Sam chciał jechać na policję!
PIŃCZÓW. 26-latek z Pińczowa wytropił złodzieja, który go okradł w knajpie. Na spotkanie z nim wysłał… czterech kolegów. Ale zamiast rabusia przyszedł… Bogu ducha winny „zastępca”. I już po chwili rozmowy prosił o podwiezienie na policję…
Takie interesujące zdarzenia rozegrały się w Pińczowie. Tam we wtorkową noc w jednym z lokali na kanapie zasnął zmęczony 26-latek. A kiedy się obudził okazało się, że nie ma rzeczy wartych tysiąc złotych – m.in. telefonu komórkowego portfela, odtwarzacza MP3, zegarka, zapalniczki, scyzoryka.
Mężczyzna nie zgłaszał tego policji, tylko sam postanowił odnaleźć złodzieja. Zaczął zatem rozpytywać w mieście, czy ktoś nie ma do sprzedaży po okazyjnej cenie takiego modelu komórki, jaki mu skradziono.
– I znalazł tego, kto go okradł – opowiada Mirosław Myca, oficer prasowy pińczowskiej policji. – Ale ponieważ mężczyzna nie miał przy sobie aparatu, umówili się na spotkanie później.
I do tego spotkania doszło. Ale 26-latek nie poszedł na nie – wysłał za to czterech swoich znajomych. Na podobny pomysł wpadł też złodziej.
– Nie stawił się osobiście, tylko poprosił 23-letniego znajomego, by poszedł za niego, obiecał mu za to wino – dodaje oficer.
Nieświadom niczego 23-latek spotkał się z tamtymi, a ci tak go „przesłuchiwali”, że po kilku minutach prosił ich, żeby go odwieźli do komendy policji. I tam trafił, policjanci zatrzymali też jego „zleceniodawcę”. Odzyskali wszystkie rzeczy skradzione 26-latkowi.



