Pińczowskie igrzyska
Policja przygląda się przetargom i projektom od dawna. Prokuratura musiała wznowić postępowanie w sprawie remontu parku. Przewodniczący Komisji Rewizyjnej zrezygnował z mandatu radnego. Ale przewodniczący Rady Miejskiej Henryk Szmit i prawnicy Urzędu Miejskiego Pińczowa są przekonani, że nic specjalnego się nie dzieje.
Dramatyczna sesja Rady Miejskiej ujawniła tydzień temu, jak wielce niepokojące są poczynania władz Pińczowa. Marnotrawienie pieniędzy publicznych, „ustawianie” przetargów, kłamstwa – to tylko niektóre z zarzutów, jakie padły z ust byłego już przewodniczącego Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej, Leszka Połetka. Wszystko za sprawą kontroli dokumentacji dwóch inwestycji za pieniądze unijne. Dokładniej chodzi o budowę kompleksu basenów odkrytych nad pińczowskim zalewem i hali widowiskowo-sportowej przy Szkole Podstawowej nr 1 w Pińczowie.
Zdaniem trzech z pięciu członków Komisji Rewizyjnej, w trakcie przeprowadzania przetargów na opracowanie dokumentacji technicznej tych obiektów złamane zostały wszelkie przepisy – od zachowania zasady równej konkurencji poczynając, na dyscyplinie finansowej finansów publicznych kończąc.
W związku z tym komisja powiadomiła przewodniczącego Rady Miejskiej o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i wystąpiła z wnioskiem o zgłoszenie tego faktu do prokuratury. Ten jednak opierając się na opinii prawnej radcy prawnego zatrudnionego na etacie w Urzędzie Miejskim Pińczowa uznał, iż problemu nie ma.
Czy o to chodzi?
Tymczasem – odbiegając na chwilę od projektów – jest oczywistym faktem, iż władze Pińczowa wzięły się za przebudowę Rynku nie mając projektu. Projektu, który pokazywałby co ratusz chce osiągnąć po zakończeniu przebudowy zieleńca w centrum miasta.
W tej chwili bałagan w dokumentacji ponownie sprawdza prokuratura pińczowska. Ponownie, gdyż pierwsze dochodzenie zakończyło się jego umorzeniem. Dopiero Prokuratura Apelacyjna w Krakowie nakazała prokuraturze pińczowskiej ponowne przyjrzenie się sprawie. Dlaczego? Dla przykładu: z posiadanych przez nas informacji wynika, że prace przy brukowaniu parku zakończyły się nim Urząd Miejski podpisał umowę z firmą, która ten bruk układała. To tylko jedna z wielu nieścisłości związanych z tą inwestycją.
Ale okazuje się, że nieważne są losy miasta, gdyż ważniejsza od nich jest dyscyplina partyjna. Taką przynajmniej zasadę zastosował klub Polskiego Stronnictwa Ludowego w samorządzie pińczowskim, który zobligował swoich członków do dyscypliny podczas głosowań. – Ta rada jest ubezwłasnowolniona – zarzucił samorządowi były już radny Leszek Połetek, były przewodniczący Komisji Rewizyjnej. Te gorzkie słowa padły, gdy nawet wniosek o przesunięcie czytania protokołu pokontrolnego Komisji Rewizyjnej z końca porządku obrad na ich początek przepadł w głosowaniu. Większość samorządu nie chciała, by relacja Komisji Rewizyjnej z kontroli dokumentacji inwestycji odczytana została przy pełnej sali.
Plan jest, ale…
Porównując plany innych gmin z planami gminy Pińczów, tutaj niewiele się dzieje. Niby jest plan jej rozwoju, jednakże w tym roku nie powstanie żadna nowa droga, nie będzie remontów ulic. Owszem, mówi się o wymianie oświetlenia na ulicy Batalionów Chłopskich, ale jest to inwestycja wspólna gminy Pińczów, Zarządu Dróg Wojewódzkich oraz Zakładu Energetyki.
