Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Nida Pińczów zakończyła sezon zwycięstwem. Godne zwieńczenie jubileuszowego roku.

4 komentarze

Stracone pokolenie = bezrobotne pokolenie

30 lipca 2011 | , | Wyświetleń: 751

Według różnych szacunków pomiędzy czerwcem a wrześniem, szkoły wyższe opuści 600 tysięcy absolwentów, większość z nich rozpocznie wyścig o „dobro” reglamentowane, które stanowi dziś podstawę przynależności do odpowiedniej grupy społecznej, czyli: o pracę. Wraz z zajęciem pozycji przez nową grupę na starcie: bieżni  która równie dobrze mogłaby się nazywać „drogą przez mękę”, po raz kolejny rozpoczęła się dyskusja na temat, który można ująć jednym retorycznym pytaniem: Co się stało z naszą pracą?


Wsłuchując się w debatę publiczną, na powyżej wskazany temat, można dojść tylko do jednej bezsprzecznej konkluzji, że wszyscy na coś narzekają. Przedsiębiorcy na fatalny stan przygotowania absolwentów studiów wyższych do przyszłej pracy, absolwenci na brak perspektyw, eksperci na fatalny stan szkół wyższych, szkoły wyższe na brak odpowiedniego finansowania i tak w nieskończoność. Nikt jednak nie jest w stanie zaproponować dobrego rozwiązania, albowiem takiego rozwiązania nie ma. Sytuacja młodych ludzi wchodzących na rynek pracy, wynika z bardzo dużej liczby przenikających na siebie czynników takich jak: sytuacja gospodarcza, wzrost gospodarczy, koszty pracy, kierunek studiów, liczba absolwentów itd.. W zależności od zmiany tych czynników sytuacja młodych ludzi na rynku pracy jest dobra lub zła. To nie oznacza, że nie ma winnych istniejącego stanu rzeczy, oczywiście są, natomiast błędem jest przyjmowanie, iż to sami absolwenci odpowiadają za stan swojego przygotowania po zakończonych studiach. Winny temu jest cały system edukacji wyższej, ale przede wszystkim sami wykładowcy i uczelnie.


Młody człowiek po skończonej szkole średniej zastanawia się nad tym czy dalej kontynuować naukę, czy zostać w rodzimej miejscowości czy wyjechać. Na przykładzie Pińczowa, osoby które idą na studia, najczęściej wyjeżdżają, dużo jest również takich osób, które rozpoczynają studia w Kielcach pozostając na miejscu. Sytuacja komplikuje się zaraz po otrzymaniu dyplomu, ponieważ ci którzy wyjechali mają łatwiejszą sytuacje i możliwości wyboru ewentualnej drogi kariery zawodowej. Natomiast osoby które pozostały w większości zostają na straconej pozycji. Oczywiście nie jest to reguła, albowiem są tacy którym jakoś się udaje, ale wynika to przede wszystkim z ich pozarynkowych możliwości odnalezienia się w danej rzeczywistości.


Sytuacja pińczowskiego rynku pracy i wynikająca z niego struktura społeczna w żadnym stopniu nie odbiega od ogólnych ram przyjętych w całej Polsce. Nasz kraj od lat dzieli się na Polskę A i Polskę B. Polska A to przede wszystkim duże aglomeracje, do których najczęściej emigrują młodzi pińczowianie, najczęściej jest to Kraków, ale również Warszawa, Wrocław oraz inne większe miasta. Pińczów oczywiście wpisuje się do drugiej grupy, czyli Polski prowincjonalnej, która pomimo dużego rozwoju pozostaje w ogonie we wszystkich sferach gospodarczej, społecznej, kulturalnej. Rynek pracy na prowincji oraz rynek w aglomeracjach różni się od siebie diametralnie, przede wszystkim pod względem podaży. Struktura społeczna i rynku pracy w Polsce B, jest do siebie bardzo podobna, stąd do sytuacji na naszym podwórku możemy w analogiczny sposób dostosować wnioski do jakich doszli badacze rynku pracy z innych rejonów Polski. Idealnie do naszego regionu pasują konkluzje do jakich doszedł prof. Wojciech Łukowski z UW w ramach badań jakie przeprowadził w Ełku na Mazurach. Ełk jest dużo większym miastem, bo 50-60 tysięcznym, jednakże również wpisuje się do Polski prowincjonalnej i problemy jego rynku pracy, są identyczne do tych w Pińczowie.


