Powódź w Pińczowie ?
Śniegu napadało tyle, że mieszkańców zagrożonych powodzią terenów może uratować tylko łaskawa aura. Na razie pogoda sprzyja. Stan ostrzegawczy przekroczyła tylko Nida pod Pińczowem.
Wczoraj byliśmy nad Nidą koło Pińczowa, gdzie woda zwykle spiętrza się na nieuregulowanym odcinku rzeki. Całe koryto pokryte było spiętrzoną krą, właściwie nie widać nurtu wody. Obok mostu na drodze na Kazimierzę Wielką woda wylała aż pod wały, tworząc gładką, lodową taflę dwa razy szerszą od samego koryta. Obok miejscowości Pasturka (przy drodze na Busko Zdrój) woda wylała się na pola, podtapiając słupy elektryczne.
– Cały czas obserwujemy to miejsce. Nieuregulowana rzeka i łachy piasku powodują, że jak przybiera woda, to najpierw tu wylewa. Mamy nadzieję, że prognozy pogody się sprawdzą i nie dojdzie do gwałtownego topnienia śniegu – usłyszeliśmy w Powiatowej Komendzie Straży Pożarnej w Pińczowie, gdzie cały czas czuwa powiatowy sztab kryzysowy powołany po gwałtownych opadach śniegu.
Według służb wojewody sytuacja w województwie nie jest jednak niebezpieczna, a prognozy meteorologiczne dobre. Przynajmniej do weekendu nie grozi nam gwałtowne ocieplenie, a więc i przybranie wód w rzekach. Na Nidzie pod Pińczowem woda w ciągu ostatniej doby opadła o 40 cm.
– Rozumiem zaniepokojenie mieszkańców. Mają się czego bać, skoro w ubiegłym roku jednodobowe opady spowodowały taką klęskę. Bądźmy dobrej myśli, że coś takiego się nie powtórzy – mówi Andrzej Pabich, sekretarz Wojewódzkiego Sztabu Przeciwpowodziowego. Zapewnia, że po lipcowej powodzi w całym województwie wszystkie przerwy w wałach zostały naprawione. – Woda we wszystkich rzekach jest w granicach stanów średnich. Na Wiśle do Szczucina poniżej średniej, od Sandomierza do ujścia Raby trochę powyżej – wylicza Pabich.
Jedynym pozytywnym skutkiem lipcowej powodzi jest to, że po niej wszystkie wały przeciwpowodziowe zostały zinwentaryzowane. Teraz służby wiedzą, gdzie są najsłabsze miejsca i mogą tam przygotować się do szybkiej interwencji w razie niebezpieczeństwa.



