O dawnym Ponidziu – Powstanie Listopadowe
Fragment niepublikowanej książki Tomasza Jaklewicza o dawnym Ponidziu
Podczas powstania listopadowego Henryk Dembiński przewidziany był na organizatora sił zbrojnych w województwie krakowskim, otrzymał też pełnomocnictwo do organizowania sił zbrojnych w województwie miechowskim. Po ucieczce wielkiego księcia Konstantego oraz ustąpieniu wojsk rosyjskich z Warszawy Henryk Dembiński w rodowej siedzibie, w Górach Pińczowskich wraz ze swym bratem Ludwikiem ustalili plan działania podczas powstania. Dembiński zorganizował w Pińczowskiem straż bezpieczeństwa. Udało się jej ująć grupę kozaków, których odesłano do Kielc.
Po ustąpieniu Jana Ledóchowskiego dowódcy wojewódzkiej gwardii ruchomej w Kielcach, jego następcą został Henryk Dembiński. Pobytowi w Kielcach Dembiński poświęca kilka stron w swoim pamiętniku podkreślając, że ludność wiejska chętnie zaciągała się w szeregi powstańczego wojska.
Dembiński pracował z dużą energią, zebrał dość szybko 2000 piechoty, którą wysłał do garnizonu w Zamościu, a także pułk ochotniczy jazdy województwa krakowskiego składający się z ośmiu szwadronów, który wysłał do Warszawy.
W Pińczowie, w tym czasie znajdował się także sztab I batalionu 9 pułku piechoty pod dowództwem kpt. Ignacego Linowskiego. Dowódcą 9 pułku piechoty liniowej, rozlokowanego w Pińczowie, Wodzisławiu, Książu i Jędrzejowie, mianowany został ppłk. Samuel Różycki, weteran wojen napoleońskich.
Dembiński organizował w Pińczowie szwadron krakusów – lekkiej jazdy. Uchwała Rządu Tymczasowego nakazywała w całym kraju pobór jednego jeźdźca z 50 dymów. Tymczasem wyprzedzając zarządzenie Rządu Narodowego Dembiński zarządził pobór jednego jeźdźca z trzydziestu dymów. Uzbrojenie krakusa stanowił pałasz, pistolet i lanca. Ubranie składało się z białej sukmany z czerwonymi wyłogami i szaraczkowych rajtuzów, długie buty z cholewami i ostrogami, czerwona rogatywka obszyta barankiem, do tego długi kożuch.
Oddziały wojskowe z terenów obecnego woj. świętokrzyskiego aczkolwiek nie działały na pierwszym planie powstania listopadowego istotnie się w nim odznaczyły. Pisze o tym Wacław Jakłowski: „Pomimo, że pułki krakowskie wykazały wiele męstwa i wytrwałości w walce z nieprzyjacielem i utrzymały w ten sposób tradycję o niezrównanej dzielności krakowiaków, nie zdołały one wysunąć się na pierwszy plan na widowni działań wojennych.”
W ostatniej bitwie powstania listopadowego we wsi Księte, piątego października, gdy wojsko polskie wycofywało się do Prus, brał udział Henryk Dembiński. Kawaleria polska Janowicza, natknęła się we wsi na osiem dział artylerii konnej. Na 13 pułk ułanów Janowicza natarli w blisko czterysta koni Kozacy, którzy nie widzieli pozostałych wojsk polskich. Karabinierzy Janowicza salwami powstrzymali na ulicy wsi szarżującą jazdę rosyjską, a kiedy jeszcze odezwały się polskie działa, natarcie rosyjskie poszło całkowicie w rozsypkę. W pogoni za uchodzącymi wysłano pułk litewsko-wołyński podpułkownika Kamińskiego. Polscy kawalerzyści ppłk. Kamińskiego atakowali Rosjan z taką zapalczywością, że Dembiński kilkakrotnie musiał słać rozkazy aby się wycofali ze zbyt bliskich wroga pozycji.
Uczestnik tej bitwy Józef Puzyna dowódca baterii artylerii konnej, pisał jak Dębiński go prosił : „…weź dobrą pozycję i żebyś ich tam jeszcze na pożegnanie mógł poturbować” Rosjanom nie żałowano amunicji, ostrzelano ich nawet rakietami przenoszącymi granat w głowicy bojowej. Gdy Dembiński wydał rozkaz zaprzestania ostrzału, Puzyna wspominał: „…ja nie mógłbym wytrzymać, aby całym frontem ognia „pour la dame” nie dać, więc powiedziałem do żołnierzy: „Kanonierzy! Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy! Cała bateria ognia — Baczność — Pal!”. I tak padły ostatnie wystrzały o godzinie trzy kwadranse na dziesiątą przed południem dnia 5 października 1831 roku. Ostatnie wystrzały w roku 1831…”
Dwa dni wcześniej 3 października, w utarczce Krakusów i Mazurów Dembińskiego z Kozakami pod Rypinem, zostało wykłutych lancami wielu Kozaków: „ Krakusy i Mazury obstąpili Kozaków którzy się byli 3 października podsunęli pod Rypin, wzięli kilkadziesiąt koni, a resztę wykłuli.”
