Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Po pracy zakładali robocze ubrania i wracali do szkoły. Zakończył się projekt Fundacji PGE

1 komentarz

Nida Pińczów 2:0 Czarni Połaniec

14 czerwca 2010 | , | Wyświetleń: 615

Rozgrywający Nidy był motorem napędowym akcji swojej drużyny. Walczył za trzech, seriami bił rzuty wolne i rożne, a co najważniejsze – strzelił obie bramki.


Na kwadrans przed końcem spotkania mocnym uderzeniem po ziemi zdobył prowadzenie dla gospodarzy. A w doliczonym czasie gry „Miki” popisał się… cyrkową sztuczką przy wykonywaniu rzutu karnego, dobijając Czarnych.


LUKI W SKŁADACH


Obie drużyny przystąpiły do niedzielnych derbów w osłabionych składach. W Czarnych zabrakło między innymi najgroźniejszego napastnika Piotra Kajdy (pauzuje za kartki), w Nidzie nie wystąpił Konrad Głuc. Filar defensywy doznał w środowym meczu w Tarnowie poważnego urazu barku i może nie zagrać do końca sezonu.


Pierwsza odsłona wczorajszego spotkania należała do gości. Czarni mieli więcej z gry, stworzyli sobie też trzy znakomite sytuacje. W pińczowskiej bramce świetnie bronił jednak Adrian Zyguła, ratując swój zespół przed utratą gola.


„ŻÓŁTKO” ZA ŁACINĘ


Znakomicie spisywał się też jego vis a vis, Wojciech Daniel. Wybronił kilka „setek”, w tym kapitalną główkę Roberta Chlewickiego w 50 minucie, a uderzenie Krystiana Zaręby w końcówce sparował na poprzeczkę.


Golkiper z Połańca nie potrafi jednak poskromić „długiego języka”. Lubuje się w komentowaniu sytuacji na boisku… podwórkową łaciną i po kolejnej takiej „wiązance” został ukarany przez arbitra żółtą kartką.


NOKAUT NA BOISKU


Podczas derbów w Pińczowie obie drużyny grały twardo, bez taryfy ulgowej. Zawodnicy raz po raz padali na boisko, a w 51 minucie doszło do groźnego zdarzenia. Robert Chlewicki, w ferworze walki, trafił mocno piłką stopera Czarnych Macieja Witka, który upadł jak po bokserskim nokaucie i długo nie podnosił się z ziemi. Pomocy udzielili poszkodowanemu masażysta z Połańca oraz… sędzia główny.


Końcówka meczu była bardzo emocjonująca. Przyjezdni po stracie gola rzucili się do ataku, pragnąc uzyskać wyrównanie. Nadziewali się jednak na kontry Nidy, a w doliczonym czasie gry sprokurowali rzut karny, który po profesorsku wykorzystał Łukasz Mika.


Mówią trenerzy:


Zdzisław Maj, trener Nidy:
– Pierwsza połowa to było wzajemne badanie sił. Obie drużyny prezentują podobny poziom i wiedzieliśmy, że kto pierwszy strzeli bramkę, ten wygra. Trochę dopisało nam szczęście, ale bardzo cieszę się ze zwycięstwa. Było nam bardzo potrzebne, gdyż w tabeli robi się strasznie ciasno.


Grzegorz Tomecki, trener Czarnych:
– To był dobry, szybki mecz. Pierwsza połowa przebiegała pod nasze dyktando, mieliśmy trzy „setki”. Po przerwie straciliśmy obie bramki po błędach obrońców. Nida zasłużyła na zwycięstwo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com