Ojciec Pokorski: Staram się przekonywać, że to nie jest czarny koniec
Agnieszka Drabikowska: – Co by Ojciec powiedział dziś tym wszystkim, którzy w sobotę tam pod Smoleńskiem stracili bliskich, przyjaciół, znajomych?
Ojciec Leon Pokorski: – Gdy tracimy kogoś najbliższego, pojawia się ból, złość, załamanie. To są normalne reakcje, bo to bardzo trudna rzecz. Człowiek wierzący ból musi ukoić w grobie Chrystusa. Gdy Jezus umarł też wszyscy rozpaczali i okazało się, że z tego wielkiego bólu powstała wielka radość. Podczas uroczystości pogrzebowych zawsze staram się przekonywać słuchających, że to nie jest czarny koniec, tylko ta bliska nam osoba przechodzi tylko do następnego pułapu życia. Bo nie można w takich chwilach tracić nadziei, tylko wierzyć że spotkamy się z tymi bliskimi gdy na nas przyjdzie pora i czas i przejdziemy tam do nich na ten drugi brzeg.
Wciąż powraca też pytanie dlaczego? Dlaczego po 70 latach od czasu, gdy w katyńskim lesie zginęli polscy oficerowie, niemal w tym samym miejscu ginie kolejni Polacy? Dlaczego nas to spotyka?
Ojciec Leon Pokorski*: – To są trudne pytania, na które nikt nam nie odpowie. Bo czy powinniśmy mieć pretensje do Boga? A może do człowieka, bo być może to był ludzki błąd? A może to niemoc sprzętu, który powinien być na pokładzie? Niewątpliwie smutek po tym wszystkim jest ogromny. Czy Bóg chciał takiej ofiary? Przecież Bóg daje nam życie i wolność.
Myślę dużo o prezydencie Ryszardzie Kaczorowskim. Znaliśmy się, przyjaźniliśmy się, wiele razy spotykaliśmy. Tyle w życiu przeżył i zginął tam w Katyniu. Czekaliśmy na niego tutaj w klasztorze, miał świętować z nami 800-lecie zakonu franciszkanów, obiecał, że przyjedzie w pierwszym wolnym terminie. Niestety, już się nie zobaczymy. Od soboty sam próbuje sobie to wszystko poukładać. Bo to przecież tutaj u nas w Pińczowie powstała pierwsza kaplica katyńska „Golgota Wschodu”. Ksiądz prałat Zdzisław Peszkowski, kapelan rodzin katyńskich [zmarł w 2007 r. – red] zawsze o nich marzył. Zwierzył mi się kiedyś, że chciałby, żeby takie kaplice powstawały i tak to się zaczęło, to dlatego Golgota powstała właśnie tutaj. On przez całe swoje życie chciał przekazać ludziom jak najwięcej informacji o Katyniu, szczególnie młodym, bo przecież przez długi okres nie wolno było o tym mówić. Ta tragedia, sprawiła jedną ważną rzecz. Teraz, po 70-latach od tamtej strasznej zbrodni, o Katyniu dowiedział się cały świat.
Po tej tragedii ludzie się jednoczą, odwiedzają kościoły, politycy podkreślają: dziś nie ma partyjnych podziałów. To wszystko przypomina sytuacje jaka była pięć lat temu po śmierci Ojca Świętego. Jak długo to potrwa? Czy to daje nadzieję, szansę na koniec niepotrzebnych, czasem żenujących przepychanek, kłótni w Sejmie czy komisjach śledczych?
– Nasza polska mentalność jest taka, że w sytuacjach krytycznych euforia jest wielka. Polacy potrafią się solidaryzować gdy jest im źle. Na pewno nie będzie tak, że partie polityczne stracą swoją tożsamość ale myślę, że generalnie politycy mogą nabrać więcej klasy i kultury. Szansa jest, ale na cud jednak bym nie liczył.
* Ojciec Leon Pokorski jest franciszkaninem, wikariuszem klasztoru w Pińczowie
Rozmawiała Agnieszka Drabikowska



