Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Raport o stanie Powiatu Pińczowskiego za 2025 rok. Mieszkańcy mogą zabrać głos w debacie.

0 komentarzy

Grochowiska

24 marca 2014 | , | Wyświetleń: 691

Fragment wywiadu przeprowadzonego przez Przegląd Ponidzia z panem Robertem Osińskim (nr 20 PP – 2013 )
PP: Proszę nam powiedzieć o bitwie na Grochowiskach – gdzie ona faktycznie się rozegrała?


RO: Zacznijmy od tego, że Grochowiska w owych czasach były bardzo małą osadą. Składały się z 4 ubogich chałup i chaty gajowego Wincentego Wacha. Bitwa rozegrała się na rozległym obszarze, na północ i północny zachód od istniejącej mogiły – tam, gdzie dzisiaj rośnie las. W tamtych czasach był tam wysokopienny las z polaną po wycince, na której kwaterowali powstańcy. Ta droga, która biegnie przez wieś (nie ta, która idzie w stronę torów, ale ta polna, do Galowa) biegła ową grobelką na bagnie, którego ślady widać do dzisiaj – przy strumieniu. To na tej drodze do Galowa rozegrały się sceny paniki zgrupowania powstańczego, gdzie ksiądz Agrypin Konarski, z krzyżem w jednej ręce, a pistoletem w drugiej, próbował zapanować nad oszalałym tłumem. Niestety nie udało mu się to do końca.


Grochowiska 150. lat temu – opis bitwy pod Grochowiskami (nr 19 PP)


          Langiewicz, będący wraz z oddziałami w drodze do Gór Świętokrzyskich, dzień wcześniej przed bitwą pod Grochowiskami, stoczył potyczkę pod Chrobrzem. Wprawdzie zakończyła się ona niewielkimi stratami w ludziach, jednak inne straty miały znaczący wpływa na dalsze losy oddziału. W wyniku odłączenia się taborów z żywnością i mapami sztabowymi, które po potyczce nie dołączyły do zgrupowania powstańczego, walczącym zabrakło żywności, lekarstw, amunicji oraz map. Tak więc powstańcy pozostali bez podstawowych środków pozwalających na kontynuację dalszych walk.


        Po walce pod Chrobrzem Langiewicz dotarł około godziny 22.00 do Wełcza Starego. Dyktator zarządził tu nocny postój na odpoczynek. Następnego dnia planował przemarsz do odległych tylko około 3 km Grochowisk.


       Po nocy przespanej w stodołach i stajniach wsi Wełecz, głodni powstańcy (wieś w owym czasie liczyła niewiele ubogich gospodarstw, nie mogła więc zapewnić wyżywienia) rankiem 18 marca zaczęli się szykować do wymarszu ze wsi. Około godziny 8 rano wyruszyli do Grochowisk, wysyłając po drodze kilka wozów po żywność do Buska.


       Około godziny 10 dotarli do wsi (Grochowiska w owym czasie stanowił folwark z domem leśniczego i trzema chałupami) i rozłożyli się na zrębie, nieopodal folwarku. Intendent Tomasz Winnicki wysłał wozy w eskorcie ułanów do okolicznych wsi po żywność i obrok dla koni. W ty samym czasie pozostali rozpalali ogniska i przygotowywali posiłek – bardzo skromny – z wydobytych z kopców ziemniaków.


       Około południa, ze złymi wiadomościami powrócili furażerzy z Wełcza i Bogucic. Nie zdobyli żywności i z dala we wsiach widzieli oddziały rosyjskie. Niestety nie powrócili furażujący z Szańca. Wszyscy polegli w nierównej walce podczas niespodziewanego ataku dragonów rosyjskich kpt. Czutti. (Dzisiaj dwudziestu siedmiu poległych spoczywa w  zbiorowej mogile na gruntach dawnego eremu kamedułów, na południe od drogi z Szańca do Galowa).


