Serwis Internetowy Miasta Pińczów

Raport o stanie Powiatu Pińczowskiego za 2025 rok. Mieszkańcy mogą zabrać głos w debacie.

0 komentarzy

Wybory: Układ sił-łowy w Pińczowie

17 listopada 2010 | , | Wyświetleń: 1 264

Wielu analityków próbuje przewidzieć wynik wyborów, jest to widoczne zwłaszcza w wyborach parlamentarnych, kiedy ilość przewidywanych konstelacji, układów politycznych a zwłaszcza rozkładu miejsc w Sejmie króluje na wszystkich rozkładówkach do samego finału. W wyborach samorządowych jest to trudniejsze, ich specyfika i zgoła odmienne preferencje wyborcze Polaków powodują, że większość komentatorów przewiduje jedynie wyniki do sejmików. Spróbujmy jednak przeanalizować możliwy rozkład sił po tych wyborach w naszym regionie i przewidzieć możliwa mozaikę polityczną po przeliczeniu głosów.


Nieistniejąca kampania


Zaczęło się jak zwykle. Ziemia Pińczowska ugrupowanie obecnego burmistrza rozwiesiła plakaty, które okazały się identyczne jak z przed czterech lat. „Spin doktorzy” ZP nie odrobili chyba lekcji, podstawą kampanii jest ich nie powtarzalność. Ponieważ z kampanią jak z filmem, siadamy przed telewizorem i po chwili wiemy, że kiedyś (nawet cztery lata temu) już go oglądaliśmy, nie wyłączamy odbiornika, ale film nas nie emocjonuje, oglądamy go wiedząc co dalej się stanie. Ta kampania potwierdza powyższą tezę, mimo że rozpoczęły się łowy na wyborców to każdy jakby ma przekonanie, iż dokładnie wie co będzie dalej i jaki będzie wynik elekcji.


Ta kampania po prostu nie emocjonuje, nie budzi zainteresowania. Oczywiście wpisuje się to w ogólny marazm w Polsce spowodowany polityką, wydaje się że Platforma Obywatelska ma rację, stawiając trafną diagnozę, „nie róbmy polityki, ponieważ ludzie są nią zmęczeni”. W Pińczowie jednak widać dodatkowe elementy tej teorii, a podstawowym z nich jest fakt, że nie widać w tej kampanii przełomu, i wyborcy to czują. Cztery lata temu, nasza lokalna scena polityczna żyła walką o burmistrzostwo, spowodowane było to bardzo dużym elektoratem negatywnym Łukasza Łaganowskiego. Wybory w których widoczny jest duży podział poglądów, sympatii i niechęci zawsze podnoszą ciśnienie i powodują wyższe zainteresowanie. Łaganowski przegrał, ponieważ nie odrobił lekcji, tak naprawdę na drugi plan zeszły inwestycje, działania i praca jaką wykonał, najważniejsze okazało się sprawowanie władzy, a zwłaszcza styl jej sprawowania. Każdy kto tylko zetknął się w sposób formalny i nie formalny z tamtą ekipą, nie był nawet zdenerwowany, ale rozżalony tym jak podchodzą do zwykłego obywatela. Wygrana Baduraka, była niespodzianką, nie tyle samej przegranej Łaganowskiego, ale tym że wyścig wygrała osoba, której nikt się nie spodziewał. Wygrał ponieważ jako najbardziej ze wszystkich różnił się od ustępującego burmistrza. Tym razem nikt nie ma zastrzeżeń co do sprawowania władzy przez obecną ekipę i tak naprawdę tu jest widoczny obecny kapitał Włodzimierza Baduraka.