Według Łukowskiego cały polski rynek pracy ma charakter dualny, to znaczy dzieli się na segment uprzywilejowany i podrzędny, a pomiędzy tymi segmentami jest szyba, co oznacza, że przepływ pracowników jest niemożliwy albo mocno ograniczony. W segmencie podrzędnym praca jest nisko płatna i raczej na umowę niż na etat. Taki schemat rynku pracy, występuje we wszystkich krajach zachodniej Europy, natomiast specyfika Polska polega na tym, że segment uprzywilejowany jest reglamentowany. Jednym słowem mówiąc, pracę w tym segmencie po prostu się rozdaje. Na prowincji tego typu proceder przybiera skrajny charakter, w Pińczowie reglamentowane jest praktycznie każde nowo powstałe stanowisko pracy, od palacza zaczynając, aż po specjalistę w urzędzie. Oczywiście w sektorze podrzędnym powstają miejsca pracy, które są obejmowane przez osoby nie posiadające znajomości, koneksji czy też innych wpływów, jednak jest ich mało i najczęściej są nisko płatne.


Na czym polega reglamentacja pracy w sektorze uprzywilejowanym, polega na tym, że jedni mają szansę ją dostać inni natomiast nie, choć ich kompetencje są porównywalne. Co jest zatem kluczem do zdobycia etatu, oczywiście znajomości oraz pozycja zajmowana w grupie uprzywilejowanych, która ma wpływ na podział miejsc pracy. Wszystko odbywa się w przyjacielskiej, ciepłej, milej atmosferze. Wydaje się, iż powyższa teza nie jest niczym nadzwyczajnym, słyszy się o niej na każdym rogu ulicy. Jednakże badania prof. Łukowskiego potwierdziły ją w sposób niezaprzeczalny, podając również pewne skrajne przykłady. W jednej z badanych miejscowości ogłoszono konkurs na specjalistę w urzędzie. Do wyścigu wystartowało kilkanaście osób, wśród nich dziewczyna która skończyła Sorbonę,  oraz osoba która zrobiła dyplom zaocznie w jakiejś małej prywatnej uczelni. Komisja konkursowa zrobiła wszystko, żeby konkurs wygrała odpowiednia osoba i na pewno nie była to absolwentka Sorbony. Dziewczyna nie należała do tej odpowiedniej grupy, podniosła poprzeczkę tak wysoko, że sam burmistrz poczuł się zagrożony. Oczywiście nasza bohaterka znajdzie pracę w dużym mieście, ale podana miejscowość straciła młodego człowieka mającego olbrzymie możliwości i potencjał, co w naszych czasach jest czymś bezcennym.


Wracając do naszej regionalnej rzeczywistości, cały czas pozostaje pytanie: Czy w Pińczowie pracę się rozdaje? Patrząc na sektor publiczny, odpowiedź nie jest taka oczywista, burmistrz oraz starosta powiatowy, często organizują konkursy na wolne stanowiska pracy. Takich konkursów w ciągu 2010 i 2011 roku odbyło się kilka, dokładniej dwa w urzędzie gminy oraz trzy w starostwie powiatowym. Przy każdym z nich pojawiały się pytania co do rzetelności ich przeprowadzenia, burmistrz przy zapytaniach internetowych zawsze odpierał zarzuty co do ingerencji w wynik każdego z przeprowadzonych naborów. Uderza natomiast nikła ilość nowych miejsc pracy w podstawowych urzędach. Wydaje się, iż również w innych instytucjach takie miejsca pracy nie powstają. Dlatego nacisk osób które mają interes w odpowiednim rozstrzygnięciu konkursu musi być ogromny. Osoby z kręgu uprzywilejowanego, próbują za wszelką cenę umieścić na danym stanowisku swoich protegowanych. Nacisk ten również jest zauważalny co do przymusu tworzenia nowych miejsc pracy. Nowe miejsca pracy samorządy w całej Polsce tworzą ponad miarę, powodując coraz większe koszty obsługi administracyjnej i uszczuplanie swoich budżetów.


Ilość osób które poszukują pracy jest ogromna, pewnym buforem co do rosnącego popytu na pracę, wydają się staże absolwenckie, jednakże ich podejmowanie również jest reglamentowane, ze względu na brak funduszy w zasobie urzędy pracy w Pińczowie, co wynika z faktu, iż w całej Polsce przeznaczono na aktywizacje zawodową, zamiast 7 miliardów złotych tylko 3,5 miliarda. Pomimo mniejszych funduszy w 2011 roku podpisano 54 umowy z pracodawcami z obszaru całego Powiatu. Większość tych pracodawców pochodziła z sektora publicznego. Podane dane dotyczą jedynie miesiąca marca oraz kwietnia i uwzględniają wszystkie podjęte staże, nie tylko te absolwenckie. Z pewnością ich ilość nie jest imponująca, ale fakt ich podejmowania przez świeżo upieczonych absolwentów nie jest niczym nadzwyczajnym, ponieważ taki staż ma na celu zdobycie większego doświadczenia oraz przeczekanie dość ciężkiego dla młodego człowieka okresu w jego życiu. Większość osób po odbyciu stażu nie zajmuje nowego stanowiska pracy u swojego pracodawcy, również nikt nie monitoruje co dalej dzieje się z takimi osobami. Najprawdopodobniej część wyjeżdża, a część znajduje pracę w sektorze podrzędnym. Nad reformą staży absolwenckich, zastanawiają się wszyscy: pracodawcy, politycy, eksperci, jednak nikt do tej pory nie zaproponował żadnego dobrego rozwiązania. Może dobrą propozycją mogłoby być podejmowanie stażu już na studiach, również stacjonarnych zamiast obowiązkowych praktyk studenckich, które w dzisiejszych czasach stały się po prostu fikcją.


