Wychowałem się na Presley`u
Wywiad z piosenkarzem, kompozytorem i gitarzystą – WOJCIECHEM GĄSSOWSKIM
ISka: Gdzie się podziały tamte prywatki?
Wojciech Gąssowski: Tego najstarsi ludzie nie wiedzą. Myślę, że te prywatki gdzieś istnieją, one może się inaczej nazywają i trochę inaczej wyglądają, ale jednak istnieją. Prywatki, jak sama nazwa wskazuje, to spotkania prywatne, nieoficjalne, w domach i myślę, że ta forma zabawy w dalszym ciągu istnieje, że przetrwała.
Uznawany jest Pan za prekursora polskiej muzyki rozrywkowej. Zgadza się Pan z takim stwierdzeniem?
Wojciech Gąssowski: Rozrywkowej nie, może rock-and-roll`owej – a precyzyjniej jednego z jej odłamów – daleki jestem od tego, żeby brać na siebie miano prekursora.
Rock-and-roll zaczął się dla Pana fascynacją muzyki Elvisa Presley`a?
Wojciech Gąssowski: Tak, byłem w latach młodzieńczych zafascynowany muzyką Presley`a i muzyka ta wywarła na mnie bardzo duży wpływ. Samą muzyką rock-and-roll`ową zacząłem się interesować jeszcze jako mały chłopiec; chodziłem wtedy do szkoły, gdy rodzice kupili mi gitarę i tak zacząłem się uczyć grać na gitarze a potem śpiewałem piosenki Presley`a. Wtedy mało było takiej muzyki „rozrywkowej”, tego typu, rock-and-roll`owo – rozrywkowej. Każda muzyka jest jakąś rozrywką, ale dla mnie rozrywka równoznaczna była z rock-and-roll`em. Fascynujące było to, że na Presley`u się wychowywałem.
Który z obecnie wykonywanych gatunków muzyki jest Panu najbliższy?
Wojciech Gąssowski: Patrząc z perspektywy mojej działalności estradowej, na przestrzeni lat, uprawiałem kilka gatunków muzyki rozrywkowej. I hard rock z zespołem Test, do dzisiejszego dnia śpiewam rock-and-roll`e, ostatnio bardzo lubię muzykę swingową Teraz bardziej się skłaniam do takiej spokojnej, wyważonej, swingowej muzyki. Jestem teraz w trakcie nagrywania nowej płyty, która utrzymana będzie właśnie w takim spokojnym klimacie.
Kiedy możemy się jej spodziewać?
Wojciech Gąssowski: Może jeszcze w tym roku. Na razie nagrałem tylko 3 piosenki, ale już się zabieram do dalszej pracy.
Wracając do przeszłości, jak wspomina Pan swoje początki z Czerwono – Czarnymi?
Wojciech Gąssowski: Sentymentalnie bardzo, to było wielkie przeżycie dla młodego człowieka, kiedy nagle znalazłem się w zespole najbardziej popularnym w Polsce. Byłem wtedy jednym z czterech solistów, osoby te poza mną były bardzo popularne i bardzo znane: Karin Stanek, Helena Majdaniec, Michaj Burano. ja byłem czwartym solistą Czerwono – Czarnych. Z wielkim sentymentem teraz to wspominam. Do dziś mam kontakt z kolegami, choć niestety większość mieszka za granicą.
Jak często Pan koncertuje?
Wojciech Gąssowski: Na szczęście nie codziennie. Czasami kilka razy w miesiącu, w czerwcu występ w Pińczowie był już – 10 z kolei. W ubiegłym miesiącu trochę mniej, w przyszłym miesiącu na szczęście też trochę mniej. Mówię „na szczęście” bo podróż na koncerty, po polskich drogach, jest dość męcząca.
Czy był Pan już kiedyś w Pińczowie?
Wojciech Gąssowski: Być może. To bardzo ładne miasteczko. Podoba mi się zalew, jest bardzo malowniczy. Niestety nie mogę zatrzymać się na dłużej, zaraz po koncercie muszę wracać do Warszawy.
Dziękuję za rozmowę i zapraszamy ponownie.