Kampania burmistrzowska w tym roku, wygląda dość dziwnie. Zarejestrowano grupę kandydatów którzy są bardzo dobrze znani z poprzednich kampanii. Wyjątkami są jedynie osoby Waldemara Łyżwińskiego i Anny Gawrońskiej. Kandydatura Łyżwińskiego jest pewną niespodzianką, ciężko dziś przewidzieć czy jest w stanie zagrozić Badurakowi. Kampanię rozpoczął z rozmachem wywieszając jako pierwszy duże bilbordy, mało przyciągające uwagę i z mało oryginalnym hasłem, ale pokazujące że jest widoczny w kampanii, a to już duży sukces. Natomiast obecna dyrektor PUP, należąca do SLD Anna Gawrońska, wydaje się być swoistą „ofiarą” polityki starosty i szefa SLD w powiecie Andrzeja Kozery. Po przegranych sromotnie zarówno na burmistrza (gdzie kandydował Jacek Kapałka) jak i do Rady Gminy, poprzednich wyborach taktyka SLD nie zmieniła się. Starosta cały czas drenuje zasoby ludzkie SLD w Pińczowie, zabierając na listy do Powiatu osoby, które mogłyby zdobyć dobry wynik w wyborach do Rady Gminy. Przedostatni wynik Jacka Kapałki w elekcji z 2006 roku i tym samym brak kandydata na burmistrza doprowadził do tego, że wyciągnięto dość młodą i rzutką dyrektor Urzędu Pracy. W sondażach o ile można je traktować poważnie Gawrońska zajmuje ostatnie miejsce. Po rozmowach z wyborcami słyszy się następujące głosy: „Jak ktoś kto przez tyle lat nie potrafił poprawić pracy jednego urzędu, chce teraz zarządzać całą gminą”. Oczywiście z dużym szacunkiem do pani Anny, należy jednak powiedzieć, że jest osobą przypadkową, widać tutaj rękę Kozery który musiał mieć duży wpływ na jej poparcie przez Sojusz, chce w ten sposób choć trochę odbudować SLD w mieście. Pokazać, że jesteśmy nowocześni wystawiając kobietę w walce o tak ważne stanowisko, a tak naprawdę najważniejszy jest dla niego Powiat.  Anna Gawrońska ma po prostu odbudować wizerunek SLD w gminie Pińczów, ale wydaje się, że nie jest w stanie tego zrobić.


Pewnym novum w tych wyborach jest start na stanowisko burmistrza Jana Bębenka, o czym było wiadomo od dłuższego czasu. Po akcji ze spalarnią, która budziła emocje w całym województwie widać, że jego notowania spadły. Należy jednak zauważyć dużą zręczność polityczną przy ataku na burmistrza we wspomnianej wyżej sprawie. Bębenek tworząc komitet oporu przeciwko budowie spalarni, próbował „ubić” kilka rzeczy naraz. Po pierwsze miał się pokazać, być bardziej rozpoznawanym, mieli o nim pisać, mówić nie ważne czy dobrze czy źle, miał istnieć, a wszyscy w Pińczowie mieli wiedzieć kim on jest. Po drugie próbował wejść w twardy elektorat Łaganowskiego, związany z PIS, tradycyjny chodzący na pasku superelektorat. Po trzecie próbował narzucić pewną linie podziału i w ten sposób zmobilizować dużą ilość nie sympatyzujących z obecnym burmistrzem wyborców, co okazało się pyrrusowym zwycięstwem, albowiem poprzez narzucenie linii podziału zaczął być postrzegany jako „radykał”. Gdyby Badurak wykorzystał „kryzys spalarni” (jedyny do tej pory w całej kadencji) i umiejętnie nim zarządzał, pogrubiając linię podziału wyszedł by z tego jeszcze mocniejszy niż jest teraz. Wystarczyło, żeby pogrubił podział nowoczesny – tradycyjny, postępowy – zaściankowy, wpisując Bębenka w zaściankowość, natomiast siebie w postępowość  to dziś szedłby do wyborów w pierwszej linii z ogromnym poparciem dającym mu miażdżącą przewagę w pierwszej turze. Wszystko co mówiliby inni byłoby nie ważne, ponieważ podział został już narzucony. Natomiast obecny burmistrz próbował sprawę wyciszyć, żeby o niej jak najszybciej zapomniano. Cała akcja jeśli była przemyślana, to przeprowadzona zbyt wcześnie, każdy z wyborców już dawno o spalarni zapomniał. Wracając do Jana Bębenka to należy zaznaczyć, że cały czas jest postrzegany jako ten drugi z kadencji Łaganowskiego, co oczywiście już na starcie daje mu marne szanse na dobry wynik i wejście do drugiej tury.


Oprócz powyżej wymienionych do wyścigu stanęło dwóch doskonale znanych kandydatów czyli: Krzysztof Koniusz i Łukasz Łaganowski. Poprzedni burmistrz po śmierci Przemysława Gosiewskiego nie jest pewny swojej pozycji na fotelu dyrektora WDK w Kielcach, uważa że cały czas ma szanse na reelekcje, a wyborcy obudzą się i docenią to co robił dla miasta i gminy. Koniusz natomiast jest etatowym kandydatem, jako lider pewnej grupy ludzi, stara się poprowadzić ich do najlepszego wyniku. Wydaje się że jego kandydatura ma być jedynie promocją całego przedsięwzięcia pod nazwą „Pińczowskie Porozumienie Społeczne”. Każdy z komitetów wiedząc, że wybory na burmistrza najbardziej przyciągają uwagę starał się zarejestrować swojego kandydata w celu bardziej promocji list, niż faktycznej wygranej.


