Nida Pińczów 2:0 Czarni Połaniec
Rozgrywający Nidy był motorem napędowym akcji swojej drużyny. Walczył za trzech, seriami bił rzuty wolne i rożne, a co najważniejsze – strzelił obie bramki.
Na kwadrans przed końcem spotkania mocnym uderzeniem po ziemi zdobył prowadzenie dla gospodarzy. A w doliczonym czasie gry „Miki” popisał się… cyrkową sztuczką przy wykonywaniu rzutu karnego, dobijając Czarnych.
LUKI W SKŁADACH
Obie drużyny przystąpiły do niedzielnych derbów w osłabionych składach. W Czarnych zabrakło między innymi najgroźniejszego napastnika Piotra Kajdy (pauzuje za kartki), w Nidzie nie wystąpił Konrad Głuc. Filar defensywy doznał w środowym meczu w Tarnowie poważnego urazu barku i może nie zagrać do końca sezonu.
Pierwsza odsłona wczorajszego spotkania należała do gości. Czarni mieli więcej z gry, stworzyli sobie też trzy znakomite sytuacje. W pińczowskiej bramce świetnie bronił jednak Adrian Zyguła, ratując swój zespół przed utratą gola.
„ŻÓŁTKO” ZA ŁACINĘ
Znakomicie spisywał się też jego vis a vis, Wojciech Daniel. Wybronił kilka „setek”, w tym kapitalną główkę Roberta Chlewickiego w 50 minucie, a uderzenie Krystiana Zaręby w końcówce sparował na poprzeczkę.
Golkiper z Połańca nie potrafi jednak poskromić „długiego języka”. Lubuje się w komentowaniu sytuacji na boisku… podwórkową łaciną i po kolejnej takiej „wiązance” został ukarany przez arbitra żółtą kartką.
NOKAUT NA BOISKU
Podczas derbów w Pińczowie obie drużyny grały twardo, bez taryfy ulgowej. Zawodnicy raz po raz padali na boisko, a w 51 minucie doszło do groźnego zdarzenia. Robert Chlewicki, w ferworze walki, trafił mocno piłką stopera Czarnych Macieja Witka, który upadł jak po bokserskim nokaucie i długo nie podnosił się z ziemi. Pomocy udzielili poszkodowanemu masażysta z Połańca oraz… sędzia główny.
Końcówka meczu była bardzo emocjonująca. Przyjezdni po stracie gola rzucili się do ataku, pragnąc uzyskać wyrównanie. Nadziewali się jednak na kontry Nidy, a w doliczonym czasie gry sprokurowali rzut karny, który po profesorsku wykorzystał Łukasz Mika.
Mówią trenerzy:
Zdzisław Maj, trener Nidy:
– Pierwsza połowa to było wzajemne badanie sił. Obie drużyny prezentują podobny poziom i wiedzieliśmy, że kto pierwszy strzeli bramkę, ten wygra. Trochę dopisało nam szczęście, ale bardzo cieszę się ze zwycięstwa. Było nam bardzo potrzebne, gdyż w tabeli robi się strasznie ciasno.
Grzegorz Tomecki, trener Czarnych:
– To był dobry, szybki mecz. Pierwsza połowa przebiegała pod nasze dyktando, mieliśmy trzy „setki”. Po przerwie straciliśmy obie bramki po błędach obrońców. Nida zasłużyła na zwycięstwo.