Przedostatnia z bitew Powstania listopadowego miała miejsce pod Pińczowem 24 września.
Po upadku Warszawy, Różycki rozlokował swe wojsko w Górach Świętokrzyskich. Gdy 22 września wojsko rosyjskie dowodzone przez Rudigera natknęły się na Polaków w Łagowie, doszło do bitwy, którą Polacy przegrali, tracąc trzystu ludzi, poległych, rannych i wziętych do niewoli.
Różycki uchodząc przed Rosjanami podzielił swe wojska na dwie kolumny. Jedną z większością kawalerii dowodził gen. Józef Kamiński. Rudiger skopiował ten manewr; sam pomaszerował za Różyckim, a za Kamińskim wysłał gen. Krasowskiego. Rosjanie dopadli go pod Skalbmierzem. Bitwa została przegrana m.in. dlatego, że Kamiński uciekł z pola bitwy. Sam Różycki z większością piechoty maszerował na Pińczów.
Wzmiankę o bitwie pod Pińczowem zamieścił dziewiętnastowieczny historyk Jędrzej Moraczewski: ”…wszakże po wzięciu Warszawy korpus Różyckiego party przez przemagające siły Rudigera, malejąc widocznie, zbliżał się coraz bardziej ku granicy. Pod Pińczowem, gdzie korpus dnia 23 Września na 24 nocował, batalion Grotusa wysuniony zanadto na prawem skrzydle, oskoczony został przez dragonów rosyjskich i mimo mężnego oporu większa część jego, a między nimi i kompania w której Moraczewski już jako porucznik w zastępstwie rannego Guyot dowodził, dostała się do niewoli.”
Korpus Różyckiego, przybył do Pińczowa 23 września. Polacy zawzięcie ścigani byli przez rosyjski korpus gen. Fiodora Rudigera. Bardzo zwięźle opisał ten fragment powstania listopadowego H. Szmitt : „Rożycki który chciał się w górach świętokrzyskich usadowić, nie zdołał stawić czoła Ridigerowi. Spędzony z pod Łagowa cofnął się do Rakowa po za Nidę, a Kamińskiego wysłał ku Stobnicy. Po rozbiciu tegoż pod Szkalmierzem ruszył Rożycki ku Miechowu lecz porażony pod Michałowem i Górą stanął 25 Wrześ pod Olkuszem, zkąd przeszedł 26 granicę okręgu wolnego miasta Krakowa, a zająwszy stanowisko pod Chrzanowem chciał czekać z bronią w ręku przybycia głównej armii w Krakowskie.”
Korpus polski, który przybył do Pińczowa, składał się z piechoty i artylerii. Wojsko rozbiło biwak na błoniach podmiejskich, sztab kwaterował w mieście, w co lepszych domostwach. W mieście przebywał od rana książę Adam Jerzy Czartoryski, prezes rządu narodowego w Powstaniu Listopadowym. Po rozmowie z Różyckim i upewnieniu się, że droga do Galicji jest bezpieczna książę opuścił miasto.
Gdy 24 września wojska rosyjskie dotarły pod Pińczów, Samuel Różycki rozpoczął odwrót na Miechów, planując drogę, przez Michałów, Góry, Działoszyce. Kolumna kawalerii, w liczbie pięćset koni, pod dowództwem gen. Józefa Kamińskiego, którą wcześniej odesłano do Wiślicy została rozbita 24 września w ostatniej, w powstaniu, większej bitwie kawaleryjskiej pod Skalbmierzem. Polski dowódca uciekł z pola bitwy razem z kawalerią, którą dopadł rosyjski pościg. Nie była to chlubna potyczka, jej uczestnik Franciszek Gajewski napisał: „Kamiński zaś z pułkiem strzelców konnych Potockiego i z Krakusami mymi pociągnął na Pińczów i Skalmierz Pod tem miastem dognała nas jazda nieprzyjacielska. Była to ostatnia potyczka powstania, a raczej ucieczka…”
Wydarzenia te tak opisuje kronikarz: „Różycki swój Korpus obrócił ku Pinczowu, Kamińskiemu zaś rozkazał aby się trzymał w Stobnicy. Że zaś tenże juz się był udał napowrót ku Wiślicy, polecił mu więc Rożycki ażeby maszerował do Nidy. Lecz i teraz odparty został do Skalmierza aż tego powodu widział się Rożycki zmuszonym opuścić już 24 Września Pińczow, powierzył jednakże Pułkownikowi Zaliwskiemu, który do niego przybył i który mu był polecony z talentu i patriotyzmu, Strzelców Celnych Grothuza i Batalion 20 Pułku z rozkazem aby nad brzegami Nidy zasłaniał odwrót. Lecz Zaliwski tak zawiódł oczekiwania Generała, że przy pierwszym zbliżeniu się nieprzyjaciela oddział jego z 500 ludzi się składający, rozbity został, Rossjanie przeszli po mostach których nie zebrano i Zaliwski podług zeznania uratowanych z pobojowiska rannych Officerów nigdzie się w boju nie dał widzieć ” .