W sektorze prywatnym proceder reglamentacji pracy, powinien być względnie ograniczony? Nic bardziej mylnego. W Pińczowie większość przedsiębiorców to osoby prowadzące małe i średnie przedsiębiorstwa, mają swoje wpływy oraz znajomości, stąd do pracy również przyjmują osoby, które znają. Nie można mieć o to do nich żadnych pretensji, każdy prowadzi swoją firmę tak jak chce, więc dlaczego nie miałby zatrudnić kogoś kto daje pewność zaufania i lojalności. Jednakże postępowanie przyjmowania po znajomości dotyczy często dużych podmiotów, które powinny kierować się zasadami wolnorynkowymi, ale przecież w dużych firmach też pracują ludzie, mający swoje wpływy i znajomości.  Dopóki w naszym mieście nie powstaną nowe przedsiębiorstwa nastawione na produkcję lub usługi, do których niezbędni będą pracownicy z wysokimi kwalifikacjami, dopóty będzie trwał powyższy stan rzeczy.


„Odrzuceni przez lokalny rynek pracy muszą jej szukać w dużych miastach lub za granicą. Tam mogą odnieść sukces, nie mając zaplecza, ale bardzo często ulegają deklasacji przy podrzędnej pracy i związanej z tym kulturowej degradacji”. Niniejsza teza prof. Łukowskiego fantastycznie wpisuje się w sytuację pińczowskiej młodzieży wyjeżdżającej za pracą. Oczywiście część z nich znajdzie pracę na miarę swoich kwalifikacji, ambicji i aspiracji, ale większość zasili zagraniczny lub aglomeracyjny podrzędny segment pracy. Pomimo tego, że posiadają odpowiednie kwalifikacje, skończyli studia, znają języki. Szklany sufit stanie się faktem, faktem również będzie rosnąca frustracja tych ludzi, każdy z nich postawi sobie pytanie: Dlaczego ja?


To co uderza najbardziej to brak jakiejkolwiek refleksji ze strony polityków i  samorządowców. Wynika to z faktu, że sami należą do grupy uprzywilejowanej i wszelkie działania jakie podejmują robią przede wszystkim z myślą o tej grupie. Jak zauważa Łukowski: „To nie jest przypadek, że samorząd obsesyjnie skupia się na infrastrukturze, a nie zauważa zwykłego człowieka. Teraz wszyscy budują baseny. Każda gmina ma ambicje posiadania basenu. A czemu nie ma ambicji poprawy demografii?”  Tym ostatnim pytaniem zauważony został problem, który w szczególności dotyczy naszego regionu. Pińczów się wyludnia i praktycznie każdy z włodarzy miasta zdaje sobie z tego sprawę, ale nikt nie podejmuje żadnych działań w tym kierunku. Dodatkowo cała Polska B, oraz Pińczów, traci to co jest największym kapitałem każdego kraju europejskiego, czyli najzdolniejszych, najbardziej utalentowanych, dobrze wykształconych młodych ludzi. Ludzi którzy mogliby stanowić podstawowy czynnik rozwoju, każdego miasta, nawet tak małego jak Pińczów. Natomiast widać coraz bardziej budowanie skostniałych powiązań w ramach grupy uprzywilejowanych obywateli oraz ich dzieci. Widać to na przykładzie urzędników gminnych, powiatowych, którzy coraz bardziej są pozbawieni empatii, wejście w system reglamentacji eliminuje wśród nich własną inicjatywę. Stali się niezwykle konformistyczni. Nie do wyobrażenia jest, żeby jakiś urzędnik z własnej inicjatywy powiedział burmistrzowi, że coś powinno wyglądać inaczej, że on ma jakąś inną wizję. 


Zatrzymując się przy szkolnictwie wyższym, co ma duże znaczenie dla tych którzy składają podania na studia i dla tych którzy studia już kończą, należy zauważyć, że coraz głośniejsze są opinie o fatalnym przygotowaniu absolwentów do pracy zawodowej. Dochodzi nawet do sytuacji częstego utyskiwania na młodych ludzi, że nie nadają się do żadnej pracy, że nie potrafią samodzielnie myśleć, a mają tylko wygórowane ambicje. Jest to oczywiście stanowisko dosyć radykalne i praktycznie nie dające się obronić. Nie wiadomo, skąd pojawiają się te głosy kiedy prawie 60 % przedsiębiorców przede wszystkim zwraca uwagę nie na wiedzę absolwenta, ale jego cechy osobowościowe oraz chęć do nauki. Należy zatem uznać, iż powyższa opinia została w szczególności wyeksponowana przez media.