Prawdziwym faworytem cały czas pozostaje Włodzimierz Badurak. Jego kampania wystartowała ospale, pierwsze plakaty, również jak plakaty Ziemi Pińczowskiej, wydają się być powtórką poprzedniej kampanii. Burmistrz odjechał przeciwnikom, jego sytuacja wydaje się być podobna do sytuacji Donalda Tuska, tak jak premier zdaje się mówić, że nie ma z kim przegrać. Sam Badurak trawestując słowa Benhakkera wskoczył na „international level”, żaden z jego przeciwników nie jest w stanie wejść z nim nawet w polemikę, mając na uwadze fakt, że cały czas rozmawia jako przyszły przegrany. Czy taka sytuacja jest zdrowa dla naszej lokalnej demokracji. Nie da się do końca odpowiedzieć na to pytanie, na pewno jest zdrowe dla naszej stabilizacji, ale jedno jest pewne, burmistrz powinien mieć opozycję.


Wszystkie idące do wyborów komitety zarejestrowały swoich kandydatów na burmistrzów, rejestrując również listy do wszystkich rad. Prawdziwą potęgą na listach do Rady Gminy zdaje się być Ziemia Pińczowska która zarejestrowała najwięcej bo, aż 41 kandydatów. Oczywiście nie zawsze ilość przekłada się w jakość, patrząc jednak na listę widać znane nazwiska, które będą starały się ją ciągnąć do góry. Z okręgu numer jeden do gminy, na uwagę zasługują takie osoby jak: Marek Omasta dotychczasowy przewodniczący Rady Miasta, Kazimierz Pajchel Prezes Ziemi Pińczowskiej, oraz Andrzej Dziubiński znany nauczyciel. Z jedynką w okręgu numer dwa startuje Robert Domagała dotychczasowy radny, tak jak Józef Kaczmarczyk w okręgu numer trzy, również radny ustępującej kadencji, w okręgu numer cztery również wystawiono radnego Jana Radkiewicza. Z takimi listami ZP powinno liczyć na 6 mandatów, z planem minimum zachowania status quo, czyli 5 mandatów.


Wydaje się, że Ziemia Pińczowska, w wyborach do Rady Miasta ma największe i najsilniejsze listy. Inne ugrupowania też nie mają się czego wstydzić. SLD jako jedyny zachowuje parytet odpowiadający 1/3 kobiet na listach, w tym roku startuje ich, aż 11 pod banderą Sojuszu. Faworytami oczywiście radni tej ustępującej kadencji, czyli: Jacek Kapałka, Anna Gawrońska oraz Leszek Nogacki, dobrym i realnym wynikiem będzie utrzymanie stanu posiadania przez SLD.


Trzecim pod względem liczebności list jest: Pińczowskie Porozumienie Społeczne, ugrupowanie Krzysztofa Koniusza (który zmuszony przez Waldemara Łyżwińskiego, musiał zmienić nazwę komitetu z poprzednich wyborów) wystawiło 30 kandydatów, z których najważniejszymi oprócz wspomnianego kandydata na burmistrza są Michał Rogala oraz Marek Sarna, będący radnymi ustępującej kadencji. Ilość kandydatów może dać temu ugrupowaniu szanse nawet na cztery mandaty, jednak będzie to zadanie bardzo trudne.


Ludowcy w tych wyborach, wystawili stabilne listy, z czwórki radnych ustawionych na pierwszych miejscach, murowanym faworytem wydaje się być dyrektor DPS, Krzysztof Wąsik. Kolejni kandydaci w postaci: Zdzisława Prusia, Henryka Różyckiego i Wiktora Baduraka wydają się być jedynymi, których PSL wprowadzi do rady. Pamiętajmy jednak, że partie polityczne w tych wyborach mogą dużo stracić, a notowania partii ludowej są dzisiaj bardzo złe, analitycy przewidują, że mogą to być najgorsze wybory samorządowe dla niej od lat. Dlatego wynik PSL zależy jedynie od indywidualnej pracy kandydatów niż partyjnej etykietki.