Pułkownik Józef Zaliwski, jeden z współtwórców Sprzysiężenia Wysockiego, który w czasie nocy listopadowej kierował atakiem na warszawski Arsenał, dostał się w tej bitwie do niewoli, jednak nierozpoznany, został z niej wypuszczony. Opisuje to zdarzenie w swych pamiętnikach: „Między Pińczowem a Szkalmierzem wpadłem z trzema oficerami w ręce moskali i byłem przekonany, że tu znajdę swój koniec, ile że jednocześnie prawie zabrana była do niewoli moja dawna kolumna pod majorem Dziewickim(…) Major Dziewicki(…) uprzedził wszystkich żeby się do mnie nie przyznawali(…)Co zaś do ubiorów wojskowych i broni, dzięki Kozakom którzy nas pierwszych wzięli i z takowych wyzuli, nie pozostało ich ani śladu(…)Wzięci za cywilnych, na nasze twierdzenie, zostaliśmy wypuszczeni…”.
W ramach zadania, by opóźnić marsz Rosjan, usiłowano spalić most na Nidzie przy pomocy słomy polanej smołą. Jeden z pamiętnikarzy Jan Bartkowski opisuje: „Po krótkim odpoczynku około 7 rano widziałem, jak się zabierano do obwijania słupów mostu słomą i oblewania smołą.” W trakcie tych działań na saperów podpalających most spadł ogień artylerii rosyjskiej strzelającej ze wzgórz nad miastem. Kozacy przeprawili się także wpław przez Nidę i zaatakowali od tyłu. Most mimo że już płonął nadawał się jednak do użytku. Przeszły po nim bezpiecznie dalsze oddziały jazdy rosyjskiej ścigające Polaków. Doszło do bezpośredniego starcia. W walce wyraźną przewagę mieli Rosjanie. Ze strony polskiej broń złożyli niedoświadczeni jeszcze w boju, kosynierzy. W sumie pod Pińczowem poległo i dostało się do niewoli 300 żołnierzy.
Reszta polskiego oddziału ostrzeliwując się i odpierając ataki kawalerii wycofywała się przez las w kierunku Michałowa. W samej wsi, polskie wojsko próbowało zorganizować silniejszy opór, korzystając z domów i zabudowań gospodarczych. Udało się silnym ogniem powstrzymać wroga. Jednak w wyniku zaciętej walki, Polacy wycofali się z płonących zabudowań. Gwałtowny ostrzał artyleryjski kartaczami zmusił w końcu polskie, karne czworoboki do poddania się. Część żołnierzy rzuciła się do ucieczki. Uciekających ścigała rosyjska jazda.
Padło w tej bitwie około tysiąca żołnierzy, dwudziestu oficerów. Ciężkie straty poniósł dwustuosobowy batalion Sandomierskich Strzelców Celnych majora Eustachego Grothusa i oddział dowodzony przez majora Nideckiego.
Różycki z resztkami swej armii udał się do Galicji, tam złożył broń przed Austriakami. Gen. Fiodor Rudiger ze swymi wojskami wtargnął do Krakowa gdzie wymógł na Austriakach wydanie broni złożonej przez oddziały Różyckiego. Na urągowisko Rosjanie przejmowali polską broń przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego granego przez rosyjską orkiestrę.
W Pińczowie w którym, w 1827 roku mieszkało 4238 mieszkańców, zaludnienie na przełomie lat czterdziestych spadło do 3960 osób co było spowodowane szalejącą cholerą przywleczoną przez wojska rosyjskie. Proboszcz w Pińczowie, w tym ciężkim czasie, były paulin, Grzegorz Suchański, miał wiele pracy przy pogrzebach, aczkolwiek biedotę chowano bez ceremonii w zbiorowych grobach poza miastem.
W latach powstania listopadowego spadły przychody kasy miejskiej wskutek zniszczenia miasta przez Rosjan. W 1830r. przychody Pińczowa wynosiły 9375zł. 28 gr., w 1831 r. wynosiły 9228zł. 05 gr., gdy rok przed powstaniem, w 1829 przychody miasta wynosiły 11225 zł.
1 Akta Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Galicji tyczące się kasy miejskiej w mieście Pińczowie, AGD Warszawa sygn. 2678




Jedna odpowiedź do “O dawnym Ponidziu – Powstanie Listopadowe”
Pożyteczna relacja, ale nie dość dokładna i nieco chaotyczna, a przez to nie łatwa do zrozumienia nawet dla osoby z tamtych stron.