Oczywiście istnieje problem kształcenia przez uczelnie wyższe, polega on przede wszystkim na archaicznym systemie nauczania, zabijaniu jakiejkolwiek inicjatywy własnej, nauki pamięciowej zamiast nauki umiejętności. W ten sposób możemy wyliczać w nieskończoność. Widać również fatalne nastawienie uczelni wyższych, które stały się praktycznie przedsiębiorstwami, a nie jednostkami naukowymi, większość nie prowadzi żadnych badań mających znaczenie dla innowacyjności polskiej gospodarki. Problem widać również wśród samych wykładowców, dla których najważniejsze jest utrzymanie istniejącego status quo. Po ogłoszeniu planu reform przez minister Kudrycką, wśród środowiska akademickiego podniosły się głosy oburzenia, ponieważ mimo, iż były bardzo racjonalne, to miały na celu zlikwidowanie wielu przywilejów całego środowiska.


Dziś wykładowcy uczelni wyższych nie chcą zauważać wybitnych studentów, pomimo tego iż na każdym roku i każdym kierunku można wypatrzeć kilku studentów wybijających się ponad przeciętność. Natomiast ilu z nich może zrobić doktorat, praktycznie żaden, albowiem żeby zdobyć pracę na uczelni trzeba mieć odpowiednie „wejścia” w odpowiednich kręgach. Zauważono również problem z wybieraniem kierunków nie przyszłościowych, w tym celu Państwo stworzyło program kierunków zamawianych, przede wszystkim technicznych, program świetny, jednak jak zwykle nasz system edukacji się spóźnił, ponieważ powinien być realizowany w okresie największego wyżu demograficznego kiedy ilość studentów jest bardzo duża, a program który będzie realizowany w okresie niżu, nie da zamierzonych rezultatów i inżynierów będzie nadal brakować.  


Sytuacja z roku na rok się zaostrza, pracy w segmencie reglamentowanym jest coraz mniej, natomiast ludzi na rynku pracy będzie przybywać. Otworzenie granic w 2004 roku, spowodowało bardzo duży exodus młodych ludzi na rynek zachodnioeuropejski, dla naszego rynku okazało się to zbawienne, ponieważ dokonał się odpływ „złej krwi”, czyli ludzi często dobrze wykształconych i sfrustrowanych wysokim bezrobociem. Popyt na miejsca pracy i ich podaż zostały zrównoważone. Natomiast w 2011 i następnym roku kryzys, który dotknął kraje zachodnie doprowadzi do wyhamowania emigracji Polaków, nacisk na upychanie uprzywilejowanych w sektorze publicznym jest znowu olbrzymi i przede wszystkim widać to w samorządzie. Cała klasa polityczna będąca beneficjentem opisanej w tym artykule reglamentacji nie potrafi zaproponować innego systemu, który rozwiązałby powyższe problemy.


Ludzie wykluczeni, którzy są wykluczeni nie z własnej winy, już nie chcą nimi być. Jest to podstawa do przyszłej rewolucyjnej zmiany, którą ci ludzie wymuszą, Już dziś widać to w Hiszpanii lub Portugalii, gdzie bezrobocie ludzi do 30 roku życia wynosi 44 %, w Polsce tylko 25%. Możliwa jest cały czas powolna zmiana systemu, jego stopniowe otwarcie, tak aby reguły jakimi rządzi się rynek pracy, były bardziej przejrzyste i otwarte. Wszystko jest zależne od woli polityków, jeżeli tej woli nie będzie, to można być pewnym, iż młodzi ludzie, jak to powiedział Juliusz Ćwieluch: „podpalą ten kram”, z pewnością nie teraz ale może za rok, dwa lub trzy chyba, że sytuacja na rynku pracy zmieni się diametralnie. Na razie biją głową w szklany sufit  i ci nie liczni może w końcu go rozbiją.  Polska straciła bezpowrotnie pokolenie wyżu demograficznego lat 1982-88. Pokolenie bezrobotne, odrzucone, wręcz poniżone.


Do napisania artykułu wykorzystano następujące materiały:
1. Rozmowa z prof. Wojciechem Łukowskim w: Polityka nr 18(2805), s. 18-21.
2. Materiały dostępne w BIP Powiat Pińczowski
3. Materiały dostępne w BIP Urząd Gminy Pińczów
4. Dokumenty do pobrania na: www.puppinczow.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com