Własnych planów Urząd Miejski raczej nie ma. Nikłe ma też szanse na skorzystanie z pieniędzy unijnych na budowę wodociągów na wsiach. Dla wyjaśnienia: z ponad czterdziestu wsi wchodzących w skład gminy Pińczów ledwie połowa jest zwodociągowana. Pozostałe czekają.
Jeśli wierzyć wiceburmistrzowi Janowi Bębenkowi, odpowiedzialnemu za inwestycje w gminie, Pińczów nie dostaje pieniędzy unijnych z powodów… politycznych. Tyle tylko, że potężny projekt z początków sprawowania władzy obecnej ekipy, pod szumną nazwą „Ekorozwój Ponidzia poprzez wodociągowanie i kanalizację wsi” z kilkunastu wodociągów i kanalizacji w północnej części gminy skurczył się do kilku wodociągów i kanalizacji Skrzypiowa. A to też dlatego, że gmina Michałów chce podłączyć się do pińczowskiej oczyszczalni ścieków. Wsią graniczną pomiędzy obydwiema gminami jest właśnie Skrzypiów. Stąd projekt.
Plany te zastąpiły projekty budowy hali sportowej i basenów odkrytych. Notabene w naszym klimacie przydatnych dwa miesiące w roku. Jeśli wierzyć kosztorysom, ich budowa ma kosztować ponad 6 milionów złotych.
Niech będą igrzyska?
Z naszych obserwacji wynika, iż to, co do tej pory najlepiej udaje się władzom gminy Pinczów, to obchody różnego rodzaju świąt. Niezliczone akademie, konkursy, turnieje, festyny, prezentacje, mecenat nad kulturą. Najnowszy projekt to obchody roku kardynała Zbigniewa Oleśnickiego w 550 rocznicę jego śmierci. Niestety, nikt nie jest w stanie powiedzieć ile to kosztuje kasę gminy.
– Nie ma chleba, niech więc będą igrzyska. Słyszę o biciu medali pamiątkowych i o stawianiu pomnika kardynałowi Oleśnickiemu w ramach obchodów jego roku. Ale czy ktoś może mi powiedzieć ile to będzie kosztowało? – pytał w piątek były przewodniczący Komisji Rewizyjnej Leszek Połetek.
Idąc w ślad za jego pytaniem próbowaliśmy w środę ustalić, jaką kwotę na obchody roku kardynała przeznaczyło miasto. Okazuje się, że nie wiadomo. Burmistrz Łukasz Łaganowski nie znał jej. Jego zastępca, wiceburmistrz Jerzy Lechowski mówił o pięciu tysiącach złotych, które mają być wydane do lipca 2005 roku. Jaką sumą zamknie się słupek po zakończeniu wszystkich uroczystości, również nie był w stanie nam powiedzieć.
Szansa w tym, że… nie dadzą?
Z ubiegłopiątkowych „przepychanek” samorządowców wynika także, iż budżet gminy może nie udźwignąć ciężaru trzech wielkich inwestycji: budowy obiektów sportowych – hali sportowej, kompleksu basenów odkrytych i dokończenie budowy krytej pływalni. Z cytowanych podczas debaty rozmów kuluarowych wynika, że jedyna nadzieja na ratowanie finansów gminy w tym, iż wnioski te… nie dostaną akceptacji, a tym samym dofinansowania unijnego, co pozwoli wyrzucić je z planów inwestycyjnych miasta.
Problem w tym, że w zamian nie ma nic, gdyż nie ma projektów, które można by w to miejsce zgłosić. Nie zmienia to faktu, iż od czasu do czasu ratusz „chwali się” karkołomnymi pomysłami, jak na przykład odbudowa fragmentu pińczowskiego zamku czy też przedłużenie trasy ciuchci z Pińczowa do Młodzaw.
Na problemy te od dawna zwraca uwagę radna Wioletta Wajs-Urban. Podczas głosowania nad tegorocznym budżetem chciała na przykład wiedzieć, jakie będą koszty utrzymania trzech nowych obiektów sportowych, jeśli one powstaną. Niestety, nikt nie odpowiedział na jej pytanie.
