Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Dni Ponidzia 2026

1 komentarz

Nida Pińczów „pod kreską”

1 grudnia 2008 | , | Wyświetleń: 692

Od 0:4 z Hetmanem Zamość do 0:1 z Hetmanem Zamość – tak przedstawia się dorobek piłkarzy Ponidzia Nidy w pierwszym roku występów w drugiej lidze.


Pińczowianie rozegrali 17 meczów rundy jesiennej oraz dwa – awansem – z wiosny.


W tym czasie mieli trzech trenerów, a w tabeli grupy wschodniej plasują się na 16 miejscu, zagrożonym spadkiem do trzeciej dywizji.


Awans Nidy – po barażach z Izolatorem Boguchwała – był dużego kalibru niespodzianką. Ze względu na skromne możliwości finansowe beniaminka nie stać było na przeprowadzenie spektakularnych transferów. Doszli tylko dwaj zawodnicy, a brak wzmocnień odbił się też na wynikach. Pińczowianie grawitowali w dolnych rejonach tabeli.


– Na początku graliśmy szczęśliwie u siebie, ale bardzo słabo na wyjazdach. Najgorsze dla drużyny, moim zdaniem, był jednak częste zmiany trenerów – ocenia kapitan zespołu Konrad Głuc.


Nida miała aż trzech szkoleniowców. Stanisława Maja zastąpił Jerzy Kowalik, lecz krakowianin pracował w Pińczowie tylko dwa tygodnie. W połowie września drużynę przejął Piotr Jawień. I wtedy nastąpił poważny kryzys. Nida przegrała pięć spotkań z rzędu, gubiąc sporo punktów. Na szczęście końcówka sezonu była bardzo udana: remisy z możnymi, Kolejarzem Stróże i KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, oraz wyjazdowe zwycięstwo z ŁKS Łomża pokazały, że naszego beniaminka stać na dobrą grę.


W barwach Ponidzia Nidy wystąpiło 21 zawodników. We wszystkich meczach grali Konrad Głuc (on też najdłużej przebywał na boisku – 1692 minuty) oraz Sławomir Kłos. Trzon drużyny stanowili także: Łukasz Mika, Marcin Karpiński, Marcin Kołodziejczyk, Krystian Zaręba, Przemysław Kupczyk. Objawieniem rundy okrzyknięto bramkarza Konrada Majcherczyka. Wiosną, w czwartej lidze był tylko rezerwowym, teraz rozegrał kilka kapitalnych meczów i jest jednym z najlepszych golkiperów na drugim froncie.


Największą bolączką pińczowian był brak skuteczności – zdobyli zaledwie 14 bramek. Kiepsko spisywała się też defensywa (stąd wysokie porażki – 0:6 z Górnikiem Wieliczka, 0:4 z Hetmanem), poza tym Nida często musiała płacić „frycowe” beniaminka.


W miniony czwartek odbyło się walne zebranie klubu, na którym zapadła decyzja o powrocie do starej nazwy – TS 1946 Nida Pińczów. Odwołany też został zarząd. Dzisiaj ma dojść do rozmów nowych włodarzy klubu z zawodnikami, w sprawie dalszej gry, wysokości kontraktów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com