Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Po pracy zakładali robocze ubrania i wracali do szkoły. Zakończył się projekt Fundacji PGE

1 komentarz

Handel z samochodu

19 września 2003 | , | Wyświetleń: 1 116

Nieduże, wiejskie sklepy na Ponidziu co i rusz plajtują. Nie są w stanie zarobić na swoje utrzymanie. Zdaniem właścicieli, wykańcza je nieuczciwa konkurencja, w postaci sklepów obwoźnych, urządzonych w różnej marki samochodach. Sklepikarze twierdzą, że przez ten handel, który według ich oceny odbywa się na dziko, poza wszelka kontrolą, ich obroty są mniejsze nawet o trzydzieści procent!




To jest nieuczciwa konkurencja – mówią z żalem. – Taki właściciel sklepu na kółkach nie ponosi żadnych kosztów utrzymania interesu, jak my. Wystarczy, żeby wóz się toczył – tłumaczą. – My w zasadzie nic nie robimy, tylko wyposażamy nasze sklepy w coraz to nowsze urządzenia, by móc handlować żywnością. A oni? – pytają. – Pakują towar na samochód i w trasę. My natomiast tylko byśmy spróbowali nie dostosować naszych sklepów do co i rusz zmieniających się przepisów! Zaraz kara, albo mandat – mówią.




Chleb jedzie!




Sklep obwoźny działa w prosty sposób. W określonych dniach, w określonych godzinach pojawia się we wsi. Ostatnio coraz częściej – codziennie. Zatrzymuje się co kilkadziesiąt metrów. Niekiedy funkcję „przystanku” spełnia pusta reklamówka, wywieszona na ogrodzeniu. To znak, że mieszkańcy tego domostwa będą robić zakupy. W ofercie jest prawie wszystko: od pieczywa, przez napoje, po zupy w proszku. Jaka jest jakość tego towaru, w zasadzie nikt z kupujących się nie zastanawia. Ważne, że nigdzie nie trzeba iść.




Otworzyłem sklep kilka miesięcy temu, po tym, jak mój poprzednik splajtował. Wieś nie miała sklepu przez dwa miesiące. Kiedy otwierałem interes, ludzie przychodzili do mnie, mówiąc mi, że bardzo dobrze, że znów będzie sklep. Dwa miesiące bez możliwości dokupienia drobnych rzeczy przez cały dzień dało im się we znaki. Samochód z towarem zatrzymuje się na kilkanaście minut. Człowiek zapomni czegoś kupić i musi czekać do następnego przyjazdu. Ja jestem dostępny przez cały dzień. W soboty i niedziele też – mówi jeden z właścicieli sklepiku.




Kilkuosobowa grupka umówiła się z nami na rozmowę w niedzielne popołudnie. Już po pierwszych zdaniach widać, że dla nich sklepy obwoźne to niebagatelny problem: to wręcz ich być, albo nie być.




Ludzie opowiadali mi, jaką biedę mieli bez sklepu. Kiedy po przysłowiową paczkę papierosów musieli jeździć do drugiej wsi – kontynuuje nasz rozmówca. – Ale radość szybko minęła. Już widzę, że znów wywieszają reklamówki na ogrodzeniu i kupują z samochodu. Żeby chociaż kupowali taniej, ale jestem pewny, że nie. I u mnie i w samochodzie ceny są porównywalne. Ale nikt nie porównuje warunków, w jakich handluję ja, z tymi w samochodzie – mówi mężczyzna.




Nie chcą się poddać




Sytuacja jest na tyle poważna, że sklepikarze postanowili się bronić. Próbowali interweniować w Sanepidzie, by ten sprawdził warunki, czy sklepy na kółkach wyposażone są w to, co powinny. Zgłaszali do policji, by ta sprawdziła, na ile parkujące na poboczach pojazdy stanowią zagrożenie dla ruchu drogowego.




Ostatnio złożyli oficjalne pismo w Urzędzie Miejskim w Pińczowie. Wyłuszczyli w nim, dlaczego protestują przeciwko nieuczciwej konkurencji. „(…) Ubolewamy nad faktem, że (…) dla jednej grupy zawodowej tworzy się przepisy bardzo rygorystyczne, a druga grupa tego samego profilu jest traktowana ulgowo, przez co konkurowanie staje się niemożliwe” – czytamy w piśmie.




No bo jaka to równość? – mówią. – My musimy mieć w naszych sklepach bieżącą wodę, toaletę, wszystko podłączone do szamba. Inaczej Urząd Miejski nie wyda nam pozwolenia na handel. Sanepid sprawdza nam czystość, jakość towaru, czy jest on przechowywany we właściwy sposób, czy nie jest przeterminowany. Musimy się stosować do mnóstwa bzdurnych przepisów. A oni? – pytają.




Co na to urząd?




Odpowiedź, którą otrzymali z gminy to dziwne pismo. Zaczyna się ono od wyjaśnienia, że handel obwoźny podlega kontroli inspekcji handlowej, sanitarnej i weterynaryjnej. Burmistrz, jako władza wykonawcza, nie ma uprawnień oraz środków prawnych, by zająć się rozwiązaniem problemu nieuczciwej konkurencji. Nieco dalej, jako służby kontrolne wymienione są policja i… straż miejska! Według najlepszej naszej wiedzy straż miejska, utrzymywana przez samorządy w celu utrzymania porządku na danym terenie, podlega nie komu innemu, tylko burmistrzowi!




