Padlina w Nidzie
Ponownie w Nidzie pływają zwłoki zwierząt wyrzucone do rzeki przez ludzi. Tymczasem wczoraj brzegi były wręcz oblegane przez mieszkańców okolicznych miejscowości, którzy przyszli się tu schłodzić.
O zwierzętach wyrzucanych do Nidy pisaliśmy już w ubiegłym roku. Rzeką płynęło wówczas kilka padniętych świń. O interwencję prosili nas mieszkańcy, zbulwersowani tym faktem. Co roku jednak sytuacja się powtarza. Przed kilkoma dniami ponownie dotarł do nas sygnał, że w rzece w okolicach Staniowic leży rozkładająca się świnia. Pojechaliśmy sprawdzić.
Wczoraj brzegi Nidy niemal na całej długości oblegane były przez mieszkańców okolicznych miejscowości. W rzece kąpali się dorośli, ale również małe dzieci. Tak jest tu zawsze w upalne dni. Przeszukaliśmy około kilometrowy odcinek brzegów. Co prawda świniaka nie znaleźliśmy, ale smród doprowadził nas do rozkładającego się jakiegoś innego zwierzęcia, które zatrzymało się w gałęziach przewróconego do wody drzewa. Prawdopodobnie był to duży pies. Zaledwie kilkadziesiąt metrów obok kąpali się ludzie nieświadomi niczego.

– Nie widziałem żadnej padliny, ale dwie godziny temu minąłem się z wędkarzem, który mówił, że ktoś wyrzucił do rzeki świnię – potwierdził nam nasze informacje mężczyzna z Kielc, który przyjechał sobie nad Nidę wędkować.
Padlina w Nidzie, to nie tylko problem na terenie gminy Sobków. – Kiedyś byłem na rybach za Pińczowem. Wszedłem w szuwary i nagle buchnął taki smród, że chciało mnie udusić. W trzcinach leżała krowa – mówi mężczyzna z Kielc, napotkany przez nas wczoraj nad Nidą.
– Jak nazwać takie zachowanie ludzi? Głupota to za delikatne słowo – usłyszeliśmy od jednego z mężczyzn napotkanych nad rzeką.
Do mieszkańców o zachowanie zdrowego rozsądku apeluje również Tadeusz Domińczak, wójt gminy Sobków. Gmina ta podpisała umowę z zakładem utylizacji zwierząt, na odbiór padliny z gospodarstw. – Wystarczy tylko zadzwonić, a przyjeżdża ekipa i zabiera padniętego zwierzaka zupełnie za darmo. Nie płaci się za to ani grosza – apeluje wójt Domińczak.
Warto posłuchać wójta Domińczaka. Jest to z pewnością praktyczniejsze rozwiązanie. Nie trzeba się męczyć z załadowaniem padliny, wywiezieniem jej, a przede wszystkim nie ryzykuje się zdrowiem ludzi, którzy co prawda na własne ryzyko, ale kąpią się w rzece. Strzeżonych i zbadanych kąpielisk nie ma tu niegdzie w okolicy.
Za wyrzucanie padliny, grożą bardzo wysokie mandaty. My apelujemy do wszystkich, którzy zauważą, że ktoś wywozi zdechłe zwierzęta, by spisali numer rejestracyjny pojazdu oraz jak najszybciej powiadomili policję.



