Kopalnia pieniędzy
Kupił kopalnię za 400 tysięcy złotych. Pod jej zastaw zaciągnął kredyt w wysokości… blisko 37 milionów złotych! Teraz komornik próbuje sprzedać nieruchomość za 1,2 miliona złotych. Świętokrzyski „odprysk” wyłudzeń około 90 milionów kredytów z trzech polskich banków zaczyna się w Pińczowie.
Grzegorz Ż. znany jako szef osławiony FOZZ – Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego pojawił się w Pińczowie la-tem 1999 roku. Tutaj Pińczowskie Zakłady Kamienia Budowla-nego sprzedawały w drodze przetargu dwie swoje kopalnie: „Zygmuntówkę” w Czerwonej Górze, gmina Chęciny, i „Łabędziów” w gminie Morawica.
Firma, należąca wówczas w całości do skarbu państwa, pozbywała się majątku, gdyż potrzebowała gotówki. Grzegorz Ż. wraz ze wspólnikami kupił obydwie nieruchomości za łączną kwotę 954 tysięcy zł.
Milionowa hipoteka
Rok później hipoteka „Zygmuntówki” (wycenionej i sprzedanej za około 400 tys. zł. – przyp. red.) obciążona była wpi-sem, ustanawiający na niej zastaw dla jednego z warszawskich banków na blisko 37 milionów złotych. W tej chwili nierucho-mość ta wystawiona jest do licytacji.
Powołany przez komornika biegły sądowy wycenił jej wartość na 1,8 miliona złotych. To cztery razy więcej niż kwota, za którą kopalnia została sprzedana w 1999 roku! Cena wywoławcza, do planowanej na czwartek, już drugiej licytacji to 1,2 miliona złotych. Do pierwszej nikt się nie zgłosił, więc cenę obniżono. W kolejce po ewentualne pieniądze oprócz banku warszawskiego jest jeszcze bank ze Stalowej Woli. Ten pożyczył Ż. „tylko” 1,3 miliona złotych.
Dochód z pińczowskiej transakcji z 1999 roku „przyczynił się do poprawy wyniku finansowego spółki, oraz do złagodzenia niedoboru środków pieniężnych w obrocie” – zachwalał decyzję o wyzbyciu się dwóch kopalń ówczesny zarząd firmy.
Innego zdania są obecni właściciele PZKB, którzy zarządzają firmą od października 2000 roku. – Bardzo ubolewamy, że PZKB nie są już właścicielem tych kopalni – mówi prezes spółki Małgorzata Saramonowicz. – Ale nie mieliśmy żadnego wpływu na tamtą transakcję. Naszym zdaniem ceny za sprzedaż kopalni były bardzo niskie. Firma uzyskała mniej więcej tyle pieniędzy, ile my rok później wydaliśmy na wstępne uporządkowanie innego naszego złoża, by przygotować je do wydobycia kamienia – tłumaczy pani prezes.
Tyle były warte?
– Biegły wycenił wartość obydwu kopalni. Widocznie w tamtym czasie taka była ich wartość – mówi Leszek Prasek, były prezes zarządu PZKB, za którego prezesury zakład pozbył się kopalń. – Było ogłoszenie w prasie. Oferty były składane na piśmie. Przetarg przeprowadziła specjalnie w tym celu powołana komisja. Dochód ze sprzedaży podreperował finanse spółki – wylicza.
W styczniu 2001 roku dokumenty, dotyczące pińczowskiej transakcji badało Centralne Biuro Śledcze. – Słyszałem o tym, ale to kontrolowane było PZKB, nie ja! – mówi były prezes. Akta dołączone zostały do akt Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, która postawiła w stan oskarżenia Grzegorza Ż. i 22 byłych prezesów różnych spółek handlowych w kraju. Grzegorzowi Ż. prokuratura zarzuciła założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzającą kredyty. Chodzi o 90 milionów złotych. Akta tej sprawy liczą 81 tomów, a akt oskarżenia – 200 stron.
Grzegorz Ż. jest bardziej znany jako szef Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Prokuratura zarzuca mu i pozostałemu szefostwu FOZZ zagarnięcie bądź rozdysponowanie na rzecz innych podmiotów 354 milionów złotych, przeznaczonych na wykup długu zaciągniętego przez Polskę Ludową w latach 70. i 80.
Kilka pytań
W jakim celu Grzegorz Ż. kupował złoża koło Chęcin? Czy kopalnia posłużyła tylko do tego, by wziąć pod jej zastaw kredyt? Tu wszystko wydaje się jasne. Dlaczego jednak sprzedano tak tanio? Trudno dziś znaleźć odpowiedź na to pytanie…



