Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Podsumowanie roku kulturalnego w Pińczowie.

0 komentarzy

Straszna śmierć w płomieniach

28 sierpnia 2007 | , | Wyświetleń: 785

Mieli tylko wywiercić otwory… Nie zdążyli uciec przed śmiercionośnym czadem, zginęli w podziemnej komorze.


Dwa ciała odnaleźli strażacy, kiedy opanowali ogień w przepompowni budowanej dopiero oczyszczalni ścieków w Mielcu. Pożar wybuchł wczoraj przed godziną 13. Śmiertelne ofiary płomieni to 24- i 25-letni mieszkańcy powiatu pińczowskiego.


TO BYŁO STRASZNE
Wielka, jeszcze nie działająca oczyszczalnia, budowana z pieniędzy unijnych, znajduje się na peryferiach Mielca. Przepompownia, w której wybuchł pożar stoi w głębi terenu, na którym została zlokalizowana budowla. Sprzed głównej bramy – wjazdu na miejsce budowy broni strażnik – niewiele można dostrzec. Owalny zielony budynek z osmolonymi oknami widać za to dobrze z sąsiadujących z oczyszczalnią ogródków działkowych Solidarność. Cały czas czuć w powietrzu intensywny zapach, od którego zaczyna boleć głowa. Tak, jakby spaliło się jakieś tworzywo sztuczne. – Straszne to było. Wielki słup ognia – opisuje jeden z działkowców.


SKĄD TEN OGIEŃ?
Wiesław Kluk, rzecznik prasowy Komendy Policji w Mielcu relacjonuje, że strażacy, którzy na miejscu zjawili się przed 13, ciała odkryli po półgodzinie. Zginęli dwaj mężczyźni, pracownicy firmy, która wykonywała zlecenie dla głównego wykonawcy. Dwaj inni pracownicy, mielczanie w wieku 24 i 50 lat, z podejrzeniem zatrucia czadem i lekkimi oparzeniami trafili do szpitala. Kiedy pojawiły się płomienie mężczyźni pracowali w komorze przepompowni umieszczonej kilka metrów w ziemi.
– Skąd wziął się ogień? – Trwają ustalenia. Wiemy tylko, że zapaliły się jakieś elementy konstrukcyjne – uściśla rzecznik.


ONI SIĘ UDUSILI…
Młodzi mężczyźni prawdopodobnie zginęli uduszeni dymem. – Oni pracowali niżej. Kiedy wybuchł pożar, my zdążyliśmy uciec, oni nie. Udusili się – opowiadają dwaj pracownicy, którzy właśnie wyszli przez bramę oczyszczalni. Nie chcą podawać więcej szczegółów. Na ich twarzach widać przerażenie.


– To byli młodzi ludzie. Mieli przed sobą całe życie. I taka tragedia – przedstawiciel podwykonawczej firmy mówi, że jego pracownicy wykonywali zleconą pracę na samym dnie przepompowni. Obsługiwali maszynę wiercącą otwory. – To było prawdopodobnie zaprószenie ognia. Ci, którzy pracowali nad nimi, nie z mojej firmy, „upalali” schody. Mieli palniki. Usuwali te schody, bo miały być zakładane nowe. Tam obok stała plastikowa maszyna przykryta płytami. I to ona zajęła się ogniem. Moi pracownicy nie zdążyli wyjść na zewnątrz. Zadusił ich dym.


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com