Nieznana historia Pińczowa
Pińczów po wojnie był zniszczony w osiemdziesięciu procentach, ludność wyniszczona w sześćdziesięciu procentach. Mieszkańcy, nie mogli liczyć na żadną znaczącą pomoc. We własnym zakresie, także w ramach organizowanych przez władze „szarwarków” przystępowali, do odgruzowywania ulic, do sporadycznej odbudowy. Pierwsze lata powojenne w naszym miasteczku tchnęły marazmem, podobnie jak w powiecie. Rozwój miasta i powiatu można datować dopiero od początku lat pięćdziesiątych. Jednak i późniejsze lata, to także okres wielu zaprzepaszczonych szans.
Najważniejszymi przyczynami tego stanu, poza obowiązującą ówcześnie w PRL ekonomią i systemem społeczno politycznym, to brak odpowiednich kadr zarządzających w powiecie i ich zerowa orientacja w dziedzinie gospodarczej, oraz selekcja negatywna obowiązująca w doborze ludzi, co było normą w systemie, gdzie faktyczne kwalifikacje odgrywały najmniejszą rolę w objęciu danej funkcji. W dalszej mierze przyczyny inercji w rozwoju gospodarczym powiatu to m.in. brak infrastruktury, lokalnych tradycji przemysłowych, zastraszenie społeczeństwa.
Dlaczego tak się działo? Po pierwsze region pińczowski, w każdym systemie politycznym, nigdy nie miał szczęścia, o ile można tak kolokwialnie to ująć, do swych włodarzy.
Po pierwszej wojnie światowej symboliczną postacią jest tu starosta Wiktor Lamot, trzeci z kolei, po równie nieudolnych ale krótkotrwałych pińczowskich starostach niepodległej Polski: Stanisławie Nowaku i Romanie Serednickim.
Lamot według wspomnień z epoki, był pierwowzorem postaci Nikodema Dyzmy, z powieści Dołęgi Mostowicza. Swoją funkcję pełnił osiem lat.
Wiktor Lamot jak napisał Stanisław Przybyszewski, w „Poczcie Starostów Pińczowskich” „ Mozaika Powiatu pińczowskiego” T 6 Kielce 2007: „ Objął starostwo w Pińczowie(…) w okresie znacznego rozluźnienia odpowiedzialności personalnej, zaniku autorytetu i powagi starostwa, oraz zupełnego zaniedbania spraw samorządowych.”
Jak Wiktor Lamot dbał o porządek i samorządność na terenie powiatu? Prawie natychmiast po objęciu funkcji, w październiku 1921 skazał dyscyplinarnie wójta gminy Złota, skazując go na mocy Ustawy o Samorządzie z 1864 r. na dzień aresztu, po tym kolejno na dwa dni aresztu skazał wójta gminy Nagrzany i tak przez kolejne lata. Metoda zastraszania mało była skuteczna, skoro w 1927 roku, przedostatnim roku swego urzędowania, w całym powiecie starosta ukarał aresztem bądź grzywnami, za różnego rodzaju zaniedbania porządkowe, nie zreperowanie drogi, nieściągnięci należności podatkowych, itp. 47 wójtów, sołtysów i pisarzy gminnych.
W ówczesnym pińczowskim areszcie wyposażonym jedynie w …”…pięć sienników i cztery poduszki z siana…” ruch był jak na dworcu kolejowym. Aresztowani wójtowie i sołtysi, chwaląc starostę za dzienny, czy dwudniowy urlop od roboty w polu, wysypiali się za wszystkie czasy, pożywiali się do oporu kiełbasą, masłem i domowym razowcem, aż im trzeszczało w karkach, zostawiając gotowaną kapustę i kaszę aresztowanym żebrakom i włóczęgom.
Jak w takim razie, przy tym wymagającym, surowym włodarzu, w tym czasie wyglądał Pińczów, stolica powiatu, siedziba starosty? Burmistrzem miasta w tym czasie był Antoni Janczur, pełniąc tą funkcję od 1920 roku, od śmierci poprzedniego burmistrza Stefana Zarębskiego. Na dwadzieścia dwie ulice tylko pięć było wybrukowanych, a dwie w połowie. Rewident lustrujący Pińczów w 1922 roku napisał: „Na ul. Źródlanej jest kanał nie zasklepiony, pełen wszelkiego rodzaju rozkładających się nieczystości(…) Na chodnikach pełno dziur(…) miasto tonie w ciemnościach (funkcjonowało tylko kilka lamp naftowych) ” Skutkiem wizyty rewidenta trzech radnych Żydów postawiono w stan oskarżenia za nadużycia. Nie było zastrzeżeń do burmistrza ani starosty, a miasto notorycznie tonęło w brudzie, błocie i ciemnościach przez długie kolejne lata. Pewnym wytłumaczeniem dla burmistrza Janczury jest to, że kasę miejską pochłaniał prawie w całości sierociniec w Pińczowie, w którym utrzymywano prawie sześćdziesiąt dzieci w 1921 roku. Lustracja miasta w 1924 roku pisała o sierocińcu: „ Pomieszczenie znajduje się w budynku wynajętym, ciasnym i wilgotnym. Zakonnice zawiadujące sierocińcem posiadają we widnej, słonecznej sali swój refektarz, podczas gdy dzieci o wyglądzie rachitycznym śpią w pokoju ciemnym, wilgotnym, położonym od podwórza i bez dostatecznego światła.”