        Powstańcy uzmysłowili sobie swoją trudną sytuację. Przebywali na nieznanym, podmokłym terenie, pośród nieznanego kompleksu leśnego. Dokuczał im brak żywności i jak  słusznie się domyślali, byli otoczeni ze wszystkich stron oddziałami rosyjskimi. W tej sytuacji dyktator podjął decyzję o przebiciu się w kierunku Galowa. Niestety około godziny 15 i od tej strony zaczęli zbliżać się Rosjanie.


Dowiedziawszy się o tym Władysław Bentkowski – szef sztabu – aby powstrzymać nieprzyjaciela, natychmiast skierował w tamtym kierunku batalion żuawów na czele z płk. Rochebrunem. 


          W tym czasie główne siły przygotowywały się do wymarszu, a około 16.00 kolumna powstańców wyruszyła przez niewielką grobelkę prowadzącą przez mokradła w stronę Galowa. Nagle od lasu galowskiego rozległy się strzały, a zaraz potem od strony Bogucic rozpoczął sie ostrzał armatni. Kule rozrywały się na zajmowanym do niedawna obozowisku. Ten niespodziewany atak wywołał przerażenie wśród oddziału powstańców. Wszystko wskazywało na to, że Rosjanie doskonale znali położenie obozowiska powstańców.
Kawaleria pod dowództwem gen. Józefa Czapskiego odbiła w stronę folwarku, po czym w rozproszeniu udała się w kierunku Galicji.


          Tymczasem, na wąskiej grobli, z krzyżem w jednej, a z rewolwerem w drugiej ręce ksiądz Agrypin Konarski próbował zapanować nad przerażonym tłumem. W tej sytuacji, jedynie żuawi Rochebrune’a nie stracili głowy. Ukryci za drzewami, tyralierą postępowali na przód, czyniąc szkody w szeregach wroga. Ich akcja powiodła się, bo po pewnym czasie szwadron dragonów rosyjskich, doznawszy znacznych strat, rzucił się do ucieczki. Widząc to, żuawi z 2 kompanii kpt. Wojciecha Komorowskiego, w sile około 25, rzucili się do przodu z okrzykiem „Hurra!”. Po krótkim ataku zdobyli rosyjskie armaty. Niestety z braku koni nie mogli ich zabrać ze sobą. Potem w trakcie dalszej walki Rosjanie armaty odzyskali. 


          Bentkowski słysząc oddalający sie ogień karabinów żuawów, aby zorientować się w sytuacji, wysłał w ich kierunku młodego gewaltygiera Adama Chmielowskiego. Z trudem udało się Chmielowskiemu odszukać płk. Rochebrune’a, który mocno zdenerwowany nakazał młodemu Adamowi, jak najszybciej ruszyć po pomoc, co ten też i uczynił. Nie mogąc niestety odszukać wyższych dowódców, przekazał wiadomość dowódcy batalionu, do którego dotarł – mjr. Władysławowi Niewiadomskiemu. Niewiadomski wysłał żuawom na pomoc kompanię kosynierów kpt. Stanisława Wierzbińskiego, którzy po dotarciu do lasu sformowali linię bojową i na hasło dowódcy „za mną wiara” rzucili się do ataku. 
Niestety doznali sporych strat od ognia karabinowego i kartaczowego i rozpierzchli się. Na polu walki pozostał Wierzbiński z trzema oficerami i jednym kosynierem. Nie tracąc głowy wycofał się do lasu, gdzie udało mu się zebrać 70 ludzi.


          W tym czasie, po zdobyciu rosyjskich armat prawe skrzydło żuawów podeszło na odległość szturmową do wroga. Rosjanie nie podjęli walki na bagnety i wycofali się do Galowa. Po dotarciu do wsi, zabarykadowali się w murowanych budynkach gospodarskich. Rochebrune ze względu na niewielkie siły nie podjął pościgu za przeciwnikiem. Udał się do sztabu po pomoc, a oddział pozostawił na czatach.