Ugrupowanie wyborcze Jana Bębenka „Gospodarne Ponidzie”  wydaje się być najsłabszym ze wszystkich, zarejestrowało jedynie 20 kandydatów tylko w trzech okręgach, znanymi kandydatami na ich listach są jedynie Jan Skowron, Jerzy Puk oraz Henryk Powałek w większości są to secesjoniści z byłego ugrupowania Łaganowskiego i Bębenka. Jeżeli uda im się wprowadzić choć jeden mandat, należy to uznać za sukces.


„Porozumienie Samorządowe Pińczów” jest to lista stworzona przez Waldemara Łyżwińskiego. Nazwa została odebrana poprzedniemu ugrupowaniu Krzysztofa Koniusza, obaj panowie w poprzednich wyborach razem próbowali zdobyć jak najlepszy wynik, w tych jednak ich drogi się rozeszły. Oprócz wspomnianego kandydata na burmistrza trudno na listach „Porozumienia” znaleźć osoby , które mogą być faworytami tych wyborów, na uwagę zasługuje fakt, że praktycznie połowa kandydatów z list Łyżwińskiego stanowią kobiety. Lider ugrupowania jest przykładem, że mając determinację również można znaleźć panie, które wezmą udział w wyborach.


Jeszcze w poprzednich wyborach start listy PIS-u byłby dużą niespodzianką, ale patrząc na problemy tego ugrupowania oraz duże spadki w sondażach, można mieć duże wątpliwości co do trafności pomysłu Łukasza Łaganowskiego  stworzenie list partyjnych. Oczywiście pojawienie się kolejnego dość mocnego „tworu” na naszej lokalnej scenie może sporo zamieszać. Trzeba pamiętać o tym że PIS miał zawsze w Pińczowie duże poparcie, a jego twardy elektorat po raz kolejny może dać znać o swoim istnieniu. Można przewidywać że przy mniejszej frekwencji, a taka się zapowiada wynik PIS-u będzie w miarę dobry. Tak naprawdę to czy PIS „złowi” dużo wyborców będzie miało znaczenie jakich ludzi ma na listach. Ze znanych nazwisk można jedynie wymienić oprócz Łukasza Łaganowskiego, również Krzysztofa Gałęziowskiego.


Rozdzielenie się dróg Łaganowskiego i Bębenka doprowadziło do osłabienia znaczenia tych dwóch lokalnych polityków, biorąc pod uwagę, że to lista daje mandaty, to liczebność ich list oraz osoby na nich będące nie wróżą im dobrego wyniku. Oczywiście obydwaj zapewne znajdą się w radach powiatu i gminy, to jednak nie wiemy czy będą w stanie coś ugrać w tych gremiach. Zwłaszcza Jan Bębenek, którego aktywność praktycznie jest marnowana poprzez brak osób go wspierających. Wszyscy od SLD, aż po Ziemie Pińczowskie po każdym posiedzeniu rady powtarzają, że Bębenek jest świetnie przygotowany merytorycznie.  
 
Zmiana w radzie gminy wydaje się iluzoryczna, możliwe że wynik poprawią Ziemia Pińczowska i SLD, a  reszta ugrupowań walczy o każdy mandat. Wydaje się że skład rady nie ulegnie rażącej zmianie, wymienić może się jedynie od trzech do czterech radnych.


Możliwa zmiana w powiecie


Przed każdymi wyborami, słychać głosy, czy to już jest ostatnia kadencja Starosty Andrzeja Kozery i Wice Starosty Jana Moskwy. Wszelkie znaki, potwierdzają jednoznacznie, że nie. Zmiana we władzach Powiatu wydaje się być realna, tylko i wyłącznie przy odpowiedniej opozycji, takiej opozycji nie widać, a ta która istnieje nie potrafi stworzyć niczego konstruktywnego. Jedyną opozycją w Radzie Powiatu są praktycznie dwie osoby: Jan Bębenek oraz Zbigniew Koniusz, wraz z grupą kilku radnych. Większość do objęcia władz wynosi dziewięciu radnych, dokładnie tyle posiada koalicja SLD i PSL, opozycja nawet jeżeli udałoby się jej stworzyć większość nie wiemy czy byłaby w stanie wystawić swojego kandydata na starostę.
 
