Poseł Nowak interweniował
W czwartek napisaliśmy, że tajemnicą pozostanie nazwisko tego, kto ze starachowickiej komendy policji wyniósł poufne dokumenty. Ale być może dowiemy się, dlaczego trzy lata temu nikt z policji nie zawiadomił o tym prokuratury, zaś prokurator zawiadomiony dopiero dwa lata później – nie zainteresował się sprawą pod tym kątem.
Wydarzenia, o których mowa, miały miejsce przed trzema latami, ale światło dzienne ujrzały dopiero w listopadzie ub.r. Wtedy to do naszej redakcji trafiły poufne dokumenty starachowickiej policji zawierające operacyjne informacje policjantów, m.in. marki i numery samochodów, którymi mogą poruszać się konkretni przestępcy. Według anonimowego znalazcy leżały one na wysypisku śmieci niedaleko budynku komendy.
Szefowie starachowickiej policji odebrali od „Gazety” „znalezisko”, zapowiedzieli intensywne śledztwo w komendzie i zawiadomienie prokuratury. Już następnego dnia okazało się, że owe dokumenty zaginęły policji w 2000 roku. Zostały wyrwane z tzw. książki zadań zleconych dla plutonu patrolowo-interwencyjnego, który podlegał wydziałowi prewencji. Szefem prewencji był wtedy obecny komendant. Co dziwne, nikt wówczas nie powiadomił prokuratury o zgubie, mimo iż informacje tam zawarte stanowiły ciekawą lekturę dla przestępców. Przeprowadzono jedynie wewnętrzne śledztwo w komendzie. Winnego jednak nie znaleziono. Sprawcy nie ustaliło także dochodzenie zakończone niedawno przez Prokuraturę Rejonową w Starachowicach. Zostało umorzone.
Po naszym artykule poseł Zbigniew Nowak zainteresował się tym, dlaczego policja nie powiadomiła prokuratury o zgubie już trzy lata temu. – To zwykłe matactwo służące ochronie kolegów. Niezawiadomienie o przestępstwie jest przestępstwem. To wskazuje, że policja po prostu chowa śmieci pod dywan – mówił poseł.
W czwartek Nowak skontaktował się z zastępcą prokuratora rejonowego w Starachowicach. – Prokuratura nie badała, dlaczego nie powiadomiono jej o popełnionym przestępstwie. Chcę aby zbadano, czy prokurator prowadzący to śledztwo nie naruszył dyscypliny służbowej. Będę też wnosił, aby sprawa została podjęta na nowo – wyjaśnił poseł. Zapowiedział, że wyśle (dzisiaj – red.) w tej sprawie pismo do krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej. Uważa, że starachowicka prokuratura nie powinna w ogóle prowadzić tej sprawy, by nie być posądzoną o stronniczość.