         Zabezpieczający obóz powstańców od Bogucic batalion płk. Czachowskiego niestety nie został powiadomiony na czas o wymarszu w kierunku Galowa. Na odgłos strzelaniny w okolicy Grochowisk, dowódca postanowił dołączyć do sił głównych. Ruszył przez las w kierunku folwarku. Na leśnym skrzyżowaniu dróg z Marzęcina i Bogucic do Grochowisk stoczył gwałtowną walkę z podążającymi na pole walki siłami rosyjskimi mjr. Bentkowskiego. Nie znając sytuacji w Grochowiskach, Czachowski zaatakował na bagnety lewe skrzydło rosyjskie. Udało mu się przez nie przebić. Sądząc, że zgrupowanie powstańcze uległo rozbiciu, podążył ze swoimi żołnierzami w kierunku Gór Świętokrzyskich.


          W tym czasie, główne siły powstańcze wycofały się z wąskiej grobli i przeszły w kierunku wschodnim. Zatrzymały się w gęstych zaroślach, gdzie okazało się, że jedynym zwartym oddziałem był batalion mjr. Niewiadomskiego. Właśnie tutaj dotarł poszukujący pomocy Rochebrune.


          Tymczasem, okazało się, że od strony Buska nadciągają dwie roty pułku smoleńskiego, szwadron dragonów i tabor. Do nadciągającego przeciwnika ogień otworzyły dwie, wysunięte na skraj lasu kompanie strzeleckie mjr. Niewiadomskiego. Rosjanie natychmiast utworzyli na łące tyralierę i rozpoczęli ostrzał powstańców. Polacy uformowali z około 300 kosynierów płk. Dąbrowskiego, 100 strzelców i kosynierów kpt. Stanisława Wierzbińskiego i 24 ułanów rtm. Józefa Nowaka doraźny oddział, który lasem okrążył Rosjan, wychodząc na ich tyły. Aby odwrócić uwagę Rosjan, ułani rtm. Nowaka wykonali szarże na rosyjskie furgony. Później poszli do ataku kosynierzy, którzy z odległości 80–100 metrów uderzyli na rosyjską 7. rotę smoleńskiego pułku piechoty.


          W bardzo krwawej walce Rosjanie zostali całkowicie rozbici. Wykorzystali to kosynierzy, uderzając na 3. rotę walczącą ze strzelcami Niewiadomskiego. Walka była bezpardonowa. Rosjanie zostali rozgromieni i prawie wszyscy zginęli. Od tego czasu walka sprowadziła się do drobnych utarczek rozgrywanych w lesie.


          O zmierzchu walka była zakończona. Na pobojowisko zaczął padać mokry śnieg.
Do gromadzących się przy wielkim ognisku powstańców przybył Langiewicz. Przemawiając podziękował za wielki wysiłek i odniesione zwycięstwo.


          Pomimo zmęczenia, około godziny 22 powstańcy wyruszyli na nocleg do Wełcza Starego, gdzie późno w nocy, w dworku, dyktator zarządził radę wojenną. Tam podjęto decyzję o podziale oddziału na mniejsze grupy. 


        Sam Langiewicz postanowił udać się incognito do Krakowa w celu „ … uregulowania stosunków rządowych i cywilnych …”. Niestety powstańcy odebrali to jako ucieczkę i niebawem sami podążyli w jego ślady. Jedynie batalion płk. Dionizego Czachowskiego, liczący około 350 strzelców, przedarł się w Góry Świętokrzyskie i dalej kontynuował walkę.


       Jeżeli chodzi o straty, jakie ponieśli Polacy i Rosjanie w tej walce, to trudno jest je jednoznacznie określić. Jedne źródła podają po 300 poległych w walce i tyle samo rannych, a inni podają, że zabitych z obu stron najwięcej mogło być 200 i tyluż lub nieco więcej rannych. Najbardziej wiarygodną liczbę poległych, łącznie około 600 z obu stron, przekazał w swoim pamiętniku szef sztabu Langiewicza – Władysław Bentkowski.


      Powyższy opis bitwy pod Grochowiskami został opracowany na podstawie artykułu pana Roberta Osińskiego „Z dziejów Powstania Styczniowego na Ponidziu”, zamieszczonego w wydaniu specjalnym kwartalnika Świętokrzyskie „Powstanie Styczniowe 150 rocznica” wydanego 22 stycznia 2013 roku przez Bibliotekę Świętokrzyską.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com