Lekarka wystawia zaświadczenia i sama je rozpatruje
Lekarka z Pińczowa wystawia dzieciom w przychodni zaświadczenia, że należy im się zasiłek pielęgnacyjny, po czym – już w starostwie – sama te zaświadczenia akceptuje.
Ta niezdrowa sytuacja trwa w Pińczowie od lat. Zasiłki pielęgnacyjne przyznawane są opiekunom ciężko, przewlekle chorych dzieci lub dzieci upośledzonych. Mogą być również przyznane opiekunom niepełnosprawnych osób dorosłych. Zasiłek wynosi obecnie 144 zł miesięcznie, jest rewaloryzowany zwykle raz do roku. O jego przyznaniu decyduje Powiatowy Zespół do spraw Orzekania o Niepełnosprawności.
W starostwie pińczowskim kierownikiem takiego zespołu jest lekarz specjalista medycyny pracy Andrzej Tomzik, a w zespole orzeka m.in. Teresa Włudyga.
Jest ona jedynym pediatrą orzekającym. Przyjmuje też pacjentów w dwóch pińczowskich przychodniach – samorządowej i alergologicznej przy szpitalu. Ma też gabinet prywatny. Jako pracownik zespołu orzekającego sama rozpatruje podpisane przez siebie zaświadczenie i współdecyduje o tym, czy opiekunowie jej pacjentów dostaną publiczne pieniądze.
– To nienormalna sytuacja, tak być nie powinno. Zaraz po Nowym Roku wysyłam do Pińczowa kontrolę. To są publiczne pieniądze, praca naszych zespołów orzekających powinna być jak najbardziej przejrzysta i uczciwa – mówi Joanna Janiszewska-Bujała, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej ŚUW, której podlega Wojewódzki Zespół ds. Orzekania o Niepełnosprawności, sprawujący nadzór nad zespołami powiatowymi.
Okazuje się, że całą tą sprawą zażenowana czuje się również sama lekarka. – Już dawno zwracałam uwagę w starostwie, że tak być nie powinna. Sama się źle z tym czuję, wiem, że mogą być różne komentarze. Jestem jak najbardziej za powołaniem jeszcze przynajmniej jednego pediatry do naszego zespołu – mówi Włudyga. Dodaje, że na pewno nie zrezygnuje z prywatnego gabinetu, bo jest to dla niej podstawowe źródło utrzymania.
Po naszej interwencji od razu sprawą obiecał się zająć kierownik Tomzik.
– Rzeczywiście, przyznaję, że powinien być co najmniej jeszcze jeden pediatra, żeby tak „krzyżowo” zatwierdzali wnioski, a nie jeden swoje. Od stycznia zatrudnię w zespole jeszcze jednego lekarza tej specjalności, żeby nie było żadnych podejrzeń – mówi.
Zarówno Tomzik, jak Włudyga tłumaczą, że w małym środowisku trudno jest o powołanie do takiego zespołu lekarzy określonych specjalności. – Mamy w całym powiecie tylko trzech specjalistów pediatrów, a nie wszyscy chcą orzekać – podkreśla Tomzik.
Innego zdania jest dyrektor Janiszewska-Bujała. – Rozumiem problemy z kadrą, ale trzeba zrobić wszystko, żeby takie sytuacje eliminować – twierdzi.