Jedynym ugrupowaniem które  w tych wyborach jest w stanie wystawić swojego kandydata na starostę i pójść do wyborów w celu uzyskania naprawdę dobrego wyniku, jest Ziemia Pińczowska. Wprowadzenie przez tą listę 5 radnych dałoby możliwość stworzenia w Powiecie nowej koalicji. W nie oficjalnych rozmowach z kandydatami ZP słychać, że liczą na minimum trzy tysiące głosów co daje jedynie trzy mandaty. Jest to wynik powtórzony z poprzednich wyborów plus głosy zdobyte przez nowych dość mocnych kandydatów którzy przyszli z innych ugrupowań. Jeżeli Ziemia Pińczowska byłaby w stanie poprawić swój wynik to maksymalnie o dwa mandaty, realne natomiast jest zdobycie czterech radnych.


Sojusz Lewicy Demokratycznej, liczy na powtórzenie wyniku, listy sojuszu są tak samo mocne jak przed rokiem. Jednak Starosta Kozera wydaje się być zaniepokojony siłą ZP. Przed samym ułożeniem list odbyła się nie formalna walka pomiędzy tymi ugrupowaniami o najlepszych kandydatów. Jeżeli chodzi o relacje pomiędzy Starostą a liderem PSL w powiecie Janem Moskwą,  wydają się one być takie same jak od 12 lat. Moskwa podchodzący do polityki w sposób typowo pragmatyczny, nie mający żadnych innych ambicji oprócz bycia wice Starostą, praktycznie nie przeszkadza w rządzeniu, zdyscyplinowani radni PSL oraz SLD plus dwójka radnych „Ziemi Pińczowskiej”, dają gwarancję gładkiej współpracy z radą.


Na razie walka wyborcza, jest po stronie SLD, ogromna ilość ulotek, plakatów powoduje dużą przewagę Sojuszu, który wydaje się, że podążą po kolejną kadencję. Zastanówmy się jednak czy jest możliwa zmiana władz Powiatu. Można to sobie wyobrazić w trzech wariantach. W pierwszym opozycja skupiona przede wszystkim wokół ZP, zdobywa 9 radnych w wyborach, co jest możliwe tylko i wyłącznie przy założeniu, że zdobędzie około tysiąca głosów więcej niż koalicja SLD i PSL, takie założenie jest realne ale tylko wtedy kiedy, zostanie rzucone wszystko na jedną szalę i zostaną stworzone naprawdę mocne listy wszystkich „opozycyjnych” ugrupowań.


Następnie wszyscy opozycyjni radni skupią się wokół jednego dobrego kandydata na starostę, który będzie musiał wykonać syzyfową pracę i przekonać tych wszystkich którzy uzyskali mandaty, patrząc na podziały wśród opozycji powiatowej będzie to bardzo trudne.


Drugi wariant zakłada działanie wszystkich radnych ale jednego ugrupowania, patrząc na listy znów najsilniejsze okazuje się Ziemia Pińczowska. ZP mając burmistrza ma pewne instrumenty którymi może zacząć grać. Wariant ten przewiduje sytuacje w której, dochodzi do zawarcia koalicji podobnej do tej którą Badurak stworzył z PSL w radzie miasta. Czyli secesji Moskwy oraz jego radnych, ale jak tego dokonać dlaczego Wice starosta miałby wchodzić w tak ryzykowny układ. Działania w tej sprawie podejmuje burmistrz, który uruchamia kontakty z Adamem Jarubasem, ten wpływa na Moskwę, aby zmienił koalicjanta, układ pozostaje ten sam tylko zmienia się starosta i część zarządu. Nie wiadomą pozostaje jedynie, czy Jarubas ma jakikolwiek wpływ na Jana Moskwę.


Trzeci wariant (bardziej realny), polega na tym, że jedno ugrupowanie „opozycyjne”, tworzy samo koalicję złożoną z pojedynczych radnych i w ten sposób uzyskuje większość w radzie. Jest to wariant który polega jednak na ciągłych targach i kupczeniem stanowiskami, dlatego też zapewne nie spodobałby się opinii publicznej.


Wydaje się, że zmiana w powiecie nie jest dzisiaj realna. Wyniki wyborów oczywiście mogą nie być, aż tak dobre dla koalicji, ale stworzenie większości będzie bardzo trudne, ponieważ do tego potrzebna jest wola polityczna, której nie ma.


Redakcja: Artykuł został wcześniej usunięty na prośbę autora, który chciał go poprawić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Masz pytania? Napisz do nas:
redakcja@pinczow.com