Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Po pracy zakładali robocze ubrania i wracali do szkoły. Zakończył się projekt Fundacji PGE

1 komentarz

„W życiu należy unikać prostactwa…”

13 października 2009 | , | Wyświetleń: 2 860

Zawodowo kojarzona z rolą Julii w serialu „Złotopolscy”. Prywatnie – pisarka, poetka, właścicielka hodowli świerszczy, dziecko nizin. 47 lat przeżyła ze swoją wielką miłością – wybitnym himalaistą i taternikiem Andrzejem Zawadą. Dla niego latała na paralotni, a nawet skakała w spódnicy z 4000 metrów… Wspólne życie opisała w książce „Życie z Zawadą”, która ukazała się w tym roku.



Iwona Senderowska: Aktorka, poetka, alpinistka, kobieta wielu pasji… z którą z tych ról utożsamia się Pani najbardziej?
Anna Milewska:
Te zainteresowania, bo pasja to za dużo powiedziane, wynikają jedna z drugiej. Jestem dzieckiem nizin, co zawsze podkreślam, a góry stanowiły dla mnie pewną egzotykę i stąd ta fascynacja. Mimo wszystko kocham niziny, a pustynia…o! to jest to co by mnie naprawdę fascynowało! Natomiast aktorstwo wyniknęło zupełnie przypadkowo, za namową mojej przyjaciółki. Teraz moje życie w dużej części wypełnia pisanie. Piszę wspomnienia, napisałam wielką księgę „Życie z Zawadą”, oprócz tego rozmaite wspomnienia – nie tyle beletrystyczne, co historyczne, bo właściwie moją pasją, która tu nie została wymieniona jest historia.  Jestem absolwentką historii sztuki.

I.S.: Mimo zamiłowania do nizin, ważne miejsce w Pani życiu zajmowały i pewnie zajmują do dziś góry. Tę szczególną pasję miała Pani okazję łączyć z wybitnym himalaistą, „guru ludzi gór” – mężem Andrzejem Zawadą. W jakim stopniu te góry Was połączyły?
A.M.:
W zasadniczym… (śmiech) … w końcu został moim mężem. Również pośrednio dzięki temu zostałam aktorką. Chciałam wtedy wyjechać z Warszawy. Nasza sytuacja rodzinna z moim ówczesnym – trudno nawet powiedzieć narzeczonym – bo to słowo nie padło między nami, była jeszcze nieustalona. Wtedy postanowiłam wyjechać na 4 lata do Krakowa na studia aktorskie. Z perspektywy czasu – to był dobry manewr.

I.S.: Szczegółowo opisuje to Pani w swojej nowej książce „Życie z Zawadą”. Gdyby dokonać próby podziału tych 650 zapisanych stron na 3 główne rozdziały to jakie byłyby ich tytuły?
A.M.:
Okres poznania i przymierzania się; moja działalność i działalność Andrzeja. Te dwa wątki głównie się w książce przeplatają na tle jego i mojej sytuacji rodzinnej. A oprócz tego są takie rozdziały zupełnie jak gdyby oddzielne, np. „Pranie”, czy „Zwierzęta, ptaki i inne”.

I.S.: Pani mąż zawsze starał się znaleźć czas na spotkania z młodzieżą. Jakie wartości chciał przekazać młodemu pokoleniu?
A.M.:
Przede wszystkim jakąś solidarność w górach i dobre wychowanie. Zawsze twierdził, że w życiu należy unikać prostactwa – w takim pejoratywnym znaczeniu tego słowa. I bardzo z tym walczył, tak na wyprawach, jak w stosunkach towarzyskich i zarówno w odniesieniu do siebie, jak i innych. Andrzej był uwielbiany przez tragarzy, przez miejscowych, przez Afganów, Pakistańczyków, czy Szerpów. Oni zawsze czuli, że ten człowiek szanuje ich pracę. Nigdy sobie nie pozwolił w stosunku do nich na jakąś wyższość, czy lekceważenie. Pod tym kątem był ostry…

I.S.: Kogo z dzisiejszych himalaistów, ludzi gór traktowała by Pani jako spadkobiercę tej idei Pani męża?
A.M.:
Niestety nie ma ich wielu. Są świetni wspinacze i świetni organizatorzy np. Rysiek Pawłowski – zawodowy przewodnik himalajski. Jest spokojny, zrównoważony, a w życiu towarzyskim jest bardzo sympatyczny. A inni: Krzysiek Wielicki – to jest taki „brat – łata”.  Zabawny, lubi opowiadać, choć nie do końca jest to styl Andrzeja.

I.S.: Czy w tym ogromie osobistych i zawodowych dokonań ma Pani jeszcze jakieś niespełnione marzenie?
A.M.:
Takim celem do niedawna to była ta moja książka. Mówiłam sobie, że jak ją napiszę, wydam, to już mogę się zwijać. No i w ogóle już się zaczynam zwijać. Ponieważ w życiu człowieka są dwa zasadnicze etapy: do siebie i od siebie. A ja jestem teraz na tym etapie od siebie. Mam wszystkiego za dużo. Za dużo gadżetów, za dużo pamiątek, za dużo książek, za dużo wspomnień, mebli. Wszystkiego za dużo… Choć jest takie jedno marzenie i może je zacznę realizować – a byłoby to muzeum imienia Andrzeja.

I.S.: Gdzie chciałaby Pani je umiejscowić?
A.M.:
Gdzieś na krańcach Polski. Może w Karpaczu, gdzie działał też Kukuczka… A może na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej…. Mam już nawet nazwę dla tego miejsca – „Pamiętnik”. To będzie taki zaczątek.

I.S.: Czy jest szansa żeby tym bogatym bagażem wspomnień o górach, o mężu, o swoim życiu podzieliła się Pani z pińczowianami?
A.M.
Tak, bardzo chętnie. 


 



Na zdjęciu Anna Milewska z mężem Andrzejem Zawadą. Pińczów 1984 rok.


Anna Milewska zgodziła się przyjechać do Pińczowa w listopadzie tego roku. Wizyta w Pińczowie będzie okazją do zaprezentowania jej najnowszej książki „Życie z Zawadą”.

Jedna odpowiedź do “„W życiu należy unikać prostactwa…””

  1. dana pisze:

    37 lat a nie 47 przeżyła z mężem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com