Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Wojniak w ratuszu, Dziadek w radzie. Przed radnymi ważna sesja i debata o stanie powiatu.

0 komentarzy

Kuriozalna sprawa pijanego dyspozytora PKS

31 maja 2005 | , | Wyświetleń: 688

Dyspozytor ruchu PKS w Pińczowie przyszedł do pracy pijany, za co został dyscyplinarnie zwolniony. Czy naraził też bezpieczeństwo pasażerów? Nie wiadomo, bo prokuratura nawet nie chce podjąć śledztwa w tej sprawie.


Do Prokuratury Okręgowej w Kielcach wpłynęła właśnie skarga na bezczynność Prokuratury Rejonowej w Pińczowie i tamtejszej policji. Rzecz dotyczy kuriozalnych wydarzeń, do jakich doszło w marcu ubiegłego roku w dyspozytorni tamtejszego PKS.


Po południu przyszedł tam jeden z pracowników, żeby sprawdzić swój rozkład pracy na najbliższe dni. Zastał dwóch kierowców i dyspozytora Bogusława Ziółkowskiego na niezłym rauszu. Mężczyźni się pokłócili, w końcu jeden stwierdził, że jeśli dyspozytor sam nie wyjdzie z dyspozytorni, to zadzwoni na policję. Jak powiedział, tak zrobił.


Policyjny patrol przebadał Ziółkowskiego alkomatem, który wykazał 1,5 promila alkoholu we krwi. Do tego momentu relacje obu panów się zgadzają.


Jednak Ziółkowski zaprzecza, że pił alkohol podczas pracy.


Ja się wtedy źle poczułem, wyszedłem i napiłem się poza pracą. Każdy może, nieprawda? Tak zresztą uznali przełożeni, zostałem zwolniony nie za picie podczas pracy, tylko na terenie zakładu pracy, a to różnica – przekonuje.


Według niego, kiedy źle się poczuł, na dyżurze miał go zastąpić inny dyspozytor, ale akurat wtedy nie było go w dyspozytorni. Mimo to poszedł do szpitalnego ambulatorium, potem do sklepu, „na mieście”, wypił alkohol, a do dyspozytorni PKS wrócił tylko po to, żeby zabrać swoje rzeczy. I akurat wtedy przyjechała policja i przebadała go alkomatem.


Ziółkowski jest radnym gminy Michałów, a przez osiem lat był tam wójtem.


Zdaniem przewodniczącego Rady Gminy Stanisława Bochenka dyspozytor PKS, który pije podczas dyżuru, naraża pasażerów na niebezpieczeństwo, za co powinien być ścigany przez prokuratora. Bochenek złożył doniesienie do prokuratury w Pińczowie, ta jednak dwukrotnie odmówiła wszczęcia postępowania.


Co więcej, wicekomendant pińczowskiej policji Zenon Próchniewski w październiku 2004 r. odpisał Bochenkowi, że „w Pińczowie na Placówce Terenowej PKS SA nie stwierdzono faktu wykonywania czynności zawodowych pod wpływem alkoholu przez dyspozytora. Nie przeprowadzono również żadnych czynności dochodzeniowych z art. 180 kk [narażenie na niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu drogowym – red.] przeciwko Panu Bogusławowi Ziółkowskiemu„.


Z informacji „Gazety” wynika, że policja ani prokuratura nie przesłuchały w tej sprawie nie tylko Ziółkowskiego, ale kilku kluczowych świadków, jak kierowców będących wtedy w dyspozytorni i przedstawicieli kierownictwa PKS.


Jak to możliwe, że nie chce się nawet próbować wyjaśnić tej sprawy? Jaki to sygnał dla obywateli? – pyta przewodniczący Bochenek.


Prokurator rejonowy w Pińczowie Zbigniew Łabuda nie chciał komentować sprawy. – Muszę się zapoznać z aktami, zapraszam na rozmowę po 1 czerwca – stwierdził.


Skargę rozpatrzymy w normalnym trybie, na razie nic więcej niż mogę powiedzieć – stwierdził Bogdan Karp, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.


Ziółkowski nie ma sobie nic do zarzucenia. – Dzisiaj można pomówić każdego. To jest czysta złośliwość, dawne porachunki z panem Bochenkiem, kiedy byłem wójtem w gminie Michałów. Ja też mógłbym dużo o nim powiedzieć, ale nie chcę – twierdzi.


Ziółkowski chciał wrócić do PKS, ale sąd pracy w Pińczowie uznał, że dyrekcja PKS miała prawo go zwolnić. Odwołał się do sądu w Kielcach, czeka na termin rozprawy.


Pijany dyspozytor jakoś sobie jednak poradził. Został kierownikiem Ośrodka Szkolenia Kierowców Ligi Obrony Kraju w Pińczowie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com