O ile Lamot nie wyróżniał się w sferze gospodarczej, to bardzo wyróżniał się w sferze epistolarnej – nie szczędził władzy zwierzchniej bardzo „istotnych” raportów typu, burdy na ulicy w Pińczowie, nastrojów na wsi itp. Raportów tych nie powstydziłby się sam wachmistrz Flanderka z Putimia, który aresztował dobrego wojaka Szwejka jako rosyjskiego szpiega.
Jeszcze miesiąc przed awansem na wojewodę, starosta pińczowski zasypywał władze zwierzchnie osobliwymi informacjami, świadczącymi chyba także o jego- albo szpiegowskich, albo ornitologicznych zainteresowaniach. Przykładem tego jest np. raport: „1 VI 1928 r. około godziny 17-tej we wsi Szyszczyce gm. Góry została złapana jaskółka skalna ( zraniona) która miała przywiązaną do szyi kartkę z napisem w języku niemieckim. Wygląd jaskółki: większa od jaskółki zwykłej, barwy stalowej, skrzydła duże wystające ponad ogon.” W tym samym roku informował z powagą, że w maleńkim Pińczowie podczas wyborów rabina: „…powstały walki partyjne wobec czego dla uspokojenia umysłów uważałbym za wskazane odroczenie przeprowadzenie wyborów.” Żydzi uwielbiający dochodzić się, udowadniać swe racje, swój temperament wykazywali nie tylko w handlu, czy dyskusjach nad Talmudem ale także i przy takich okazjach, jak wybory rabina. We wszystkich okolicznych Pińczowowi miasteczkach jak Chmielnik czy Pacanów, Koszyce czy Nowy Korczyn normą były emocje społeczności żydowskiej podczas wyboru przywódcy religijnego, często leciały wtedy kępy włosów z bród i głów, a wrzask argumentów podniósłby umarłego z grobu. By jednak nazwać te epizody walkami partyjnymi trzeba było mieć naprawdę dużą fantazję.
Wiktor Lamot urodził się w Zamościu. Studiów nie ukończył, jak twierdził z przyczyn finansowych, mimo to podawał się za prawnika, a w Pińczowie za inicjatora projektu budowy kolejki wąskotorowej – trzeba tu dodać, że w Pińczowie pomysły i nadzieje na budowę kolei sięgały XIX wieku, już syn Aleksandra Wielopolskiego, Zygmunt jeździł do Petersburga, starając się o korzystne dla swych włości, wytyczenie jej trasy. „Korespondent Płocki” już w 1872 roku donosił, że w Pińczowie: „ …niemało radości panuje z powodu przedsięwzięć się mającej budowy drogi żelaznej…Każdy widzi dla siebie otwierającą się nową a świetną przyszłość.” Tak więc projektów budowy kolei było bez liku, a wąskotorówkę od Jędrzejowa pociągnięto już w 1917r.
Wiktor Lamot-Wrona w ciągu trzyletniej służby wojskowej dosłużył się stopnia kaprala. Po wojnie, po ukończeniu kursu na urzędników państwowych i praktyce urzędniczej, został 30 lipca 1921 roku nominowany na starostę pińczowskiego. Do swych dwu odznak wojskowych dołączył honorowe obywatelstwo miasta Pińczowa. Ponieważ był znany z wyjątkowo prorządowej postawy, dopiero w służbie cywilnej posypały się wyższej rangi odznaczenia. W 1926 roku ożenił się z hrabiną Julią Ponińską. W 1928 został po śmierci gen. Kazimierza Młodzianowskiego mianowany wojewodą pomorskim. Od 1932 roku z żoną i synem zamieszkał w Żórawnikach w pow. pińczowskim, w ponad 200 hektarowym majątku.
O Wiktorze Lamocie–napisała w swych wspomnieniach „Moje złote lata 1913-1939” Krystyna Libiszewska Dobrska: „…ludzie mówili, że był prototypem Nikodema Dyzmy z powieści Dołęgi Mostowicza.” Więcej o jego „dokonaniach” pisały gazety pomorskie, gdzie zasłynął głównie wydaniem swych niewątpliwie cennych przemyśleń w zbiorze przemówień : „ O twórczą myśl państwową na Pomorzu”. Mimo że był aktywnym działaczem prorządowego BBWR i jak napisał Roman Wapiński w swej książce :” Życie polityczne Pomorza w latach 1920-1930” „ …kontynuował politykę rugów i przenosin urzędników…”, którzy nie byli dostatecznie, według niego, wiernopoddańczy- został zdymisjonowany w 1931 roku, pretekstem był jego udział w pojedynku.
Na pińczowskim cmentarzu znajduje się mogiła pierwszej żony starosty Lamot –Wrony, Jadwigi z Niezabitowskich, zmarłej w 1922 roku. Starosta opiekował się nią w czasie choroby osobiście, bardzo troskliwie, nawet zaniedbując pracę. Na nagrobku umieścił napis: „Pokój jej pięknej duszy.”