W dalszej części pismo robi się jeszcze ciekawsze. A to za sprawą zacytowania w nim uchwały Rady Miejskiej gminy Pińczów z kwietnia 1999 roku w sprawie lokalizacji targowisk miejskich. Uchwała owa jednoznacznie stwierdza, że na terenie gminy Pińczów handel z samochodów jest możliwy wyłącznie na trzech placach targowych, położonych… w samym Pińczowie. Wszędzie indziej sprzedaż obwoźna jest zakazana! A to znaczy, że sklepom na kółkach nie wolno tak sobie jeździć od domu do domu i sprzedawać ludziom towary!




Jest jeszcze informacja, że samochodowi sklepikarze obowiązani są uiszczać miastu opłatę targową. „Mając na uwadze słuszny interes społeczny i słuszny interes obywateli informuję, że przedsiębiorca, zajmujący się handlem obwoźnym żywnością na terenie gminy Pińczów jest zobowiązany spełniać m.in. wyżej cytowane i wymienione przepisy. (…) Pod spodem pieczątka i podpis: naczelnik Wydziału Rozwoju i Działalności Gospodarczej.




Nie tego oczekiwali…




Przede wszystkim to, co zostawiłem w urzędzie, to nie było tylko moje pismo. Oprócz mojego podpisu widniało pod nim jeszcze wiele innych nazwisk. Tymczasem odpowiedź urzędu adresowana jest tylko do mnie. Poczułem się tak, jakbym to ja sam zgłaszał problem – mówi wymieniony w nagłówku sklepikarz. – To od czego jest straż miejska jak nie od pilnowania porządku w gminie? – pyta inny nasz rozmówca. – Poza tym jak to, urzędnik nie wie, kto jest przełożonym komendanta straży miejskiej? – dorzuca ktoś inny. – Przecież z tego pisma jednoznacznie wychodzi nam, że problem handlu obwoźnego w gminie Pińczów nie istnieje! Za wyjątkiem wyznaczonych miejsc, czyli placów targowych, jest on zakazany. Więc dlaczego to my musimy się sami szarpać z tym problemem? Narażać ludziom? To kto powinien pilnować przestrzegania uchwał Rady Miejskiej? A może to my powinniśmy przejąć na siebie funkcję organów ścigania? – zastanawiają się ludzie.




Nie pozostaje nam nic innego, jak poinformować burmistrza, że przestajemy płacić podatki. Skoro nie ma nikogo, kto chroniłby nasze interesy, to dlaczego my mamy finansować gminę? – mówią sprzedawcy. – Albo może powinniśmy złożyć gdzieś doniesienie na burmistrza, że nie stoi na straży prawa, obowiązującego w naszej gminie?– rzuca ktoś inny.




„Niefortunnie sformułowane”




Podczas rozmowy z wiceburmistrzem Janem Bębenkiem o odpowiedzi, jaką Urząd Miejski udzielił sklepikarzom, pada określenie „niefortunnie sformułowane”. – Oczywiście burmistrz jest przełożonym straży miejskiej i to on odpowiada za przestrzeganie prawa na terenie gminy – mówi wiceburmistrz.




Doniesienie do organów ścigania, że burmistrz nie stoi na straży prawa, nazwałbym nadinterpretacją zaistniałej sytuacjiWłodzimierz Spychała, prawnik gminny wyjaśnia zawiłości prawne, w związku z udzieloną odpowiedzią.




Już po zakończeniu rozmowy skontaktował się z nami wiceburmistrz Bębenek. – To nie jest tak, że gmina nie robi nic w sprawie handlu obwoźnego. Straż Miejska kontroluje sklepy na kółkach i sprzedawców. W tej chwili w Sądzie Rejonowym w Pińczowie toczą się dwie sprawy przeciwko ich właścicielom – przekazał nam informację.




***




W trakcie spotkania z nami sprzedawcy podnosili jeszcze jeden wątek konfliktu. – To nie są firmy z naszego terenu, tylko z okolic Krakowa. Pieniądze, które zbiorą od ludzi nie zostają tutaj. Wywożone są do innych gmin. Tam, gdzie właściciele zezwoleń na handel obwoźny płacą podatki od swojej działalności gospodarczej!




Samorządy i organy ścigania, nie my!




Ireneusz Senderski, wicedyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej w Kielcach:




– Handel obwoźny jako taki jest dozwolony. Ale w świetle najnowszych przepisów, które weszły w życie na wiosnę tego roku w związku z naszym wstąpieniem do Unii Europejskiej, sklepy na kółkach mogą handlować żywnością pakowaną „fabrycznie”. Urzędowym językiem mówiąc w jednostkowych opakowaniach producenta.




Wcześniej jednak należałoby zacząć od tego, że zdecydowana większość sklepów obwoźnych działa nielegalnie. Ale my jako Sanepid nie mamy prawa ich kontrolować. Nasi kontrolerzy mogą wejść tylko do tych pojazdów, które posiadają pozwolenie na handel obwoźny. Od sprawdzania, czy dany sklep ma wymagane dokumenty, są organy ścigania: straż miejska i policja. Owszem, my możemy dołączyć do kontroli, ale na prośbę organów ścigania, bądź władz samorządowych. Inaczej nam nie wolno. Takie jest prawo. Przeprowadzamy zresztą takie kontrole: przedstawiciele samorządu z danego terenu, straż miejska, bądź policja i my.




Według mnie problem nieuczciwej konkurencji i kupowanie towarów z samochodów nie znikną, dopóki nie nastąpią zmiany w świadomości samych kupujących. Dopóki ludzie nie uświadomią sobie, że nabywanie żywności z niepewnego przecież źródła, o niepewnej jakości, stanowi zagrożenie, problem ten będzie istniał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com