie z tym nie poradziła. Pamięta pani, jak ślamazarnie toczyła się budowa sali gimnastycznej w Bogucicach…
* W tym czasie był pan radnym…
– Tak, byłem radnym, tylko że oprócz mnie był jeszcze sześcio- czy siedmioosobowy Zarząd Gminy. A ja byłem w wybitnie mniejszościowej opozycji. Dalej. To, co chcemy robić teraz w Młodzawach (budowa chodnika za pieniądze unijne – przyp. red.).
* A właśnie, co stało się z projektami budowy placu zabaw w Młodzawach i wytyczenia ścieżki rowerowej za pieniądze z SAPARDU?
– Nikt się nie zgłosił do przetargu i projekty przepadły.
* Dlaczego zgłosiliście tylko takie wnioski do SAPARDU? Był przecież gotowy projekt budowy drogi Aleksandrów – Byczów?
– No nie, były zgłoszone Bogucice i Pasturka (wodociągi). Proszę pamiętać, że Bogucice uzyskały dofinansowanie na znaczną część robót.
* Ale SAPARD miał kilka działań…
– Tak, ale proszę pamiętać, że jestem burmistrzem dopiero dwa lata. Myślę, że jak na dwa lata, zostało zrobione bardzo dużo.
* A jak skomentowałby pan argumenty radnego Połetka co do zasadności podwyżki pańskiej pensji?
– Był tylko jeden argument, że nic nie robię. Czy tak jest w rzeczywistości?
* Dziękuję za rozmowę.


Teresa KRĄŻ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com