Wakacyjną atrakcję do Szarbkowa zesłał los, przypadek, czy też gościnność ludzi?
Od lat tradycją było, że jadąc gościńcem od Chmielnika czy Pińczowa, można się było zatrzymać w Szarbkowie na nocleg. Nawet podobno sam Jan Długosz bywał tu częstym gościem, co odnotował w swej kronice.
Tyle tytułem wstępu. Kto tym razem zawitał do Szarbkowa? Karczmy co prawda już dawno nie ma, ale po drugiej stronie gościńca w starym przedszkolno – bibliotecznym sadzie w poniedziałkowy wieczór 22 lipca zatrzymali się na kilkudniowy odpoczynek Lena i Marco – dwójka młodych ludzi – Francuzka i Niemiec. Podróżują z Francji 2 końmi zaprzęgniętymi do taboru, czy też jak sami mówią do wagonu, w którym znajduje się ich cały dobytek.
Wyruszyli z Francji, przejechali całe Niemcy i spory kawałek Polski. W planach mają jeszcze Ukrainę i Rumunię. Jak opowiadali, podróżują tak już od 3 lat – od wiosny aż do zimy. Mieszkańcy Szarbkowa – dzieci, młodzież i starsi ludzie, którzy z sentymentem wspominają dawne cygańskie tabory, przyjęli tę niezwykłą parę cudzoziemców bardzo życzliwie. Języki poszły w ruch, a raczej słowniki i rozmówki – niemieckie, francuskie i angielskie. Uniwersalnym okazał się , jak zwykle, język „migowy”. Każdy próbował się czegoś dowiedzieć, bo ludzie ciekawi byli wszystkiego, co ze „świata” przywieźli ich goście. Szarbkowianie w odwiedziny przynosili ze sobą „gościniec”: mleko, jajka, ziemniaki, owoce, warzywa, pasze dla koni – bo przecież tak trzeba, trzeba ugościć jak staropolski zwyczaj nakazuje. Niech wywiozą od nas same dobre wspomnienia – mówili ludzie. Będziemy ich jeszcze długo wspominać, bo w tym zabieganym świecie pokazali nam taką inność życia. Żyją tak prosto, żywią się tym co rośnie wokół, są wegetarianami. Odjechali w piątkowe popołudnie w stronę Stopnicy. Życzmy im szczęśliwej i bezpiecznej podróży!



