Nowy film Barańskiego podobał się w Gdyni
To gorzko-śmieszna elegia o daremności życia, zakończona przejmującą, tragiczną sceną nieopodal świętokrzyskiego posągu Emeryka. Ale jak w klasycznych japońskich filmach Ozu, niemodny smutek niesie ze sobą coś dobrego, oczyszczającego.

Andrzej Barański sięga do literatury wyrastającej z autentycznego życia – tak było z filmem „Parę osób, mały czas” lub „Nad rzeką, której nie ma”. Najnowsze „Księstwo”, pokazane poza konkursem na 36. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (będzie w konkursie w Karlowych Warach), to adaptacja powieści „Niech żyje wolność” Zbigniewa Masternaka, młodego pisarza pochodzącego ze wsi Piórków pod Świętym Krzyżem, rewelacji literackiej ostatnich lat.
Masternak mówi, że jego ojciec był półanalfabetą, a on sam wychował się na Prouście i Gombrowiczu. „Niech żyje wolność” to początek trylogii – okrutno-zabawny, sowizdrzalski obraz wiejskiego życia. Nic z nostalgii – jest za to ukazana cała, widziana od środka dzikość wsi, do której bohater jest przywiązany na dobre i złe.
„Jego klęska – opowiada Barański – zaczęła się od tego, że wyleciał ze studiów, a nie uczył się, bo był ciągle głodny, nie miał pieniędzy. Potem przyszło życiowe dołowanie, szamotanie się w zamkniętym świecie małej rodzinnej wioski, do której powrócił. Na wsi wszyscy noszą pseudonimy. Zbyszek znany jest jako Książę. Ojciec pijak rozgłosił, że są potomkami starożytnego rodu Wiślan…”.

Andrzej Barański sam jest człowiekiem prowincji, pochodzi z Pińczowa. Na podstawie Masternaka nakręcił film bardzo własny, niepasujący do żadnej konwencji. Niełatwo wejść w jego „Księstwo” – jest celowo pozbawione atrakcji: czarno-białe, grane przez nieznanych aktorów, mówione „popsutą” gwarą i stylizowanym literackim językiem. Film poraża swoim autentyzmem. To gorzko-śmieszna elegia o daremności życia, zakończona przejmującą, tragiczną sceną nieopodal świętokrzyskiego posągu Emeryka. Ale jak w klasycznych japońskich filmach Ozu, niemodny smutek niesie ze sobą coś dobrego, oczyszczającego. Tym nielicznym, którzy nie zlękną się jego goryczy i melancholii, film Barańskiego da przeżycie niezapomniane.
Foto: ha.art.pl, Renata Masternak