– Od dawna docierały do nas sygnały, że z projektami inwestycji za pieniądze unijne nie dzieje się najlepiej – powiedział nam komendant policji pińczowskiej, podinspektor Jan Kowalski. – W tej chwili już drugi miesiąc czekamy na dokumenty, o które zwróciliśmy się do Urzędu Miejskiego – dodał.
* * *
Reasumując. Protokół Komisji Rewizyjnej zawisł w próżni. Podczas piątkowej sesji Rada Miejska nie głosowała ani za jego przyjęciem, ani za odrzuceniem. Zdaniem sekretarza gminy Jana Szarawary, nie było takiej potrzeby. Tak więc wyniki kontroli przeprowadzonej przez komisję „zakończyły” żywot w rękach przewodniczącego rady. Zakończyły, gdyż ten nie uzyskał potwierdzenia, iż Komisja Rewizyjna, powołana z mocy ustawy o samorządzie do kontroli pracy burmistrza, ma rację. Jakość pracy ratusza badał prawnik zatrudniony w tym urzędzie na etacie.
Kto potrafi napisać wniosek?
Komisja Rewizyjna stwierdziła między innymi bezzasadne wydawanie pieniędzy z kasy gminy. Chodzi o to, że do przygotowania wniosków o dotacje z Unii Urząd Miejski… wynajął sobie firmę. Przygotowanie trzech kompletów dokumentów na budowę wspomnianych wcześniej hali sportowej i basenów odkrytych oraz na dokończenie budowy krytej pływalni kosztowało kasę gminy… 60 tysięcy złotych! Mimo że usługa była droga, nie odbył się na nią przetarg. Urząd Miejski zamówił wypełnianie wniosków dla każdego projektu oddzielnie. – Wszystkie gminy kompletowały dokumenty własnymi siłami, a u nas nie ma ani jednej osoby, która potrafiłaby to zrobić? – pytał w piątek Połetek.
Nierealny termin i… szybka wypłata
Jeśli trzymać się ściśle umowy, na narysowanie projektu hali widowiskowo-sportowej, z widownią dla czterystu osób, firma, która wygrała przetarg, miała… pięć dni. Projekt powstał po prawie miesiącu. Tyle że nie był kompletny. Nie przeszkodziło to kasie gminy wypłacić firmie 70 procent (bez mała 90 tysięcy złotych) należności za tak wykonaną pracę. Pieniądze wyszły na początku grudnia 2004 roku. Tymczasem jeszcze w lutym 2005 roku Wydział Infrastruktury Technicznej słał ponaglenia w sprawie dokończenia dokumentacji hali.
A startowali wspólnie…
Starcie władzy uchwałodawczej w osobie byłego już przewodniczącego Połetka z władzą wykonawczą w osobach burmistrza Łaganowskiego i jego zastępcy Bębenka to konflikt kolegów z tego samego komitetu wyborczego. Cała trójka bowiem kandydowała z tej samej listy – „Sami o Sobie”. Łaganowski zdobył mandat radnego i wygrał pierwsze bezpośrednie wybory na burmistrza. Połetek został radnym. Bębenek, notabene szef komitetu na powiat Pińczów, nie wszedł do rady powiatu, do której kandydował. Po wyborach Łaganowski zaproponował mu wiceburmistrzostwo, a ten je przyjął, rezygnując z dyrektorowania w Szkole Podstawowej nr 1 w Pińczowie.
Odpowiedź burmistrza
W odpowiedzi na wystąpienie przewodniczącego Połetka burmistrz Łukasz Łaganowski stwierdził, iż nie miał on prawa… napisać protokołu. Powołując się na statut gminy dowodził, iż dokument ten powinien napisać pracownik biura rady, oddelegowany do pracy z Komisją Rewizyjną. Komisja zaś, po przeczytaniu, powinna się pod nim jedynie podpisać. Na temat samych zarzutów burmistrz Łaganowski nie miał nic do powiedzenia.



